Szkolenia na pomostówkę

polska-zbrojna.pl 7 godzin temu

Będą ćwiczyć awaryjne opuszczanie okrętu i gaszenie pożaru na pokładzie. Już w połowie sierpnia na szkolenia do Szwecji wyruszą marynarze, którzy w niedalekiej przyszłości utworzą załogę A17, czyli polskiego gap fillera. Wyleasingowany od Szwedów okręt podwodny będzie służył pod biało-czerwoną banderą do czasu wprowadzenia do służby drugiej z zamówionych jednostek A26.

Wspomniany okręt A17 w tej chwili służy w szwedzkiej marynarce pod nazwą HMS „Södermanland”. Do Polski trafi pod koniec przyszłego albo na początku 2028 roku. Tymczasem marynarze, którzy będą tworzyć jego załogę, już za kilka dni wyruszą do Karlskrony, by rozpocząć szkolenia. Pierwszy pakiet obejmie tzw. procedury awaryjne. W programie znalazła się m.in. ewakuacja z zalanego kadłuba. Szkolenie zostanie przeprowadzone w kompleksie, który składa się ze specjalnej śluzy i znajduje powyżej basenu. Marynarze ubrani w kombinezony ucieczkowe wchodzą do śluzy, która wypełniana jest wodą pod wysokim ciśnieniem i otwierana. Następnie przechodzą do basenu i stopniowo wypływają na powierzchnię. – Kompleks do pewnego stopnia przypomina ten, który mamy w Ośrodku Szkolenia Nurków i Płetwonurków WP w Gdyni, choć oczywiście są pomiędzy nimi różnice. Wysokość komina wynosi np. blisko 20 m, podczas gdy u nas to 8 m – tłumaczy kmdr por. Łukasz Rumkowski, dowódca Dywizjonu Okrętów Podwodnych w 3 Flotylli Okrętów.

Podczas szkoleń marynarze będą też trenowali walkę z pożarem na pokładzie czy przebiciami kadłuba. To jednak dopiero początek. – We wrześniu oficerów i podoficerów czeka doszkalający kurs języka angielskiego, a już w październiku powinny ruszyć szkolenia dotyczące bezpośrednio okrętu – zapowiada kmdr por. Rumkowski. Poszczególni członkowie załogi zaczną zapoznawać się z systemami, za których obsługę będą w przyszłości odpowiedzialni. Skorzystają przy tym z symulatorów. Mają też jednak wychodzić na morze wraz z obecną szwedzką załogą okrętu. Pojedynczy marynarze robią to już zresztą od pewnego czasu. – Z czasem na morze będzie wychodziła jednocześnie coraz większa liczba naszych ludzi. A wszystko po to, by w stosownym momencie płynnie przejąć odpowiedzialność za okręt – zaznacza kmdr por. Adam Wrzosek, dowódca ORP „Orzeł” (to właśnie z tej jednostki rekrutuje się część załogi A17).

REKLAMA

A17 to okręt zbudowany jeszcze w latach osiemdziesiątych. Formalnie więc jest rówieśnikiem „Orła”. W praktyce jednak kilkanaście lat temu przeszedł gruntowny remont, który wyniósł go na zdecydowanie wyższy poziom. – Okręt otrzymał np. niezależny od powietrza napęd AIP. Takim rozwiązaniem będą dysponowały także jednostki A26, na które czekamy – przypomina kmdr por. Wrzosek. Bo A17 to tzw. gap filler – jednostka, która ma w polskiej marynarce wypełnić technologiczną lukę do czasu przyjęcia do służby trzech nowoczesnych okrętów zamówionych w ramach programu „Orka”. Umowa na ich zakup została podpisana 29 czerwca. A26 Blekinge są budowane w stoczni Saab Kockums w Karlskronie. Pierwszy powinien trafić do polskiej marynarki w 2031 roku. Tymczasem wyleasingowany od Szwedów A17 najpewniej pozostanie pod biało-czerwoną banderą aż do czasu wprowadzenia drugiego A26.

Łukasz Zalesiński
Idź do oryginalnego materiału