Supremacja?

bezkamuflazu.pl 3 godzin temu

Amerykańska potęga militarna pozostaje bezdyskusyjna, jednak wojna z Iranem pokazuje, iż sama przewaga nie gwarantuje szybkiego rozstrzygnięcia. Model oparty na dominacji powietrznej i precyzyjnych uderzeniach, sprawdzony w konfliktach z przeciwnikami słabszymi i mniej elastycznymi, w starciu z państwem przygotowanym na długotrwałą konfrontację traci swoją „automatyczną” skuteczność.

Kampanie powietrzne przez cały czas pozwalają niszczyć najważniejsze cele, ale coraz rzadziej przynoszą trwały efekt. Przeciwnik zdolny do rozproszenia zasobów, ukrycia infrastruktury i jej szybkiego odtwarzania jest w stanie utrzymywać ciągłość działań mimo ponoszonych strat. W praktyce oznacza to konieczność powtarzania uderzeń i prowadzenia stałej presji zamiast jednorazowego przełamania. Współczesna wojna coraz częściej polega nie na „wyłączeniu” przeciwnika, ale na długotrwałym ograniczaniu jego zdolności – procesie kosztownym i rozciągniętym w czasie. Doświadczenia wojny w Ukrainie pokazują, iż choćby intensywne kampanie uderzeń mogą nie przynieść szybkiego efektu i wymuszają działania rozpisane na lata.

Jednocześnie rośnie znaczenie ekonomiki działań. Amerykańska przewaga opiera się na systemach zaawansowanych i kosztownych, podczas gdy przeciwnik wykorzystuje środki tanie i masowe – drony, amunicję krążącą czy proste rakiety. Powstaje asymetria, w której utrzymanie przewagi generuje wysokie koszty, a szczególnie widoczne jest to w obronie powietrznej, gdzie neutralizacja tanich środków napadu wymaga użycia znacznie droższych systemów.

Dodatkowym wyzwaniem jest charakter samego systemu operacyjnego USA. Jego siłą pozostaje integracja – zdolność do działania jako spójna całość obejmująca rozpoznanie, dowodzenie i logistykę. Ta sama cecha staje się jednak źródłem podatności. Zakłócenie pojedynczych, kluczowych elementów – takich jak systemy wczesnego ostrzegania czy komponenty wsparcia – może wyraźnie obniżyć efektywność całego systemu i wymuszać dodatkowe zaangażowanie zasobów w ich ochronę.

W efekcie przewaga technologiczna nie znika, ale coraz rzadziej ma charakter rozstrzygający. Coraz większe znaczenie mają odporność systemu, zdolność do działania w warunkach długotrwałej presji oraz relacja koszt–efekt.

—–

Wnioski z tej wojny są dla USA dość oczywiste – pytanie brzmi, czy zostaną przełożone na praktykę.

Po pierwsze, konieczna jest budowa najniższego piętra obrony powietrznej, zdolnego do zwalczania tanich i licznych środków napadu. Oznacza to rozwój systemów działających masowo i przy zachowaniu korzystnej relacji koszt–efekt – od tanich interceptorów po broń energetyczną.

Po drugie, zmiany wymaga sama ekonomika prowadzenia działań. Amerykański model opiera się dziś w dużej mierze na niewielkiej liczbie bardzo zaawansowanych, a więc kosztownych platform i systemów uzbrojenia. W warunkach konfliktu o wysokiej intensywności i dużej skali oznacza to ograniczoną „gęstość” siły oraz wysoką wrażliwość na straty.

Coraz wyraźniej widać, iż konieczne jest uzupełnienie tego modelu o komponent masowy – większą liczbę prostszych, tańszych środków, które mogą być używane w sposób ciągły i odtwarzane bez istotnego wpływu na całość potencjału. Dotyczy to zarówno bezzałogowców, jak i amunicji precyzyjnej czy systemów obronnych.

Nie oznacza to rezygnacji z przewagi technologicznej, ale jej uzupełnienie. Przyszłe pole walki będzie premiowało nie tylko jakość, ale również skalę – zdolność do działania w sposób długotrwały i odporny na zużycie.

Po trzecie, konieczne jest zmniejszenie zależności od pojedynczych, kluczowych elementów systemu. Dziś utrata jednego samolotu wczesnego ostrzegania może wyraźnie ograniczyć możliwości prowadzenia operacji.

Rozwiązaniem jest większe rozproszenie zdolności – więcej platform, większa liczba sensorów i alternatywnych kanałów dowodzenia. Chodzi o to, by utrata jednego elementu nie przekładała się na spadek efektywności całego systemu.

Wreszcie, zmiany wymaga także sposób myślenia o wojnie. Model oparty na szybkim przełamaniu i decydującym uderzeniu coraz rzadziej znajduje zastosowanie. W jego miejsce pojawia się potrzeba prowadzenia działań długotrwałych, rozproszonych i nastawionych na stopniowe ograniczanie zdolności przeciwnika.

Oznacza to konieczność przygotowania państwa i sił zbrojnych na konflikt o innym charakterze: zdolność do utrzymania wysokiego tempa operacji przez długi czas, większe zapasy uzbrojenia i amunicji, sprawnie działający przemysł zdolny do ich szybkiego uzupełniania oraz system dowodzenia przystosowany do działania w warunkach ciągłych zakłóceń. Innymi słowy, wojna przestaje być krótkim wysiłkiem ekspedycyjnym, a staje się testem trwałości całego systemu państwa.

To jest lekcja z Iranu, którą muszą odrobić w Waszyngtonie.

USA nie stoją wobec wyzwania bez precedensu – podobnej transformacji dokonały już w czasie II wojny światowej, gdy o wyniku konfliktu decydowała nie tylko bieżąca siła armii, ale zdolność państwa do jej długotrwałego utrzymania.

Rozważania na ten temat, w bardziej rozbudowanej formie, opublikowałem w portalu TVP.Infooto link do tego tekstu.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. Amerykański bombowiec strategiczny B-52, symbol militarnej potęgi USA/fot. USAF, domena publiczna

Idź do oryginalnego materiału