Stać kilka godzin w oczekiwaniu na cysternę, szukać otwartej stacji paliw, która jeszcze ma benzynę, albo zapłacić 700 rubli za litr (31 zł) – taki wybór mają dziś Rosjanie, gdy po ukraińskich atakach na rafinerie na stacjach zaczyna brakować paliwa. W tym samym czasie ludzie Putina z partii Jedna Rosja mobilizują obywateli do udziału w wyborach.