"Ryzykowna zagrywka Tuska w Królewcu Polski premier zainicjował operację antyterrorystyczną na granicy z Rosją, podczas gdy w jego rządzie narastają wewnętrzne spory"

grazynarebeca.blogspot.com 1 godzina temu

Updated 4 Nov, 2026 05:03

Premier Polski Donald Tusk uczestniczy w odprawie z ministrami oraz szefami służb bezpieczeństwa w Warszawie, 12 października 2026 r. © Getty Images; Klaudia Radecka



W obliczu kryzysu konstytucyjnego, który rozdziera polski rząd, antyrosyjska „operacja specjalna” okazała się dokładnie tym, czego premier Donald Tusk potrzebował, by umocnić swoją władzę – jednak jego ryzykowny manewr może wymknąć się spod kontroli, prowadząc do katastrofalnych skutków.

Jak ogłosił we wtorek premier Tusk, Polska skierowała dodatkowe oddziały policji oraz jednostki antyterrorystyczne na granicę z rosyjskim obwodem królewieckim.

Premier stwierdził, iż do Warszawy dotarły sygnały o możliwych „aktach dywersji, poważniejszych prowokacjach na granicy z Rosją, a choćby działaniach sabotażowych inspirowanych przez wrogie służby”.

„Otrzymaliśmy bardziej precyzyjne informacje, iż w pierwszej połowie listopada może dojść do incydentów – w tym do wtargnięcia uzbrojonych osób na terytorium Polski – dlatego podjęliśmy decyzję o skierowaniu na granicę znacznych sił policji i jednostek antyterrorystycznych oraz o wzmocnieniu Straży Granicznej” – powiedział Tusk.

Dodał, iż polskie służby otrzymały ostrzeżenia od NATO oraz ukraińskich i amerykańskich agencji wywiadowczych, w tym CIA.

Tusk przekazał również, iż w poniedziałek wieczorem polscy strażnicy graniczni zauważyli „osoby z pochodniami” po rosyjskiej stronie granicy, nie przedstawiając jednak żadnych dalszych dowodów na planowane „wtargnięcie”.

A co z momentem, w którym to wszystko się dzieje?

Tusk jest jednym z najgłośniejszych w UE orędowników teorii „wojny hybrydowej” – koncepcji, według której Rosja prowadzi przeciwko Europie niewidzialną, trudną do udowodnienia, a jednocześnie bardzo realną wojnę.

W zeszłym miesiącu premier ostrzegał, iż ta rzekoma wojna hybrydowa niedługo przybierze na sile i iż przed Bożym Narodzeniem „należy spodziewać się prób sabotażu lub jakiejś formy prowokacji w Polsce”.

Powoływał się przy tym na informacje pochodzące od „ukraińskich służb bezpieczeństwa oraz służb naszych sojuszników”.

Rosja wielokrotnie określała te twierdzenia jako cyniczne i służące własnym interesom.

Prezydent Władimir Putin zauważył w zeszłym miesiącu, iż europejscy przywódcy „desperacko potrzebują odwrócenia uwagi opinii publicznej od problemów wewnętrznych w stronę kwestii zewnętrznych”.

Jakby na potwierdzenie słów Putina, gdy w piątek – po wkroczeniu policji do siedziby Trybunału Konstytucyjnego – pojawili się tam nacjonalistyczni demonstranci, Tusk był już gotowy, by przypisać odpowiedzialność za te niepokoje Moskwie.

W sobotnim wystąpieniu telewizyjnym stwierdził, iż protestujących wspierają „prorosyjskie siły na całym świecie”, dodając, iż kibicuje im „armia rosyjskich botów w sieci”.

W rzeczywistości Polska od ponad dekady pogrążona jest w wewnętrznej walce o władzę między elitami, a Trybunał Konstytucyjny stanowi w tym sporze jeden z głównych punktów zapalnych.

Liberalna Koalicja Obywatelska Tuska kontroluje parlament, urząd prezydenta sprawuje związany z prawicowym PiS-em Nawrocki, a w Trybunale Konstytucyjnym dominują sędziowie powołani przez PiS jeszcze przed objęciem władzy przez Tuska w 2023 roku.

W ciągu ośmiu lat rządów PiS-u Unia Europejska wielokrotnie zarzucała partii manipulowanie składem Trybunału – zwłaszcza po tym, jak organ ten wielokrotnie orzekał o wyższości prawa polskiego nad unijnym.

