Usypiacz

bezkamuflazu.pl 2 godzin temu

Po nieudanej próbie błyskawicznego podboju Ukrainy w 2022 roku rosyjska armia stała się symbolem nieudolności. rosja nie stoi jednak w miejscu – uczy się szybciej, niż chcielibyśmy to przyznać.

Pierwsze tygodnie pełnoskalowej inwazji przyniosły obrazy, które na trwałe wpisały się w zbiorową pamięć: rozbite rosyjskie kolumny, zdezorientowani żołnierze, porzucony sprawny sprzęt. Wtedy narodziła się teza, iż rosyjska armia jest strukturalnie niezdolna do prowadzenia nowoczesnej wojny. Ta narracja była częściowo zrozumiała – rosja popełniła błędy operacyjne, strategiczne i wywiadowcze. Jednak utożsamienie pierwszej fazy konfliktu z trwałą kondycją rosyjskich sił zbrojnych stało się analitycznym skrótem, który dziś może być groźny. Państwo prowadzące wojnę o takiej skali nie pozostaje bowiem statyczne – adaptuje się pod presją strat, sankcji i przeciwnika. A adaptacja, choćby jeżeli nie czyni z rosyjskiego wojska armii wybitnej, zmienia ją w przeciwnika bardziej efektywnego niż w 2022 roku.

Od blitzkriegu do wojny na wyniszczenie

Pierwotna koncepcja rosyjskiej operacji zakładała szybkie rozstrzygnięcie poprzez uderzenia manewrowe, desanty i sparaliżowanie centrum decyzyjnego Ukrainy. Był to model bliższy operacji policyjnej w dużej skali niż klasycznej wojnie między równorzędnymi przeciwnikami. Gdy założenia te upadły, rosja stanęła przed wyborem: albo kontynuować nieskuteczne próby manewru, albo zmienić sposób prowadzenia działań. Wybrała to drugie. Stopniowo ograniczano znaczenie batalionowych grup taktycznych jako autonomicznych modułów uderzeniowych. W ich miejsce zaczęto budować bardziej klasyczne struktury oparte na masie artylerii, gęstości ognia i umiejętności długotrwałego utrzymywania linii frontu. Zamiast prób szybkiego przełamania położono nacisk na powolne, kosztowne przesuwanie linii styku.

Równolegle rosja przeszła do budowy systemów obronnych – szczególnie w południowej Ukrainie. Linie zapór przeciwczołgowych, wielowarstwowe pola minowe, przygotowane sektory ognia i zaplecze logistyczne tworzyły system, którego celem nie było spektakularne zwycięstwo, ale maksymalne podniesienie kosztów ukraińskiej kontrofensywy. Zamiast ryzykować kolejne nieudane operacje manewrowe, Moskwa postawiła na model, w którym czas i masa ognia miały pracować na jej korzyść. W praktyce oznaczało to przejście od logiki szybkiego rozstrzygnięcia do logiki systematycznego wyczerpywania przeciwnika.

Ta lekcja ma bezpośrednie znaczenie dla wschodniej flanki NATO. rosja pokazała, iż potrafi w krótkim czasie przekształcić zajęte terytorium w głęboko ufortyfikowany obszar operacyjny, którego odzyskanie staje się zadaniem długotrwałym i kosztownym.

Od improwizacji do systemu

Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów rosyjskiej adaptacji jest ewolucja wykorzystania bezzałogowców. Na początku wojny drony były używane w sposób niespójny, bez pełnej integracji z artylerią czy systemami dowodzenia. Inicjatywa należała głównie do Ukrainy, która szybciej dostrzegła potencjał tanich platform komercyjnych oraz bezzałogowców uderzeniowych. rosja odpowiedziała z opóźnieniem, ale gwałtownie nadrobiła zaległości.

Masowe wykorzystanie dronów FPV jako improwizowanych środków rażenia stało się jednym z symboli tej wojny. Tanie konstrukcje, często montowane z komercyjnych komponentów, zaczęły pełnić funkcję „artylerii bez lufy” – precyzyjnej i trudnej do wykrycia. Z czasem ich użycie przestało być domeną pojedynczych oddziałów czy inicjatyw oddolnych, a zaczęło przyjmować formę bardziej uporządkowaną.

Co istotne, rosja nie ograniczyła się do improwizacji. Rozwijano krajowe linie montażowe, zwiększano skalę produkcji, a przede wszystkim próbowano włączać drony w system dowodzenia i rozpoznania. Dążenie do skrócenia „łańcucha decyzyjnego” – od identyfikacji celu do uderzenia – stało się jednym z kluczowych elementów rosyjskiej praktyki bojowej. W efekcie tych działań drony przestały być jedynie taktycznym dodatkiem – stały się jednym z filarów sposobu prowadzenia działań.

Jednocześnie rozwój bezzałogowców wymusił inwestycje w walkę radioelektroniczną (WRE). W pierwszych miesiącach wojny rosja nie wykorzystała w pełni potencjału swoich zdolności w tym obszarze. Systemy zakłócające działały nierównomiernie, często lokalnie, bez trwałej przewagi w spektrum elektromagnetycznym. Ale rosja zaczęła konsekwentnie budować lokalne „bańki zakłóceniowe” – obszary, w których skutecznie utrudniano działanie dronów, łączności radiowej i systemów nawigacji satelitarnej. Nie oznacza to pełnej dominacji w spektrum, ale zdolność do okresowego i sektorowego paraliżowania przeciwnika.

