Stany Zjednoczone systematycznie informują polskie władze o kolejnych rosyjskich planach ataku konwencjonalnego na wschodnią flankę NATO – informuje Onet, powołując się na źródła zbliżone do prezydenta Karola Nawrockiego. Informację cytuje też brytyjski „The Telegraph”. Według tych doniesień do prowokacji może dojść w ciągu najbliższych kilku miesięcy, a jej celem miałoby być sprawdzenie determinacji Sojuszu i wywarcie presji na Zachód, by ograniczył pomoc dla Ukrainy.
Premier Donald Tusk. Fot. Shutterstock.Jakie scenariusze bierze pod uwagę wywiad
W piątek 3 lipca premier Donald Tusk na konferencji prasowej potwierdził, iż Polska zna te ostrzeżenia. „Nie bójmy się, przygotowujmy się, ale nie możemy tego lekceważyć. Jesteśmy świadomi zagrożeń, także dzięki informacjom naszych sojuszników” – powiedział. Zastrzegł jednocześnie: „Nikogo nie mam zamiaru straszyć, ale te najbliższe miesiące mogą być krytyczne, szczególnie w państwach nadbałtyckich te obawy są odczuwalne”.
Źródła cytowane przez Onet i Telegraph wymieniają kilka możliwych form działania: atak dronów lub rakiet na infrastrukturę krytyczną, taką jak elektrownie, symulowane naloty powietrzne, które zmusiłyby polskie siły do aktywacji systemów obrony przeciwlotniczej, oraz – jako scenariusz skrajny, ale niewykluczony – niewielkie wtargnięcie żołnierzy rosyjskich lub białoruskich na terytorium Polski. Takie wtargnięcie mogłoby zostać przedstawione przez Moskwę jako „wypadek” – na przykład awarię systemu GPS lub misję ratunkową uszkodzonego śmigłowca.
Źródła wywiadowcze cytowane w doniesieniach zastrzegają, iż Rosja nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji i iż żaden z rozważanych wariantów nie miałby charakteru klasycznej wojny. Chodzi raczej o działania obliczone na wywołanie napięcia i podważenie wiarygodności artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego – klauzuli wzajemnej obrony, na której opiera się całe odstraszanie NATO.
Warszawa już raz przeszła przez taki scenariusz
To nie jest hipotetyczny temat dla stolicy. We wrześniu 2025 roku rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną w nocy, co premier Tusk określił później jako „dobrze zaplanowaną i przygotowaną prowokację”, nie przypadkowy incydent. Wojsko odnotowało wtedy 19 naruszeń przestrzeni powietrznej, w powietrze poderwano samoloty F-16, F-35, samoloty wczesnego ostrzegania oraz śmigłowce, a Polska zestrzeliła co najmniej 3 drony. W efekcie czasowo zamknięto 4 cywilne lotniska – w Warszawie, Modlinie, Lublinie i Rzeszowie – nie dlatego, iż były bezpośrednio zagrożone, ale żeby zapewnić wojsku pełną swobodę działania. Polska zwróciła się wtedy do NATO o konsultacje w trybie artykułu 4 Traktatu, a Rada Północnoatlantycka określiła sytuację jako „bez precedensu”.
Premier przywołał tamten epizod właśnie teraz, tłumacząc, iż część sojuszników z trudem przyjmowała wtedy do wiadomości powagę sytuacji. „Niektórym z naszych kolegów znacznie łatwiej było udawać, iż nic się nie stało” – mówił Tusk, dodając, iż zależy mu na pewności, iż w razie kolejnej prowokacji reakcja będzie „twarda i jednoznaczna”.
System antydronowy Warszawy nabiera innego znaczenia
W tym kontekście decyzja o zakupie przez Warszawę systemu wykrywania i śledzenia dronów, o której miasto informowało w ostatnich dniach, przestaje być wyłącznie techniczną inwestycją w bezpieczeństwo miejskie. Wrześniowy incydent pokazał, iż luka w wykrywaniu bezzałogowców nad stolicą – miejscem koncentracji budynków rządowych, ambasad i infrastruktury krytycznej – ma bezpośrednie przełożenie na funkcjonowanie całego miasta, łącznie z ruchem lotniczym na Lotnisku Chopina.
Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa, program Warszawa Chroni i cała infrastruktura budowana od 2024 roku – od monitoringu miejskiego po syreny alarmowe – powstawały właśnie z myślą o scenariuszach podobnych do tych, które teraz opisują źródła wywiadowcze. To nie przypadek, iż ćwiczenia wojskowe, o których wspominał przedstawiciel Ministerstwa Obrony Narodowej cytowany przez Onet, miały być sygnałem dla Moskwy, iż odpowiedź NATO na ewentualną prowokację byłaby „druzgocąca”.
Szczyt NATO w Ankarze i szerszy kontekst regionu
Ostrzeżenia trafiają do opinii publicznej tuż przed szczytem NATO w Ankarze, zaplanowanym na 7 i 8 lipca, z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa. Stawką rozmów, jak wskazują analitycy, jest przekonanie Moskwy, iż artykuł 5 pozostaje realną gwarancją bezpieczeństwa, a nie tylko deklaracją na papierze.
Podobne ostrzeżenia nie dotyczą wyłącznie Polski. Kilka dni wcześniej, 26 czerwca, brytyjski „The Guardian” informował o ostrzeżeniach dotyczących możliwej prowokacji wymierzonej w kraje bałtyckie, powołując się między innymi na komunikat łotewskiego wywiadu. Analitycy wskazywani przez oba dzienniki, w tym Keir Giles z Chatham House, mówią o możliwej „eskalacji horyzontalnej” – przeniesieniu napięcia na inne kraje regionu w sytuacji, gdy rosyjska ofensywa w Ukrainie utknęła w martwym punkcie, a ukraińskie ataki dalekiego zasięgu coraz częściej trafiają w cele w rejonie Moskwy i Petersburga. Raport Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych opublikowany w tym tygodniu wskazuje też, iż Rosja mogła wykorzystywać tak zwane „statki cienia” do wypuszczania dronów nad Europą – wywiad naliczył 144 podejrzane obserwacje dronów w krajach NATO, w tym w Niemczech, Francji, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i Danii, między 2024 a 2026 rokiem.
Jak śledzić sytuację bez paniki?
To ostrzeżenie wywiadowcze, nie zapowiedź konkretnego ataku na konkretny dzień – same źródła podkreślają, iż Moskwa nie podjęła jeszcze decyzji, a scenariusze mają charakter prowokacji, nie pełnoskalowej wojny. Warto śledzić rozwój sytuacji, ale bez wpadania w panikę, którą sam premier odradzał wprost.
Najbardziej wiarygodnym źródłem informacji w razie realnego zagrożenia pozostaje alert RCB – SMS trafiający automatycznie do wszystkich telefonów w zasięgu danej stacji nadawczej, bez potrzeby instalowania jakiejkolwiek aplikacji. Równolegle uruchamiane są syreny alarmowe, komunikaty w telewizji publicznej i Polskim Radiu oraz strony internetowe urzędów. Warszawa jako pierwsze miasto w Polsce przetestowała ten system syren jeszcze w październiku 2024 roku.
Jeśli chcesz wiedzieć, co realnie oznaczałby wyższy stopień zagrożenia dla Twojej okolicy, sprawdź, czy Twoja gmina ma już gotowy plan ewakuacyjny – wszystkie 2477 gmin w Polsce, w tym Warszawa, złożyły takie dokumenty do końca 2025 roku. Nie musisz znać jego szczegółów na pamięć, ale warto wiedzieć, iż taki plan istnieje i w razie potrzeby zostanie aktywowany przez służby, nie przez przypadkowe informacje z internetu.
Zachowaj czujność wobec plotek i niepotwierdzonych informacji krążących w mediach społecznościowych w takich momentach – to jeden z podstawowych elementów działań dezinformacyjnych, które zwykle towarzyszą napięciom tego typu. Sprawdzone informacje szukaj u oficjalnych nadawców publicznych i na stronach rządowych, nie w niezweryfikowanych postach.






![Wicestarosta ostrołęcki alarmuje w Sejmie. Chodzi o zmiany w transporcie autobusowym [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/ak.jpg)


![Poseł Marcin Grabowski gościł w Sejmie kolejne grupy mieszkańców regionu [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/736142100_2237391900413687_5334986564531236626_n.jpg)


