Wątróbski: Pamięć, która wraca 17 września. Dzieci ze stacji Sybir…

goniec.net 8 godzin temu

Pamięć zaczęła się od hymnu

Spotkanie w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie rozpoczęło się od śpiewu Hymnu Sybiraków. W sali Herberta zabrzmiały słowa pieśni, która dla zgromadzonych nie była jedynie uroczystym elementem wydarzenia. Niosła pamięć o utraconych domach, o zesłaniu, cierpieniu i tych, którzy nigdy nie powrócili z nieludzkiej ziemi.

Witając przybyłych uczestników spotkania autorskiego przybyłych przypomniano, iż spotkanie odbywa się w szczególnym dniu – 17 września, w rocznicę sowieckiej agresji na Polskę, a zarazem w Światowym Dniu Sybiraka. Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele środowiska Sybiraków, bohaterowie książki Agnieszki Osiak, ich rodziny, przyjaciele oraz osoby zainteresowane historią polskich deportacji.

Szczególnie serdecznie powitano tych, których osobiste losy stały się częścią książki „Dzieci ze stacji Sybir”. Wśród obecnych byli między innymi Romuald Sikora, Tadeusz Słonina, Fedora Kowalewska, Tadeusz Przychocki, Helena Fitrzyk i Bogusław Doporow. Nie wszyscy bohaterowie mogli przybyć – niektórym przeszkodziła choroba lub inne okoliczności – jednak ich obecność duchowa była wyraźnie odczuwalna w rozmowie o pamięci, odpowiedzialności i przekazywaniu historii kolejnym pokoleniom.

Prowadzący spotkanie – red. Bogdan Twardochleb podkreślił, iż wielu uczestników przyszło z dziećmi, wnukami i prawnukami. To właśnie w takim międzypokoleniowym spotkaniu pamięć o zesłaniu może trwać dalej. Książnica Pomorska od lat gromadzi dokumenty życia społecznego, pamiątki rodzinne i świadectwa historii, zapewniając im ochronę oraz dostęp dla przyszłych pokoleń.

* * * * *

17 września nie jest datą, którą można zamknąć w jednym zdaniu podręcznika historii. Ma w sobie dźwięk kroków obcych żołnierzy, ciszę opuszczonych domów i strach dzieci, które jeszcze nie rozumiały, dlaczego dorośli mówią szeptem. Tego dnia 1939 roku Związek Sowiecki napadł na Polskę, realizując ustalenia paktu Ribbentrop-Mołotow. W kolejnych miesiącach i latach tysiące polskich rodzin z Kresów Wschodnich zostały wyrwane ze swoich domów i deportowane w głąb sowieckiego imperium.

Właśnie tym dzieciom – dzieciom, które miały dorastać w rodzinnych domach, a zamiast tego poznawały syberyjski mróz, głód i ciężar pracy – poświęcona jest książka Agnieszki Osiak „Dzieci ze stacji Sybir”, wydana przez Bellonę 16 września 2026 roku.

To opowieść o historii, która nie kończy się wraz z powrotem do Polski. O pamięci, która przez długie lata musiała pozostawać za zamkniętymi drzwiami. I o ludziach, którzy mimo utraconego dzieciństwa potrafili ocalić w sobie więź z rodziną, drugim człowiekiem i nadzieję na przetrwanie.

Noc, która odebrała dzieciństwo

Była noc. Sen mieszkańców Kresów Wschodnich przerywały krzyki, ujadanie psów i łomotanie do drzwi. Do domów wchodzili uzbrojeni funkcjonariusze NKWD. Rodziny stawiano pod ścianą, a potem padał rozkaz, od którego nie było odwołania:

Macie pół godziny! Zbierać się!

Pół godziny na spakowanie całego życia. Na wybór tego, co najważniejsze. Na pożegnanie z domem, podwórzem, drzewami, sąsiadami. Czasem na zabranie chleba, odrobiny mąki, ciepłego ubrania i jednej fotografii.

Dla dziecka nie był to jeszcze historyczny moment. Był to świat, który nagle przestał być bezpieczny. Matka, która próbowała ukryć strach. Ojciec, którego mogło już nie być. Płacz rodzeństwa. Zimno. Obcy głos nakazujący pośpiech. Potem przychodziła stacja kolejowa i towarowy wagon. Drzwi zamykały się za ludźmi, którzy nie wiedzieli, dokąd jadą i czy kiedykolwiek zobaczą swoje domy.

Właśnie z takich doświadczeń zbudowana jest książka Agnieszki Osiak. Autorka oddaje głos osobom, które jako dzieci zostały deportowane wraz z rodzinami na Syberię i do Kazachstanu. Ich wspomnienia obejmują utratę domu, wielotygodniową podróż, głód, przymusową pracę, choroby i śmierć bliskich. Nie są to jednak wyłącznie opisy cierpienia. W tych relacjach pozostają także obrazy codzienności, drobne gesty dobroci i chwile, w których dziecko próbowało zachować choćby okruch normalnego życia.

Historia widziana oczami dziecka

Wielka historia często posługuje się datami, nazwami państw, decyzjami przywódców i mapami. Książka „Dzieci ze stacji Sybir” prowadzi czytelnika w inną stronę. Ku pamięci człowieka. Dziecko nie opisuje świata językiem geopolityki. Zapamiętuje twarz matki, dźwięk zamykanych drzwi, smak chleba, zimno baraku i chwilę, w której słońce ogrzewa policzki. Właśnie dlatego relacje zebrane przez Osiak mają tak silny wymiar emocjonalny. Pokazują, iż deportacja nie była jedynie przemieszczeniem ludności. Była gwałtownym wyrwaniem człowieka z jego miejsca, z dzieciństwa i z poczucia przynależności.

