
Administracja Donalda Trumpa rozważa bezprecedensowy scenariusz przejęcia kontroli nad Grenlandia. Jak informuje Reuters, w wewnętrznych rozmowach w Waszyngtonie pojawiają się konkretne kwoty bezpośrednich zachęt finansowych dla mieszkańców wyspy – od 10 do choćby 100 tys. dolarów na osobę – w zamian za poparcie secesji od Dania.
Przy najwyższym wariancie koszt operacji mógłby sięgnąć niemal 6 mld dolarów. Amerykańska administracja uzasadnia takie działania względami bezpieczeństwa narodowego USA oraz rosnącą rywalizacją geopolityczną w Arktyce. Waszyngton analizuje także wsparcie ruchu niepodległościowego na wyspie lub zawarcie Układu o Wolnym Stowarzyszeniu, który zapewniłby USA ochronę militarną Grenlandii i swobodny dostęp wojskowy do jej terytorium.
Władze Grenlandii podkreślają jednak, iż wyspa „nie jest na sprzedaż”, a o jej przyszłości mogą decydować wyłącznie Grenlandczycy. Sprzeciw wobec amerykańskich planów sygnalizuje również Kopenhaga, ostrzegając przed napięciami w relacjach sojuszniczych w ramach NATO.
Dodatkowe kontrowersje wywołała wypowiedź Trumpa dla The New York Timesa, w której zasugerował, iż w przyszłości może stanąć przed wyborem między dążeniem do przyłączenia Grenlandii a utrzymaniem jedności NATO. Podkreślał przy tym, iż nie satysfakcjonują go rozwiązania pośrednie, takie jak dzierżawa czy umowy międzynarodowe.
Tymczasem premier Kanady Mark Carney zapowiedział, iż Kanada będzie bronić suwerenności i integralności terytorialnej Danii. Ottawa postrzega amerykańskie działania jako zagrożenie dla stabilności międzynarodowej i zapowiedziała wzmocnienie swojej obecności dyplomatycznej w regionie, m.in. poprzez otwarcie konsulatu w Nuuk.










