Sześć godzin wolnej Polski i setki kilometrów historii

sokolka.tv 2 tygodni temu

Kto przestraszył się zapowiadanego deszczu, niech żałuje – tak uczestnicy podsumowali XI Rajd Jednośladów „Tropami Bohaterów i Pamięci Krzysztofa Matczaka”. Zapowiadany deszcz się nie pojawił były za to setki kilometrów, motocykle, miejsca pamięci i historie ludzi, którzy w najtrudniejszych czasach walczyli o wolną Polskę.

Nie była to zwykła motocyklowa wyprawa. XI Rajd Jednośladów „Tropami Bohaterów i Pamięci Krzysztofa Matczaka” stał się wyjątkową lekcją historii – taką, której nie da się przeżyć w szkolnej ławce. Uczestnicy przejechali przez miejsca związane z żołnierzami Uderzeniowych Batalionów Kadrowych i Armii Krajowej, słuchając opowieści o ludziach, którzy w czasie wojny walczyli na ziemi sokólskiej i augustowskiej.

Wydarzenie rozpoczęło się przy pomniku żołnierzy Armii Krajowej, umiejscowionym przy kościele pw. św. Antoniego Padewskiego w Sokółce. Później uczestnicy zatrzymali się na cmentarzu, aby zapalić znicze na grobach swoich kolegów – Leszka Cholewskiego i Krzysztofa Matczaka.

Rajd poprowadził jego komandor Mariusz Matczak, który po śmierci taty przejął organizacyjną pałeczkę i bezpiecznie poprowadził niemal 40 uczestników wydarzenia.

W Sokolanach i Jacowlanach o historii konspiracji opowiadali Krzysztof Promiński i Leszek Rysak z Warszawy. Przypomnieli sylwetki komendantów Sokólskiego Obwodu Armii Krajowej – kpt. Franciszka Potyrały ps. „Oracz” i kpt. Józefa Kłopotowskiego ps. „Róg”.

To właśnie tutaj uczestnicy poznawali historię Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, przemarszu VIII UBK pod dowództwem Zbigniewa Czarnockiego "Czarnego" przez powiat sokólski oraz walki pod Stryjówką. Zginęli w niej mieszkańcy tych ziem: pchor. Józef Muklewicz „Zbyszek” z Janowa, strz. Zygmunt Bakun „Skowronek” z Sokolan, Henryk Fiedorowicz „Warta” z Sokolan i Stanisław Kuklicz „Sokół” z Nowowoli.

Szczególnie mocno wybrzmiała wiadomość, iż miejsce pamięci w Stryjówce (obecnie Białoruś) zostało zniszczone i zrównane z ziemią. Dla uczestników rajdu był to jeden z najbardziej poruszających momentów wyprawy.

Kolejny przystanek był wyjątkowy. W Sztabinie Danuta i Zbigniew Kaszlej z Augustowa opowiedzieli o jednej z najbardziej spektakularnych akcji Uderzeniowych Batalionów Kadrowych.

1 maja 1943 roku około trzydziestu partyzantów zaatakowało niemiecki posterunek żandarmerii, pocztę i niemiecką administrację. Wykorzystano element zaskoczenia – część partyzantów pojawiła się w zdobytych niemieckich mundurach.

Jak podkreślali narratorzy, akcja była starannie zaplanowana. Wybrano 1 maja, kiedy Niemcy świętowali, a ich czujność była mniejsza. Sześciu partyzantów, na czele z Karolkiewiczem ps. „Szczęsny”, miało opanować posterunek żandarmerii. Niemcy początkowo uwierzyli, iż przybysze są swoimi. Jeden z nich miał choćby zaproponować „sznapsa”. Wtedy padła odpowiedź, która zakończyła tę mistyfikację – partyzanci wyciągnęli broń.

Akcja zakończyła się przejęciem broni, amunicji, mundurów i wyposażenia. Wieczorem partyzanci opuścili Sztabin i ruszyli w kierunku Puszczy Knyszyńskiej. Jak podkreśliła Danuta Kaszlej, przez około sześć godzin miejscowość pozostawała pod kontrolą polskiego podziemia.

Na miejscu uczestnicy usłyszeli również historię samej tablicy upamiętniającej wydarzenie. Pierwotnie umieszczono ją w 1960 roku na ścianie dawnej siedziby niemieckiej żandarmerii. Po przebudowie drogi została przeniesiona w inne miejsce. Dziś przypomina o wydarzeniu i o żołnierzach VIII Uderzeniowego Batalionu Kadrowego.

W Kryłatce uczestnicy zatrzymali się przy niezwykłym pomniku żołnierzy UBK poległych w 1943 roku. Upamiętnia on kpt. Jerzego Bielińskiego ps. „Ostrowski” oraz Władysława Mościckiego ps. „Włodek”. Pomnik powstał w 1958 roku dzięki wspólnemu wysiłkowi kolegów poległych partyzantów i mieszkańców Kryłatki.

