Żyjemy teraz w wolnym państwie, mającym własną Państwowość i wszystko co się za tym kryje. To znaczy, możemy sami decydować o swoim losie, żyć w demokracji, mieć swoje prawo, strażniczkę polskiego prawa Polską Konstytucję, ustanowioną na podbudowie filozofii prawa greckiego i zasad prawa rzymskiego. Póki co, żyjemy bez ingerencji obcych państw, przynajmniej jak dotychczas, bez ich interwencji zbrojnej. Choć zagrożenia zawsze są, które niestety urzeczywistniły się w naszej historii dosyć często. Niestety najeżdżali na Polskę i grabili nasi najbliżsi sąsiedzi. Niestety robili to wtedy, gdy Polska była słaba militarnie i niestety zwykle, gdy targały nasz kraj spory wewnętrzne, głównie warcholstwo, żądza i walka o władzę.
Czy nie przypomina to nam sytuacji obecnej?! Czy nie jesteśmy osłabieni militarnie oddając Ukrainie lwią część swojego arsenału militarnego i stoimy teraz na rozdrożu, w niepewności realizacji kontraktów na dostawę z zagranicy sprzętu wojskowego, a także produkcję zbrojeniową u siebie?! Cóż, w razie konieczności obrony Ojczyzny wyskoczymy z motyką na słońce?! Trzeba otwarcie, z naciskiem powiedzieć, mimo buńczucznych zapowiedzi, typu: “Putina wgnieciemy w glebę!” – Nie, nie jesteśmy “Silni, Zwarci, Gotowi!” Co gorsza, nie ma jednomyślności w polskiej armii, co do strategii obrony kraju. Zbyt wielką nadzieję pokładamy w sojuszniku zza oceanu, a możemy rozejrzeć się za państwami z naszej grypy, tzn. tymi mniej zamożnymi.
Jeszcze do niedawna istniała doktryna “Obrony Polski na linii Wisły”. To wszystko jest w przebudowie i nie sprzyja temu sytuacja wewnętrzna, w relacji na linii prezydent – premier. Premier rządzi, ale prezydent jest zwierzchnikiem polskich sił zbrojnych. Tu musi być zgodność, korelacja, a przecież jej nie ma.
Zdaje się, iż obydwaj mają inne wizje co do militaryzacji i obronności kraju?!
Prędzej prezydent dogada się z ministrem obrony narodowej.
Przerośnięta kadra dowódcza w stosunku do ilości żołnierza, to dodatkowe obciążenie dla budżetu; za dużo generałów! A w razie zagrożenia potrzebna jest czynna walka na froncie z armią specjalistów w konkretnym rodzaju broni i zakresie zadań.
Nasza sytuacja ekonomiczna się pogarsza, a to obnaża słabość państwa, sprzyja temu postępowanie urzędników Unii Europejskiej, którzy nie przeciwdziałają złemu rządzeniu w Polsce, a raczej przyklaskują i co gorsze, narzucają swoje niekorzystne rozwiązania dla Polski. Zakazy i ograniczenia, to nie to co powinna nam zaoferować Unia.
My jako naród musimy szanować to co mamy i nie zwieść się podszeptom tym, którzy niestety dobrze Polsce nie życzą! Mamy takich sąsiadów, którzy by nas widzieli słabymi i łatwo sterowanymi, najlepiej we wszystkim uległymi, podającymi się ich obcemu dyktatowi. I niestety obecni rządzący są skłonni podążać tą ścieżką prowadzącą do zguby!
Mieliśmy już w naszej historii takie momenty załamań, ale nasi przodkowie potrafili to wszystko ogarnąć i dowieźć Polskę do tego momentu, iż jesteśmy dalej Polakami!
Chciałbym właśnie wspomnieć o pewnym naszym władcy, który nie był choćby królem, ale kto wie, czy to właśnie nie jemu powinniśmy zawdzięczać istnienie Polski?!
Gdyby nie książę Kazimierz zwany Odnowicielem być może, ani Polski, ani nas by nie bylo!
Musimy wiedzieć i mieć ciągle w pamięci, jak trudne były początki tworzenia zrębów polskiej państwowości. Ile wysiłku, trudu i przebiegłości musieli włożyć nasi przodkowie, by stworzyć państwo w ustalonych granicach i je utrzymać. Książę Mieszko I, założyciel dynastii Piastów i jego syn, już król Bolesław Chrobry musieli stawiać czoła najeźdźcom z państw sąsiednich, by odeprzeć ataki na młodą, polską suwerenność, a przy okazji wyrwać jeszcze coś od sąsiadów!