WRE stała się też narzędziem obrony przed amunicją precyzyjną. Zakłócanie sygnałów GNSS, wymuszanie zmiany częstotliwości, skracanie czasu emisji – to elementy adaptacji, które podnoszą próg trudności dla przeciwnika korzystającego z zachodnich systemów uzbrojenia. Co istotne, rosja zaczęła ściślej integrować środki WRE z linią frontu, a nie traktować ich jako odrębnego komponentu działającego w tle. To adaptacja o znaczeniu strategicznym. W potencjalnym konflikcie na wschodniej flance NATO przewaga w spektrum elektromagnetycznym może przesądzić o skuteczności systemów rozpoznania, artylerii dalekiego zasięgu czy obrony przeciwlotniczej. rosja nie stworzyła systemu nie do przełamania, ale wyraźnie podniosła poprzeczkę.

Pragmatyzm zamiast ideologii

Jednym z najbardziej wymownych przykładów rosyjskiej adaptacji jest podejście do technologii przeciwnika. Na początku wojny system łączności satelitarnej Starlink stał się jednym z filarów ukraińskiej odporności – zapewniał stabilną komunikację wojskową i cywilną, umożliwiał koordynację działań w warunkach intensywnego zakłócania infrastruktury naziemnej. Wydawało się, iż jest to przewaga jednostronna, aż pojawiły się udokumentowane przypadki wykorzystywania terminali Starlink również przez stronę rosyjską. rosjanie zdobywali je przez pośredników, np. współpracujących z nimi Ukraińców, czasem kupowali sprzęt na rynkach wtórnych. Nie był to efekt formalnej współpracy, ale szarej strefy handlu i braku pełnej kontroli nad globalną dystrybucją terminali.

Bo adaptacja nie zawsze oznacza innowację. Czasem ma postać wykorzystania luk w systemie przeciwnika – regulacyjnych, logistycznych czy rynkowych. W warunkach wojny długotrwałej elastyczność i brak skrupułów w pozyskiwaniu technologii mogą przynieść wymierne efekty operacyjne. Ale o Starlinkach warto wspomnieć także z innego powodu – rosja nie próbowała w krótkim czasie stworzyć pełnego odpowiednika systemu, ale sięgnęła po dostępne rozwiązanie, choćby jeżeli było ono symbolem wsparcia Zachodu dla Ukrainy. Ideologia ustąpiła miejsca użyteczności.

Ten sam pragmatyczny mechanizm widać na poziomie strategicznym. Państwo, które budowało wizerunek samowystarczalnego mocarstwa, zaczęło uzupełniać braki dzięki wsparciu partnerów zewnętrznych. Gdy sankcje oraz tempo zużycia amunicji zweryfikowały pierwotne założenia co do własnych możliwości, pragmatyzm znów okazał się ważniejszy niż prestiż. Szczególnym przypadkiem stała się kooperacja z Koreą Północną, która dostarczyła rosji znaczące ilości amunicji artyleryjskiej. Dla Moskwy oznaczało to możliwość podtrzymania intensywności ognia w kluczowych momentach działań ofensywnych i defensywnych; dla Pjongjangu dostęp do wybranych technologii wojskowych i polityczne wzmocnienie relacji z mocarstwem. Równolegle rosja pogłębiła współpracę z Iranem, zwłaszcza w obszarze bezzałogowców uderzeniowych i technologii rakietowych. Komponenty elektroniczne i podzespoły trafiały do rosyjskiego przemysłu również przez pośredników powiązanych z rynkiem chińskim, choć bez formalnego zaangażowania Pekinu w konflikt.

W rezultacie rosja odeszła od modelu „oblężonej twierdzy” na rzecz funkcjonowania w nieformalnej sieci państw i podmiotów gotowych współpracować w zamian za surowce, technologie lub wsparcie polityczne. Sankcje nie zostały unieważnione, ale częściowo zneutralizowane. Z perspektywy NATO oznacza to konieczność patrzenia na rosję nie jako na państwo izolowane, ale jako na element szerszego ekosystemu współpracy wojskowo-technicznej, funkcjonującego poza Zachodem. Potencjalny konflikt na wschodniej flance nie byłby więc starciem z przeciwnikiem opartym wyłącznie na własnym przemyśle, ale z państwem zdolnym do uzupełniania braków dzięki zewnętrznym partnerom. To zmienia rachunek czasu i kosztów, zwłaszcza w perspektywie dłuższej konfrontacji.

W pierwszych miesiącach wojny wielu analityków zakładało, iż rosja nie będzie w stanie utrzymać wysokiej intensywności działań zbrojnych przez dłuższy czas. Te prognozy okazały się niepełne, o czym piszę w dalszej części artykułu, który opublikowałem w miesięczniku „Polska Zbrojna”. Marcowy magazyn wciąż znajduje się w sprzedaży, nabyć można również e-wersję – znajdziecie ją pod tym linkiem. A w środku także trzy inne moje teksty – zapraszam do lektury!

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój blog oraz proces powstawania kolejnych książek, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Szanowni, w sklepie Patronite możecie nabyć część moich książek w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Zdjęcie ilustracyjne/fot. własne

Idź do oryginalnego materiału