To miejsce kryje dramatyczną historię. 7 października 1943 roku w jednej z miejscowych chałup ukrywał się sztab oddziału. Niemcy zbliżyli się, nie wiedząc początkowo, iż w zabudowaniach są partyzanci. Doszło do walki. „Ostrowski” został śmiertelnie ranny, a wraz z nim zginął drugi żołnierz. Pozostałym udało się wycofać.

Następny przystanek znajdował się w sercu Puszczy Augustowskiej. Kozi Rynek przez dziesięciolecia był miejscem, w którym łatwo można było zniknąć przed okupantem. Bagna, wysoki poziom wód i trudny teren sprawiały, iż znali go przede wszystkim ci, którzy potrafili poruszać się po leśnych ścieżkach.

- Były to miejsca, gdzie każda partyzantka – powstańców styczniowych czy Uderzenia, czy Armii Krajowej – tutaj miała dobre siedliska – tłumaczył Zbigniew Kaszlej.

W sierpniu 1943 roku doszło tutaj do walki oddziału Uderzeniowych Batalionów Kadrowych z niemiecką żandarmerią. Zginęli Henryk Blady ps. „Błyskawica” oraz żołnierz posługujący się pseudonimem „Wilk”. Dzisiejszy pomnik nie jest mogiłą, ale symbolicznym upamiętnieniem poległych.

Ostatnim, szczególnie przejmującym punktem rajdu były Serwy. To tutaj znajdował się niemiecki ośrodek, w którym funkcjonowało Jagdkommando i żandarmeria. Dziś po dawnych zabudowaniach kilka zostało, a teren jest związany z bazą harcerską.

Właśnie tutaj uczestnicy poznali historię ludzi, którzy zginęli w walce. Jedną z najważniejszych postaci była Maria Iwanicka ps. „Małgorzata” – absolwentka Politechniki Warszawskiej, chemik, harcerka i żołnierz konspiracji.

Narratorzy przywołali niezwykłe słowa opisujące jej decyzję o dołączeniu do partyzantów: „Jako elita intelektualna mam obowiązek dać przykład”. Maria porzuciła bezpieczne życie w Warszawie i ruszyła do lasu.

Podczas walki, mimo odniesionych ran, wraz z innymi partyzantami osłaniała odwrót kolegów. Gdy ciężko ranny dowódca Julian Jagodziński „Pawłowski” zwrócił się do niej słowami: „Ratuj ludzi”, pozostała na stanowisku i walczyła do końca.

W Serwach znajduje się również mogiła partyzantów. Spoczywają tu m.in. Jagodziński, Iwanicka oraz Aleksander Sacharyn ps. „Piorun”. Historia tego miejsca jest równie niezwykła jak ludzie, których upamiętnia – przez lata mogiła była ukryta, a jej lokalizację pomogła zachować pamięć miejscowej mieszkanki.

Uczestnicy przejechali ponad 200 km, ale tak naprawdę podróżowali przez kolejne rozdziały historii. Każdy przystanek miał własną opowieść, własnych bohaterów i własne miejsce w pamięci.

Na zakończenie Krzysztof Promiński podsumował sens całej wyprawy słowami, które mogą być najlepszym mottem rajdu:

– Warto przywozić tutaj swoje dzieci i wnuki i przekazywać im tę historię, bo tylko w ten sposób możemy sprawić, by pamięć o bohaterach nigdy nie zginęła i nie została zapomniana– zwrócił się do uczestników i podziękował za ich tak liczny udział w wydarzeniu.

Wydarzenie zakończyło wspólne ognisko w Poniatowiczach, gdzie na uczestników czekał pyszny bigos, gorące kiełbaski , kawa i herbata, przygotowane przez Bistro u Matczaka.

Organizatorami wydarzenia byli: Stowarzyszenie Jazda Ducha, Bistro u Matczaka, Patriotyczna Sokółka, a partnerami: Klub Historyczny im. Armii Krajowej w Augustowie, Stowarzyszenie Kocham Polskę i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej.

Bo czasem wystarczy zatrzymać motocykl, zejść z drogi i stanąć przy starym kamieniu, mogile czy tablicy, żeby zobaczyć, iż historia nie jest odległym rozdziałem z podręcznika. Ona wydarzyła się właśnie tutaj – w Sokolanach, Stryjówce, Sztabinie, Kryłatce, Kozim Rynku i Suchej Rzeczce.

I choć postacie Boleslawa Piaseckiego - przywódcy Konfederacji Narodu i Ryszarda Rejffa- jednego z dowódców Uderzeniowych Batalionów Kadrowych budzą wiele kontrowersji, warto pamiętać o żołnierzach UBK i poznać ich bohaterstwo i męstwo.

{gallera}zdjecia/2026/Wrzesien/43/{/gallery]

Krzysztof Promiński

Idź do oryginalnego materiału