Uniwersytecki Szpital Kliniczny numer 4 w Lublinie planuje budowę systemu podziemnego leczenia, jakiego w Polsce jeszcze nie było. Placówka przygotowuje koncepcję przebudowy wartą około 450 milionów złotych. Projekt zakłada powstanie nowej infrastruktury medycznej zdolnej do działania w warunkach wojennych i kryzysowych.

Fot. Pixabay
Dyrektor szpitala Michał Szabelski potwierdził, iż koncepcja jest gotowa. Planowana podziemna część ma pomieścić oddziały ratunkowe, intensywnej terapii, chirurgii i zakaźne. Pod ziemią znajdą się również własne systemy łączności odporne na zakłócenia. W warunkach wojennych standardowa infrastruktura komunikacyjna może przestać funkcjonować, dlatego zapasowy system wymiany informacji staje się kluczowy.
Inwestycja to odpowiedź na realne zagrożenia geopolityczne na wschodniej flance NATO. USK4 od początku wojny w Ukrainie szkoli pracowników z medycyny pola walki i regularnie leczy pacjentów rannych w konflikcie za pobliską granicą. Doświadczenie zebranego w ostatnich latach przekłada się teraz na praktyczne przygotowania do najgorszego scenariusza.
Kto zapłaci za medyczną fortecę
Pieniądze wyłożą Ministerstwo Obrony Narodowej i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. To pokazuje, iż projekt traktowany jest jako element infrastruktury krytycznej państwa, nie tylko jako typowa inwestycja szpitalna.
Całość przedsięwzięcia, składająca się z większej liczby budynków, ma być warta ponad miliard złotych. Część podziemna pochłonie około 450 milionów złotych. Zakończenie prac zaplanowano na 2027 rok, choć to ambitny termin jak na skalę przedsięwzięcia.
Projekt obejmuje również przebudowę istniejących pod szpitalem przestrzeni, które mają zostać przekształcone w miejsca schronienia i leczenia. Nie będzie to budowa od podstaw w pustej przestrzeni – wykorzystane zostaną dostępne podziemne pomieszczenia, które zyskają nową funkcję.
Lublin nie jest odosobniony w takich planach. Podobne inwestycje planowane są w innych miastach wschodnich województw. W Białymstoku za prawie miliard złotych powstanie centrum onkologii z miejscami ukrycia dla setek osób. Rozbudowa szpitala klinicznego ma zakończyć się do 2029 roku.
W Hrubieszowie, tuż przy granicy z Ukrainą, planowana jest budowa mniejszego schronu-szpitala w pomieszczeniach po dawnej kotłowni. Dyrektor tamtejszej placówki Arkadiusz Bratkowski wprost przyznaje, iż możliwości są ograniczone – gdyby zabrakło prądu i leków, wytrzymaliby maksymalnie kilka dni.
Ministerstwo Zdrowia zapewnia, iż placówki na wschodzie kraju już otrzymują wsparcie. Szpitale mogą ubiegać się o środki na rozbudowę schronów i infrastruktury kryzysowej w ramach rządowego programu ochrony ludności. Najczęściej potrzebne są agregaty prądotwórcze, respiratory transportowe, zbiorniki paliwowe, lampy bezcieniowe i sprzęt umożliwiający prowadzenie zabiegów pod ziemią.
Polski system zdrowia nie jest gotowy na wojnę
Raport przygotowany przez Wojskowy Instytut Medyczny, Rynek Zdrowia i WNP Economic Trends pokazuje skalę problemu. W Polsce znajduje się 1193 szpitale, w tym około 300 podmiotów publicznych o znaczeniu strategicznym. Jednak tylko 8 procent z nich ma pełne zaplecze do działania w warunkach zagrożeń chemicznych, biologicznych, radiacyjnych i nuklearnych.
Tylko 5 województw posiada szpitale z realnie funkcjonującym systemem dekontaminacji i izolacji epidemiologicznej. W kryzysie COVID-19 tylko 37 procent szpitali miało zapasy leków i środków ochrony osobistej na ponad 14 dni działania. Norma NATO to 30 dni.
Polska ma 2,4 lekarza na 1000 mieszkańców i 5,2 pielęgniarki, co plasuje nas poniżej średniej Unii Europejskiej wynoszącej 3,9 lekarza i 8,3 pielęgniarki. Wojsko posiada około 1800 żołnierzy służb medycznych, w tym poniżej 500 lekarzy z przygotowaniem do działań w warunkach kryzysu militarnego lub sanitarnego.