Z poprzednich numerów “Gońca” czytelnicy mogli się dowiedzieć o dokonaniach w tworzeniu i umocnieniu państwa polskiego przez księcia Mieszka l i jego syna króla Bolesława Chrobrego, a także króla Mieszka II Lamberta, syna Chrobrego, za którego panowania doszło do stopniowego upadku państwa, głównie przez spory wewnętrzne, o sukcesję i wojny z sąsiadami.
Król Mieszko ll Lambert już od samego początku panowania toczył zaciekłe wojny obronne, napadany z Zachodu przez cesarza Niemiec Konrada ll i ze Wschodu z władcą Rusi Jarosławem Mądrym, którego ściągnęli przyrodni bracia Mieszka ll Lamberta Otton i Bezprym, mający pretensje do tronu polskiego.
Takiej sile król Mieszko II Lambert nie dał rady, w 1031 przegrał wszystko i schronił się w Czechach. Przy okazji król Czech też “skubnał” dla siebie Morawy.
W tym samym roku zamordowano Bezpryma i rok później wraca z Czech król Mieszko ll Lambert i dzieli władzę w kraju z przyrodnim bratem Ottonem.
W tym czasie Polska osłabiona, podzielona na warunkach cesarza Niemiec i uzależniona o niego. Tego samego roku 1032 umiera Otton i na krótko Mieszko II Lambert jednoczy kraj. Niestety tylko na dwa lata, bo w 1034 umiera. Zostawia kraj osłabiony, nastaje czas niespokojny, kraj pogrążony w chaosie i w walce o władzę.
Syn Mieszka ll Lamberta, jego sukcesor tronu Kazimierz jeszcze nie ma 20 lat, (wtedy taka była dorosłość) ur. w 1016 roku ma ich tylko 18. Nie może rządzić samodzielnie.
Wobec tego, część możnowładców polskich chciała ustanowienia regenta na te dwa lata do pełnoletności Kazimierza, a część chciała by panowała matka księcia Kazimierza Rycheza, była przecież królową koronowaną razem z mężem Mieszkiem ll Lambertem w 1025 roku i adekwatnie to ona rządziła. Jako Niemka Richeza obdarowywała wszelkimi dobrami i tytułami ludność niemieckiego pochodzenia. To ona po śmierci męża zgarnęła kasę, wszelkie kosztowności i wywiozła do Niemiec, następnie obciążając polskie rycerstwo podatkami, daninami i wszelkimi służebnościami, które sama wymyśliła.
Czy w tej chwili też nasz niekompetentny rząd nie przymierza się do coraz to nowych i większych podatków, pod dyktando Unii Europejskiej, czytaj Niemiec?!
Wtedy Richeza, wyjątkowo nieprzychylna Polsce, gardziła wszystkim co polskie, lekceważąc wszystkich, narzucała swoją władzę w kraju. Czy nie czyni podobnie nasz rząd?!
Nic więc dziwnego, iż społeczeństwo polskie zaczęło się buntować, kraj był wstrząsany powstaniami, cierpiała ludność cywilna.
Tak to opisuje Wincenty Kadłubek w “Kronice Polskiej”: “Królestwo upada, ojczyzna wydana na spustoszenie, buntują się obywatele, grasują wrogowie, miasta i grody pozbawione załóg zajmują wrogowie”.
Polska bez władzy centralnej targana była ciągłymi sporami wewnętrznymi, szerzyło się bezprawie, po wioskach grasowały bandy zbójów. Ten chaos to konsekwencje wypędzenia księcia Kazimierza na Węgry.
Nie mógł nie wykorzystać tej trudnej dla Polski sytuacji książę czeski Brzetysław, który najechał i złupił w 1038 r. Wielkopolskę, a Śląsk przyłączył do Czech.
