Są takie miejsca, gdzie cisza mówi więcej niż tysiąc przemówień. Ostrówki i Wola Ostrowiecka na Wołyniu należą właśnie do nich.
Dziś realizowane są tam uroczystości pogrzebowe szczątków 55 Polaków, ofiar zbrodni wołyńskiej, odnalezionych podczas ekshumacji przeprowadzonych na przełomie lipca i sierpnia. Po ponad osiemdziesięciu latach ktoś wreszcie pochylił się nad ich kośćmi, ktoś wypowiedział ich narodowość, ktoś zapali świecę i ktoś odmówi modlitwę.
Można powiedzieć: tylko 55 osób.
Nie.
Aż 55 historii.
Czyichś matek. Ojców. Dzieci. Dziadków. Sąsiadów. Ludzi, którzy jeszcze chwilę wcześniej mieli swoje plany, obowiązki, miłości, drobne rodzinne spory i marzenia o kolejnym lecie.
Nie byli statystyką.
Statystyką stali się dopiero później.
Historia ma paskudny zwyczaj zamieniania ludzi w liczby. Kilkuset zabitych. Kilka tysięcy. Dziesiątki tysięcy. Łatwiej wtedy przejść nad tragedią do porządku dziennego. Liczby nie patrzą nam w oczy.
Człowiek już tak.
Dlatego każda ekshumacja na Wołyniu ma znaczenie znacznie większe niż wydobycie szczątków z ziemi.
To przywracanie ludziom imienia.
To symboliczne powiedzenie:
Byliście tutaj.
Żyliście.
Zostaliście zamordowani.
Pamiętamy.
I chyba właśnie tego najbardziej brakowało przez dziesięciolecia.
Nie politycznych deklaracji. Nie kolejnych komisji, uchwał i dyplomatycznych zdań skonstruowanych tak ostrożnie, żeby przypadkiem nikogo nie urazić.
Brakowało zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości.
Możliwości odnalezienia swoich bliskich.
Pochowania ich.
Postawienia krzyża.
Zapalenia znicza.
Bo każdy człowiek zasługuje na grób.
Niezależnie od tego, czy zginął wczoraj, czy osiemdziesiąt lat temu.
Dzisiaj w Ostrówkach są przedstawiciele polskich władz, politycy różnych środowisk, przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej i strony ukraińskiej. I bardzo dobrze.
Są bowiem sprawy, przy których barwy partyjne powinny tracić znaczenie.
Wołyń nie należy do jednej partii.
Pamięć nie jest prawicowa ani lewicowa.
Grób dziecka nie ma poglądów politycznych.
A prawda historyczna nie powinna zależeć od tego, kto aktualnie siedzi w rządowych gabinetach.
Polska i Ukraina mają dziś tysiące powodów, żeby ze sobą współpracować. Wojna za naszą wschodnią granicą pokazała, jak bardzo bezpieczeństwo naszych narodów jest ze sobą związane.
Ale właśnie dlatego trzeba mówić prawdę.
Pojednanie nie oznacza zapomnienia.
Przyjaźń nie polega na zamiataniu pod dywan rzeczy trudnych.
Przeciwnie.
Dojrzałe narody potrafią usiąść przy jednym stole i powiedzieć sobie:
to wydarzyło się naprawdę.
To było straszne.
Nie zmienimy przeszłości.
Ale możemy sprawić, żeby ofiary nie pozostały bezimienne.
83 lata temu mieszkańcy Ostrówek i Woli Ostrowieckiej nie wiedzieli, iż ich świat za chwilę przestanie istnieć.
Był poranek.
Może ktoś jadł śniadanie.
Ktoś karmił zwierzęta.
Ktoś poprawiał dziecku ubranie.
Ktoś planował, co zrobi następnego dnia.
I nagle przyszła śmierć.
Najbardziej przerażające w historii jest właśnie to, iż dla ludzi, którzy ją przeżywali, ona nigdy nie była historią.
Była ich teraźniejszością.
My znamy daty.
Oni czuli strach.
My znamy liczbę ofiar.
Oni znali ich imiona.
Dlatego kiedy dzisiaj 55 osób zostanie pochowanych na polskim cmentarzu w Ostrówkach, nie traktujmy tego wyłącznie jako wydarzenia politycznego czy historycznego.
To przede wszystkim pogrzeb.
Spóźniony o osiemdziesiąt trzy lata.
Być może dla niektórych rodzin będzie to pierwszy moment, kiedy będą mogły powiedzieć:
wiemy, gdzie jesteście.
I może właśnie na tym polega elementarna sprawiedliwość, której czasami nie potrafią zapewnić sądy, państwa ani politycy.
Na pamięci.
Na nazwaniu zbrodni zbrodnią.
Na odnalezieniu człowieka.
Na jego godnym pochowaniu.
I na tym, żeby następne pokolenia wiedziały, co się wydarzyło.
Bez nienawiści.
Ale również bez przemilczania.
Bo można wybaczyć.
Można się pojednać.
Można budować przyszłość razem.
Ale najpierw trzeba znaleźć groby.
Marcus