Prądu i leków starczy na kilka dni
Dyrektorzy placówek medycznych, do których dotarło Radio ZET, zgodnie twierdzą, iż Polska powinna przyspieszyć prace nad przygotowaniem szpitali na wypadek konfliktu zbrojnego. Problem wykracza daleko poza budowę podziemnych obiektów. Placówki mają trudności z zapewnieniem awaryjnych dostaw energii i skompletowaniem zapasów leków.
Dostawy strategicznych leków i sprzętu medycznego opierają się na globalnych łańcuchach – ponad 70 procent leków refundowanych w Polsce zawiera substancje czynne importowane z Azji. Brakuje zintegrowanego systemu dystrybucji zasobów między szpitalami cywilnymi a wojskowymi, co było widoczne już podczas pandemii i kryzysu uchodźczego.
Polska posiada ponad 100 zakładów farmaceutycznych, ale tylko kilkanaście wytwarza substancje czynne. Brakuje mechanizmów priorytetowego dostępu do leków krytycznych w warunkach zagrożenia – nie istnieje pełna lista leków strategicznych z gwarancją krajowej produkcji lub rezerw.
Sieć szpitali bezpieczeństwa w planach
Profesor Piotr Czauderna, społeczny doradca prezydenta, ujawnił w wywiadzie dla PAP, iż ruszają prace nad projektem sieci szpitali bezpieczeństwa. Ma ona obejmować obiekty różnych poziomów gotowości – w tym placówki mogące funkcjonować pod ziemią, w warunkach schronowych.
Impulsem do działania był raport przygotowany przy udziale Wojskowego Instytutu Medycznego oraz spotkanie w Pałacu Prezydenckim z udziałem MON, Ministerstwa Zdrowia, Biura Bezpieczeństwa Narodowego i środowiska medycznego. Polska potrzebuje pilnie zintegrowanego systemu ochrony zdrowia na czas wojny, katastrof naturalnych czy ataków terrorystycznych.
Jednym z najważniejszych celów zespołu będzie opracowanie mapy szpitali schronów, czyli sieci placówek gotowych do działania w stanie wojny. Część z nich miałaby działać w warunkach schronowych, z dostępem do sal operacyjnych i intensywnej terapii. Projekt wymaga jednak nie tylko inwestycji, ale i nowych regulacji prawnych.
Medycyna pola walki wraca do szkoleń
Zaniedbana przez lata medycyna pola walki ma wrócić do programów szkoleniowych. Lekarze, ratownicy medyczni i personel szpitalny mają przechodzić kursy taktyczne, przygotowujące ich do pracy w warunkach frontowych. Ministerstwo Zdrowia zadeklarowało już wsparcie finansowe na rozpoczęcie cykli szkoleń.
Wojna w Ukrainie uświadomiła decydentom, iż znak Czerwonego Krzyża nie chroni już szpitali przed atakiem. Ogromną rolę odgrywają drony, które powodują dużą liczbę rannych i utrudniają ich ewakuację. Personel medyczny stał się celem ataków, więc przygotowanie do pracy w takich warunkach jest konieczne.
Zespół pracuje również nad opracowaniem procedur zarządczych i medycznych na czas utraty łączności i braku prądu. W Stanach Zjednoczonych istnieją księgi kryzysowe – w Polsce również trzeba takie stworzyć. Chodzi o gotowe scenariusze postępowania w różnych sytuacjach awaryjnych.
Wojna nie zatrzyma codziennych chorób
Nawet w czasie konfliktu zbrojnego pacjenci z nowotworami, zawałami czy innymi schorzeniami przez cały czas będą potrzebować pomocy. System nie może ograniczać się do rannych z frontu – musi obsłużyć również zwykłych chorych. To jedno z najtrudniejszych wyzwań przy planowaniu systemu ochrony zdrowia w warunkach wojennych.
Dlatego projekt zakłada wielopoziomową strukturę opieki medycznej – od pola walki, przez szpitale pierwszego rzutu, aż po specjalistyczne centra leczenia. Każdy poziom ma mieć wyznaczone placówki, zabezpieczone zapasy leków, sprzętu i przeszkolony personel.
Jak podkreśla profesor Czauderna, w tej chwili jesteśmy na początku drogi. Nie powstał jeszcze ani plan sieci szpitali schronów, ani konkretna propozycja legislacyjna. Potrzeba jest jednak pilna.