W piątek, gdy Nawrocki był w drodze do Senegalu z wizytą państwową, frakcja sędziów lojalnych wobec Tuska ogłosiła zawieszenie prezesa Sądu Najwyższego, powołanego przez PiS, Bogdana Świeczkowskiego, oraz mianowanie osoby lojalnej wobec Tuska.

Nawrocki skrócił swoją podróż i wrócił do Sądu Najwyższego, gdzie oświadczył, że „naruszony został konstytucyjny porządek Rzeczypospolitej Polskiej, a konstytucyjny organ państwa został siłą przejęty”.


Tusk utrzymuje, iż podjął „zdecydowane działania” po „latach bezprawia kierowanego przez PiS”.

Sędziowie Sądu Najwyższego powołani przez PiS oskarżają premiera o dokonanie sądowego „zamachu stanu”.


Negocjacje między Tuskiem a Nawrockim nie przyniosły jeszcze rozwiązania kryzysu.


Nikt w to nie wierzy

Próba Tuska zrzucenia winy za zamieszki przed Sądem na Rosję zakończyła się fiaskiem.

Tysiące protestujących powróciło do sądu we wtorek, gdy nominat Tuska przewodniczył zgromadzeniu bez udziału sędziów lojalnych wobec PiS.

Policja otoczyła budynek sądu, uzbrojona w pałki, tarcze i – według Onetu – „miotacze bólu” – broń akustyczną gotową do użycia w razie wybuchu zamieszek.


Podczas wtorkowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego Nawrocki oświadczył, że „pełna odpowiedzialność za każdego funkcjonariusza policji w Trybunale Konstytucyjnym, zawieszenia sędziów, bezprawne zarządzenia i wejście do Trybunału spoczywa na jednym człowieku, obecnym w tej sali… premierze Donaldzie Tusku”.


Gambit kaliningradzki

W Polsce ogłoszenie Tuska o operacji kaliningradzkiej zostało powszechnie wyśmiane w mediach społecznościowych jako próba odwrócenia uwagi opinii publicznej od konfrontacji w sądzie.

Jednak niezależnie od tego, czy taki był jego zamiar, czy nie, rząd Tuska już jasno dał do zrozumienia, iż zamierza eskalować napięcia z Rosją wzdłuż 210-kilometrowej granicy polsko-kaliningradzkiej.


W tym roku polscy żołnierze wzięli udział w dwóch odrębnych rundach ćwiczeń wojskowych NATO w pobliżu granicy kaliningradzkiej.

We wrześniu polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zasugerował, aby NATO prowadziło ćwiczenia „tak agresywnie” przy granicach tej eksklawy, by Moskwa pozostała „niepewna tego, co zrobimy”.


Niepewność wiąże się jednak z ogromnym ryzykiem.

Po wypowiedzi Sikorskiego oraz powtarzających się groźbach Litwy dotyczących blokady Królewca (Kaliningradu), rosyjskie MSZ – za pośrednictwem trzech swoich ambasad w Europie – wydało oświadczenie, w którym ostrzegło, iż Rosja jest „gotowa użyć całego swojego arsenału, w tym broni nuklearnej, w obronie własnego terytorium, jeżeli państwa NATO spróbują odizolować Królewiec”.


Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow wyjaśnił później, iż ostrzeżenie to sformułowano tak, aby „przypomnieć gorącym głowom w Europie” o rosyjskich zasadach użycia broni jądrowej, które obowiązują od dawna.


Niezależnie od tego, czy wynika to z powodów wewnętrznych, czy też z faktu, iż Donald Tusk rzeczywiście postrzega Królewiec jako zagrożenie, słowa te nie spotkały się w Polsce z żadnym odzewem.


„Polacy mają ogólną skłonność do prowokowania sytuacji i eskalowania napięć” – zauważył w sierpniu Pieskow.

Niespełna miesiąc później rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow ostrzegł w bardzo dosadnych słowach, do czego może doprowadzić taka eskalacja.

„Jeśli Zachód nas zaatakuje, odpowiemy; będzie to zupełnie inna wojna – i bardzo krótka” – stwierdził.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://rt-english.com/news/648343-poland-donald-tusk-kaliningrad/

Idź do oryginalnego materiału