Samochodem nad Morskie Oko. Influencer z Ukrainy wydał oświadczenie, do Polski gwałtownie nie wróci

supernowosci24.pl 11 godzin temu
Ukraiński influencer, który w piątek mimo zakazu, wjechał samochodem nad Morskie Oko, twierdzi, że… tak poprowadziła go nawigacja, a znaków zakaz wjazdu nie zauważył (Fot. Screen andriy.gavryliv / Instagram)

Ukraiński influencer opublikował na Instagramie nagranie w języku polskim, w którym odniósł się do głośnej sytuacji z udziałem swojego sportowego samochodu nad Morskim Okiem. „Chciałbym skomentować sytuację, która wydarzyła się z moim udziałem nad Morskim Okiem w Polsce”.

Influencer wyjaśnił, iż trasę do Morskiego Oka wyznaczył według nawigacji samochodowej, która doprowadziła go na miejsce. „Jak się później okazało, przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, który powinien zatrzymać mój przejazd. Jednak go nie zauważyłem, ponieważ był podniesiony” – tłumaczył w nagraniu.

Ukraiński influencer wjechał sportową Corvettą nad Morskie Oko w miniony piątek, pokonując ponad 8 km trasy objętej zakazem ruchu w Tatrzańskim Parku Narodowym. Policja ukarała go mandatem 100 zł i ośmioma punktami karnymi, choć taryfikator za takie wykroczenie przewiduje karę do 5 tys. zł. Jak podała policja, mężczyzna miał wprowadzić funkcjonariuszy w błąd, twierdząc, iż jedynie wjechał za szlaban i zawrócił. Policjanci dali mu wiarę i zastosowali niższy mandat. Szlaban zagradzający wjazd na trakt jest w tej chwili zdemontowany, ponieważ trwa remont drogi.

„To moja wina. Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy”

Andrij podkreślił, iż w trakcie przejazdu nie spotkał przedstawicieli parku, służb ochrony ani policji. Przyznał również, iż nie zauważył znaku zakazu ruchu i bierze za to odpowiedzialność.

„To moja wina. Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy. Mimo wszystko niczego nie ukradłem, niczego nie uszkodziłem i nikomu nie zrobiłem krzywdy. Przepraszam, jeżeli uraziłem czyjeś uczucia” – dodał.

Sprawca rajdu nad Morskie Oko zostanie rozliczony

O sprawie z czasem zrobiło się bardzo głośno.

Sprawca rajdu nad Morskie Oko zostanie rozliczony. W związku z naruszeniem porządku publicznego na wniosek policji trafi na listę osób niepożądanych z zakazem wjazdu na teren RP na pięć lat” – poinformował Marcin Kierwiński, szef MSWiA we wpisie na X.

Głos w sprawie zabrał także premier Donald Tusk.

Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji” – napisał premier na platformie X.

Policja po szczegółowym rozpoznaniu całej sprawy zawnioskowała o zakaz wjazdu dla mężczyzny zarówno do Polski, jak i pozostałych państw strefy Schengen na okres 5 lat.

W niedzielę wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk poinformował na X, iż „Zgodnie z wnioskiem Policji obywatel Ukrainy, który wjechał samochodem pod Morskie Oko, otrzymał zakaz wjazdu do Polski oraz innych państw Strefy Schengen na pięć lat”.

„Uważam takie stwierdzenia za bezpodstawne”

Ukraiński influencer w oświadczeniu odniósł się także do potencjalnych konsekwencji prawnych.

„Jeśli chodzi o moją deportację, wróciłem już do Ukrainy, dlatego nie można mnie deportować, ponieważ opuściłem Polskę dobrowolnie. o ile chodzi o ewentualne ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium Polski przez następne pięć lat, uważam takie stwierdzenia za bezpodstawne, ponieważ wjazd do strefy objętej zakazem bez popełnienia przestępstwa sam w sobie nie stanowi podstawy do nałożenia takiego ograniczenia” – podsumował.

Więcej przeczytasz w Onecie: https://podroze.onet.pl/aktualnosci/ukrainiec-wjechal-samochodem-nad-morskie-oko-wreszcie-wydal-oswiadczenie/9ycvqt7

Idź do oryginalnego materiału