Obserwował te ruchy Czeskie cesarz Niemiec i zauważył zagrożenie dla siebie, dlatego “wybrał” się do Czech, by ograniczyć ekspansję Brzetysława. Cesarz doszedł do słusznego wniosku, iż najlepszym sposobem by ustabilizować niepewną sytuację na Wschodzie będzie powrót Piasta na rodzinne jego ziemie. Dlatego też przyczynił się do tego by Kazimierz, jako sukcesor rodu Piastów objął utracony polski tron. Wcześniej Kazimierz został zwolniony przez papieża ze ślubów zakonnych, gdyż w klasztorze dominikanów otrzymał diakonat.
Wcześniej trafił do klasztoru po wygnaniu z Polski na Węgry, skąd wjechał do Niemiec, potem pobierał nauki w Paryżu, by w końcu trafić właśnie do klasztoru. Tak więc przy pomocy cesarza Niemiec jeszcze Konrada ll, czy już jego syna Henryka III (różnie podają) wrócił do niespokojnej Polski, by swoją osobą zjednoczyć kraj i zapewnić pokój. Wrócił uroczyście, niemiecki cesarz zapewnił mu eskortę 500 rycerzy z Niemiec, Węgier i Polski.
Początkowo polscy możnowładcy uznali władzę Księcia Kazimierza jedynie w Wielkopolsce. Jednak ambicją Kazimierza było zjednoczenie wszystkich ziem jakie zostawił jego ojciec Mieszko II Lambert. Zadanie niezwykle trudne, gdyż państwo polskie jako organ prawie nie istniało, było w stanie rozkładu i to niemal we wszystkim. Każda dziedzina życia nie funkcjonowała jak w zorganizowanym państwie, wszystko wymagało naprawy, a adekwatnie odrodzenia. Choć Polska była, istniała, ale w rozsypce i to wszystko trzeba było poskładać. Książę Kazimierz uczynił to, dał radę i to na tyle sprawnie, iż zorganizował państwo, administrację, zebrał wojów i uczynił z nich armię na tyle silną, by mógł z nią wyruszyć w 1040 roku zbrojnie na Czechy. Pomógł mu w tym cesarz Henryk lII . Tam na mocy układu pokojowego Śląsk pozostał pod rządami Brzetysława, króla Czech, w zamian za hold i daninę na rzecz księcia Kazimierza.
Rok po tym wydarzeniu Kazimierz objął we władanie Małopolskie, a Kraków uczynił stolicą Polski.
W końcu także matka Kazimierza, Richeza mogła wreszcie coś dobrego zrobić dla swojego syna, tym samym dla Polski. Kazimierz wykorzystał więc wpływy matki na dworze cesarstwa niemieckiego i mógł być spokojny o zagrożenia z tamtej strony, a choćby uzyskać pomoc. Ustabilizował stosunki ze Wschodem żeniąc się z Dobroniegą, Marią, siostrą przyszłego wielkiego księcia kijowskiego Jarosława Mądrego. Zawiązał też sojusze, najpierw z królem węgierskim Bellą, wydając za niego starszą siostrę nieznaną z imienia, a potem wydając młodszą jego siostrę Gertrudę za ruskiego księcia Izjaslawa.
Do tej pory Mazowsze jeszcze nie było w rękach polskiego księcia. Jednak mając takich sojuszników, jak wyżej wymienionych, już w 1047 roku przy ich pomocy opanował także Mazowsze.
Próbował jeszcze przejąć władzę na Pomorzu, ale niestety kolidowało to z wpływamy niemieckimi. Tu się nie udało, ale w roku 1054 cesarstwo niemieckie uznało polskie prawo do Śląska, po wcześniejszych zaciętych walkach o ten region i sukcesach Kazimierza.
Jednak Niemcy nie zrobili tego za darmo, Kazimierz musiał płacić cesarstwu 500 grzywien srebra i 30 grzywien złota każdego roku.
Polski książę spośród wielu reform państwowych, administracyjnych, czynił je także w armii. Otóż zamiast płacić wojom na ich utrzymanie, co uszczupliło bardzo kasę państwową, nadał im ziemie, z czego mogli się utrzymać, a oni w zamian stawiali się na każde wezwanie księcia. W ten sposób narodziło się rycerstwo, które osiągało zyski z własnych dóbr.
Książę Kazimierz, co bylo niezmiernie ważne dla chrześcijańskiego państwa, odnowił będącą w rozsypce organizację kościelną, której ośrodkiem stał się Kraków.
Za te wszystkie osiągnięcia, które szły równolegle z przywracaniem Polsce utraconych ziem książę Kazimierz zyskał przydomek “Odnowiciel”.
