Listy otwarte i apele autorytetów, to nie jest dorobek „naszej młodej demokracji”, ale scheda po peerelowskim realnym socjalizmie. W czasach słusznie minionych przedstawiciele: władzy ludowej wszystkich szczebli, środowisk naukowych i artystycznych, a także klasy pracującej miast i wsi, pisali odezwy do narodu, w tym listy protestacyjne. W treści zawsze znajdowały się połajanki, pogróżki i wyznaczenie jedynego kierunku, bez najmniejszych odstępstw. Wszystko to razem wzięte miało służyć zawstydzaniu, dyscyplinowaniu i wyciąganiu konsekwencji wobec niepokornych.
Członkowie PZPR i ZMP wzywali do rozprawienia się z agenturą imperialistyczną i „bandytami z lasu”. Artyści kategorycznie sprzeciwiali się nihilizmowi zachodnich twórców i żądali krzewienia realnego socjalizmu pod polską strzechą. Naukowcy walczyli z ciemnotą i zabobonem religijnym, klasa pracująca miast oczekiwała podniesienia norm co najmniej do 300 proc, a chłopi domagali się ścigania kułaków i spekulantów. Pod propagandowymi epistołami podpisywali się zwykli obywatele Polski Ludowej: murarze, ślusarze, pracownicy PGR-ów, brygadziści, sołtysi. Na nieco wyższym stopniu stali szeregowi członkowie partii i studenci, zdarzali się też „księża patrioci”, ale największy strach zawsze wywoływały poważne nazwiska, generałowie frontu walki o socjalistyczną przyszłość.
W III RP nastąpiła poważna redukcja, praktycznie zostały wyeliminowane wszystkie odezwy niższego szczebla, proletariat, chłopstwo, czy choćby studenci kilka mają w tej materii do powiedzenia, za to nadzwyczajnie rozwinął się sektor generalicji ideologicznej. W ramach nowej prawdy etapu, nie mamy już do czynienia z aktywem i egzekutywą, ale z „ekspertami” i „autorytetami”, którzy szarej polskiej masie tłumaczą jak żyć. Przez 36 lat spisano w III RP tysiące takich apeli, w obronie demokracji, praw człowieka, konstytucji, ale też przeciw lustracji, faszyzmowi, „piekłu kobiet” i ostatnio modnej „narracji kremla”. Wyniesione z PRL-u ideologiczne formowanie społeczeństwa, przed erą Internetu, niestety przynosiło rezultaty. Dziś to się na szczęście radykalnie zmieniło, o czym boleśnie przekonali się: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Paweł Kasprzak, Cezary Łazarewicz, Piotr Niemczyk, Andrzej Seweryn i Krzysztof Skiba.
Wyżej wymienione „poważne” nazwiska podpisały się pod apelem w sprawie Ukrainy i ma to z związek z haniebnym nadaniem, przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” honorowej nazwy „Bohaterów UPA”. W apelu można oczytać między innymi takie żale, bzdury i próby dyscyplinowania Polaków:
Polityków ze wszystkich politycznych obozów wzywamy do opamiętania. I do historycznej pamięci. Bo zawsze warto pamiętać, gdzie jest przyzwoitość, gdzie jest racja stanu i gdzie jest mądrość oraz przyszłość nieprzesłonięta upiorami zafałszowanej historii (…).Żołnierze Samodzielnego Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Obrony Ukrainy każdego dnia przelewają krew i giną śmiercią bohaterów na ukraińsko-rosyjskim froncie. I będą w tej walce ginąć nadal. To nie zależy od tego, co o nadanym im imieniu „Bohaterów UPA” powie którykolwiek z przedstawicieli polskich władz i jak to wpłynie na mierzony sondażami stosunek Polaków do Ukraińców.
Co na to odpowiedzieli Polacy? Fora internetowe na „autorytetach” nie zostawiły suchej nitki, również dlatego, iż dla większości młodych ludzi lista „poważnych” nazwisk jest niemal anonimowa. Najistotniejsze jest jednak coś innego, mianowicie to, iż zarówno w czasach PRL-u, jak i w III RP autorytatywne apele zawsze rozmijały się z nastrojami społecznymi. Od dłuższego czasu Polacy zaczęli dostrzegać, iż sztuczne wywoływanie przyjaźni polsko-ukraińskiej doprowadziło do samych strat i poczucia bezkarności po stronie ukraińskiej. Ostatnie wydarzenie definitywnie przelało czarę goryczy i żadne odezwy, szczególnie dawno zapomnianych weteranów walk o demokrację ludową i liberalną, tego nie zmienią.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!






