Ten kraj był dla antywojennych Rosjan schronieniem przed Kremlem. Dziś wpycha ich z powrotem w sidła Putina. "Jakby sygnał przyszedł z samej góry"
Zdjęcie: Prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew i prezydent Rosji Władimir Putin. W tle kazachskie siły bezpieczeństwa (zdj. poglądowe)
Kazachstan przestaje być bezpiecznym azylem, a zegar dla rosyjskich emigrantów tyka coraz szybciej. Kraj, który jeszcze niedawno dawał schronienie uciekinierom przed mobilizacją i represjami, dziś coraz chętniej oddaje ich w ręce Moskwy. Deportacje przeprowadzane są w ekspresowym tempie, a procedury azylowe tracą realne znaczenie. Wystarczy drobne wykroczenie, by znaleźć się w samolocie do Rosji. Obrońcy praw człowieka mówią wprost: coś pękło. A sygnał — jak twierdzą — mógł przyjść z samej góry.













