Choć prezydent Donald Trump w ostatnich dniach (kwiecień 2026) zagroził wyjściem USA z NATO, jest to raczej presja negocjacyjna niż realny, bliski plan realizacji. W wywiadach dla The Telegraph, Reuters i innych mediów Trump stwierdził, iż „poważnie rozważa” („strongly considering”) wycofanie USA z NATO. Powodem jest brak aktywnego wsparcia sojuszników w konflikcie z Iranem (m.in. otwarcie Cieśniny Ormuz). Nazwał sojusz „papierowym tygrysem” (paper tiger) i podkreślił, iż Europa nie odwzajemnia się USA, gdy Ameryka potrzebuje pomocy. To kontynuacja jego wieloletniej krytyki: zbyt niskie wydatki obronne Europejczyków i „wykorzystywanie” USA jako „ochroniarza”.
Ustawa z 2023/2024 roku (National Defense Authorization Act) wymaga zgody Kongresu — albo ustawy, albo 2/3 głosów w Senacie — na wycofanie USA z NATO. Traktat NATO pozwala na wyjście po roku wypowiedzenia, ale prezydent nie może zrobić tego jednostronnie bez ryzyka kryzysu konstytucyjnego i procesów sądowych. W Kongresie (nawet wśród Republikanów) jest silny opór — wielu „jastrzębi” uważa, iż wyjście byłoby strategicznym błędem. W praktyce Trump może zmniejszać obecność wojsk USA w Europie (już są sygnały redukcji niektórych jednostek). Wstrzymywać wsparcie logistyczne lub wywieranie presji na wydatki (chce 5% PKB na obronę zamiast 2%). De facto osłabić Art. 5 mówiąc „to zależy od definicji”. Strategia obronna USA (National Defense Strategy 2026) przesuwa priorytety na Chiny i Indo-Pacyfik, a Europę traktuje jako „zarządzalne zagrożenie” ze strony Rosji. Europa ma brać większą odpowiedzialność za własną obronę konwencjonalną. USA pozostają największym płatnikiem NATO (ok. 2/3 wydatków sojuszniczych), co Trump uważa za niesprawiedliwe.
Wyjście USA byłoby ogromnym ciosem dla wschodniej flanki NATO (w tym Polski). Bez amerykańskiego parasola nuklearnego, wywiadu, sił powietrznych i logistyki obrona przed Rosją stałaby się znacznie trudniejsza. Europa musiałaby gwałtownie budować własną armię („NATO 3.0” — bardziej europejskie), ale to zajmie lata. Na razie większość analityków i europejskich mediów traktuje groźby Trumpa jako blef lub twardą negocjację, by wymusić wyższe wydatki i większe zaangażowanie w sprawy ważne dla USA (np. Iran, Chiny).