Żeby osiągnąć taki poziom sprawności w organizacji państwa, by wskrzesić to co chyliło się bezpowrotnie ku upadkowi, książę Kazimierz posiadł wiedzę, którą nabył w młodości, posyłamy do najlepszych szkół w Europie. Jak pisał kronikarz: “Ojciec posłał go na naukę i przydał mu poważnych mężów na nauczycieli jego młodości, aby oświecony światłem nauki został należycie przygotowany do panowania. Ten to był pierwszy z krwi książąt polskich, który poznawszy nauki, przy ich pomocy wielce uszlachetnił i ozdobił wrodzone swe uzdolnienia”. Uczył się więc Kazimierz i nabywał wiedzę rozumiejąc, iż jej wartość będzie polegać, nie dla samej wiedzy, ale na uczynkach, by być pożytecznym dla innych. Tak też i czynił, do końca swoich dni.
Książę Kazimierz Odnowiciel zmarł w 1058 roku zostawiając po sobie kraj, może nie mlekiem i miodem płynącym, ale znacznie lepszym niż w czasie, gdy przejmował nad nim władzę.
Za podsumowanie niech posłużą słowa naszego kronikarza Jana Długosza, otóż pisze on: “Królestwo Polskie doszczętnie wyczerpane i doprowadzone prawie do upadku…pod kierunkiem i rządami… Kazimierza osiągnęło już niemal pełnię rozwoju. Polacy bowiem pod rządami tego księcia wiedli spokojne życie i z godną podziwu szybkością… podnieśli się z upadku, umocnili, odnowili, to co przedtem uległo zniszczeniu i całkowitej zagładzie”.
Od siebie dodam, a raczej zapytam, czy teraz mamy w rządzie odpowiednich ludzi, wykształconych, jeżeli już to nie dla samego wykształcenia, takich jakim był Książę Kazimierz Odnowiciel?! Czy mamy absolwentów sławnego już “Collegium Thumanum”, kompetentnych, oddanych, służących sprawie Polski, całemu narodowi. Czy mamy tych, którzy są na rządowych stanowiskach tylko po to, by zaspokoić własne, prywatne żądze, sięgając bezczelnie po fundusze unijne, wzięte przez państwo na kredyt, który będą musiały spłacać kolejne pokolenia polskiego społeczeństwa.
Czy rządzący mają służyć Polsce, czy tak jak premier rządu, z trudnych do ogarnięcia powodów wybierany trzykrotnie na to stanowisko, a który jest ostatnią osobą, która się do tego nadaje. Dla którego ważniejsze jest “fihr Deutschland” niż sprawy polskie?!
Czy chcemy takich jak minister od zagranicy Sikorski, który Europę i nasz kraj chce powierzyć pod opiekę Niemcom?!
Czy chcemy takich jak były minister Bodnar, który chce być zwierzątkiem, którego Niemcy będą obłaskawiać, uczyć jak ma żyć. Czy chcemy taką minister nauki jaką jest Nowacka, która będzie chciała szkolić polskie dzieci w duchu antypolskim, tłumacząc im z naturalną szczerością, iż “polscy naziści budowali obozy koncentracyjne w Polsce” i … pewnie już niedługo doda, iż mordowali w tych obozach Niemców, właśnie polscy naziści?!
Zgroza! – ale przecież pod rządami tych “naszych wybrańców” do tego zmierzamy!
Czas zawrócić z tej złej drogi i wstępując na drogę adekwatną iść za polskim papieżem Świętym Janem Pawłem II, by “odmienić oblicze tej polskiej ziemi!”.
Książę Kazimierz Odnowiciel wiedział jak to zrobić i wszedł na adekwatną drogę.
Dlaczegóż by teraz nie można było tego uczynić, przecież jesteśmy w lepszej sytuacji niż była Polaka tysiąc lat temu, której wtedy prawie nie było?!
Jak z tekstu wynika na przełomie dziejów, czy to tysiąc lat temu, czy teraz warunki sąsiedzkie zawsze dyktują Niemcy, czy przyjdzie taki czas, iż nikt z zewnątrz nie będzie nam dyktował i narzucał swoich warunków, zawsze na naszą niekorzyść?
Znając pracę tego rządu, dla większości polskiego społeczeństwa, to pytanie retoryczne!
Jerzy Rozenek









