Sześć scenariuszy rosyjskiej operacji. Jak Kreml mógłby uderzyć w NATO?

polsatnews.pl 2 godzin temu

Na stole Władimira Putina znajduje się sześć możliwych wariantów ewentualnej operacji przeciwko NATO - wylicza "The Telegraph". Zdaniem analityka kuszącym celem jednego z nich - operacji pod fałszywą flagą - jest Polska. Jako powód wskazano "wzrost nastrojów antyukraińskich".

PAP/EPA/SERGEI KARPUKHIN/SPUTNIK/KREMLIN / POOL
Władimir Putin i Siergiej Ławrow

Dyrektor CIA John Ratcliffe złożył we wtorek niezapowiedziana wizytę w Moskwie. Jak donosili dziennikarze "The Wall Street Journal" i Politico, jego podróż miała służyć przekazaniu władzom Rosji ostrzeżenia przed próbą przeprowadzenia ataków na państwa bałtyckie.

W czwartek o komentarz w tej sprawie poproszono Donalda Trumpa. Prezydent USA odmówił udzielenia odpowiedzi na temat celu, w jakim Ratcliffe udał się na Kreml. Zapewnił jednak, iż Rosja nie zaatakuje NATO. Analityk "The Telegraph" wskazuje, jakiego rodzaju działania mogłyby zostać podjęte, gdyby jednak Władimir Putin zdecydował się na ten ruch.

Jak Rosja mogłaby zaatakować NATO? "The Telegraph": Na stole sześć scenariuszy

Jak czytamy, pierwszym z sześciu wariantów jest "atak na wzór krymski". W takiej sytuacji tajni agenci Kremla pod przykrywką organizowaliby protesty uzasadniane fałszywym zarzutem związanym z mniejszością rosyjską, a ich miejscem mogłaby być Narwa w Estonii lub Dyneburg na Łotwie.

W tym samym czasie żołnierze, początkowo niezauważeni, w cywilnych ubraniach przekraczaliby granicę i przejmowali kontrolę nad kluczowymi miastami. "The Telegraph" wskazuje, iż z perspektywy Kremla taki scenariusz ma istotną wadę: od czasu wydarzeń na Krymie kraje bałtyckie są już przygotowane na akcję "zielonych ludzików".

ZOBACZ: "Rosja nie zaatakuje NATO". Trump o planach Putina

Druga, zdaniem dziennika najmniej prawdopodobna opcja, to atak konwencjonalny - operacja rozpoczęta jednocześnie z Królewca i Białorusi, odcinająca w pierwszej kolejności przesmyk suwalski. Taki wariant byłby dla Rosji trudny do zrealizowania ze względu na całkowite zaangażowanie sił Kremla na froncie ukraińskim, ze względu na co przy granicy z Estonią żadna duża jednostka nie ma możliwości przeprowadzenia uderzenia.

Wtargnięcie, rozważane jako trzecia możliwość, mogłoby przebiegać na przykład w następstwie "awaryjnego lądowania" rosyjskiego helikoptera - tuż przy granicy z obwodem królewieckim - któremu na pomoc zostałaby wysłana "ekipa ratownicza". Jej celem byłoby "zabezpieczenie miejsca zdarzenia" i "sprowadzenie załogi z powrotem".

Nie tylko rosyjska operacja pod fałszywą flagą. "Niejednoznaczna kategoria"

"The Telegraph" przypomina, iż coraz częściej pojawiają się doniesienia, jakoby Rosja miała gromadzić ukraińskie drony, aby wykorzystać je w przyszłości do realizacji czwartego scenariusza - operacji pod fałszywą flagą. "Polska, w której już odnotowano wzrost nastrojów antyukraińskich, mogłaby być kuszącym celem takiego ataku" - czytamy.

ZOBACZ: Niemcy reagują na incydent w Lipsku. Minister o "udziale obcych sił"

Z kolei piąta opcja - sabotaż - miałaby być wymierzona przede wszystkim "słabe punkty NATO", "państwa spoza pierwszej linii". Wymieniając ostatnie podejrzane incydenty - w tym odkrycie drona z ładunkiem wybuchowym na lotnisku w niemieckim Lipsku - dziennik wskazuje, iż kolejna tego rodzaju akcja mogłaby pójść o krok dalej. Zlecona operacja zakładałaby w takim wariancie spowodowanie ofiar śmiertelnych.

Podobnie przedstawia się scenariusz szósty, czyli atak cybernetyczny. Mark Galeotti, ekspert ds. rosyjskich służb bezpieczeństwa, twierdzi, iż tego rodzaju działania mieszczą się w niejednoznacznej kategorii "działań niemilitarnych, ale potencjalnie podlegających artykułowi 5. Traktatu Północnoatlantyckiego". Na przeciążenie, wskazuje specjalista, szczególnie narażone są systemy ochrony zdrowia.

Idź do oryginalnego materiału