Jedna z najbardziej przejmujących refleksji pojawiających się podczas spotkania autorskiego dotyczy dziecięcych zabaw na zesłaniu. Romuald Sikora wspominał, iż dzieci bawiły się w pogrzeby. Robiły małe trumienki, przykrywały je kawałkiem materiału i urządzały pochówki. Zabawa, która w innych warunkach mogłaby wydawać się niepojęta, tam stawała się odbiciem codzienności.

Dzieci widziały śmierć. Wiedziały, iż ktoś choruje, iż ktoś nie wróci, iż nie każdemu uda się przetrwać. Wojna i zesłanie zabierały im niewinność, ale nie odbierały całkowicie potrzeby zabawy, bliskości i szukania choćby odrobiny radości.

W innej opowieści pojawia się obraz dziecka siedzącego na stopniach baraku. Zachodzące słońce ogrzewa twarz, a ono korzysta z ostatnich promieni ciepła, zanim nadejdzie wieczorny chłód. Takie chwile, pozornie zwyczajne, w świecie zesłania nabierały wartości niemal bezcennej. To właśnie w tych szczegółach książka odnajduje swój szczególny ton. Nie krzyczy. Nie musi. Czasem wystarczy wspomnienie słońca, kawałka chleba albo czyjejś dłoni.

17 września – data, która pozostaje

Dla czytelników książki 17 września ma znaczenie szczególne. Tego dnia 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Polski. Sowiecka agresja była związana z tajnym protokołem paktu Ribbentrop-Mołotow, w którym III Rzesza i Związek Sowiecki podzieliły między siebie strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej.

Dla mieszkańców Kresów Wschodnich rozpoczął się czas okupacji, represji i przymusowych deportacji. Masowe wywózki polskich obywateli w głąb Związku Sowieckiego szczególnie nasiliły się w latach 1940-1941. Wśród deportowanych były kobiety, osoby starsze i dzieci.

17 września to także Światowy Dzień Sybiraka. Święto ustanowione uchwałą Sejmu w 2013 roku jest poświęcone pamięci osób, które doświadczyły sowieckich represji, zesłania i deportacji. W tej zbieżności daty i pamięci kryje się głęboki sens. Rocznica agresji przypomina o początku tragedii, a Dzień Sybiraka przywraca imiona, twarze i osobiste losy ludzi, którzy stali się jej ofiarami.

Książka Agnieszki Osiak wpisuje się w tę pamięć nie poprzez suche wyliczenie krzywd, ale przez opowieści konkretnych osób. Każda z nich miała swój dom, rodzinę, dziecięce przyzwyczajenia i własny sposób zapamiętywania świata. Każda niosła na zesłanie coś więcej niż skromny bagaż.

Autorka, która słuchała rodzinnej ciszy

Agnieszka Osiak nie sięgnęła po temat Sybiru przypadkowo. Jest Szczecinianką i wnuczką Sybiraków. Jej dziadkowie zostali deportowani 10 lutego 1940 roku. Babcia trafiła w okolice Irkucka, dziadek do Kraju Krasnojarskiego. Po powrocie z zesłania w 1946 roku związali swoje życie ze Szczecinem.

W jej rodzinnym domu o Syberii mówiło się, ale nie zawsze otwarcie. Były ściszone głosy, rozmowy prowadzone przy zamkniętych drzwiach i prośby, aby dzieci poszły do drugiego pokoju. Ta powściągliwość dorosłych nie wygaszała ciekawości Agnieszki. Przeciwnie – sprawiała, iż z biegiem lat chciała coraz dokładniej poznać historię swoich dziadków.

Nie wszystko udało się usłyszeć za ich życia. Pozostały fragmenty opowieści, luki i pytania, które pojawiały się dopiero po latach. Osiak zaczęła rozmawiać z innymi osobami, w tym z sąsiadami dziadków w szczecińskim Skolwinie. Z czasem te pierwsze rozmowy prowadziły do kolejnych świadków.

Autorka jest absolwentką historii oraz studiów podyplomowych z zarządzania projektami na Uniwersytecie Szczecińskim. Zajmuje się również edukacją historyczną. Wiedza historyczna pomogła jej w pracy nad książką, szczególnie w zakresie weryfikowania źródeł, sprawdzania dat i konfrontowania zasłyszanych informacji z dokumentami. Ale sam warsztat historyczny nie wystarczyłby do stworzenia tej opowieści. Potrzebna była jeszcze cierpliwość, empatia i umiejętność słuchania.

Zaufanie zamiast nacisku

Rozmowy z bohaterami książki trwały wiele godzin. Czasem potrzebnych było pięć lub sześć spotkań z jedną osobą. Niektóre wspomnienia powracały po dziesięcioleciach milczenia. Bywało, iż rozmówca po raz pierwszy opowiadał o szczegółach swojego doświadczenia.

Osiak podkreślała, iż nigdy nie chciała nikogo nakłaniać do zwierzeń. Najpierw pytała, czy dana osoba chce się podzielić wspomnieniami. Wiedziała, iż są to tematy bolesne, często głęboko ukryte w pamięci. – Nie mam prawa, żeby aż tak mocno ingerować w to, co być może jest gdzieś u kogoś na dnie serca zamknięte i nie chce wracać – mówiła podczas spotkania. Ta zasada wyznaczyła charakter całej pracy. Rozmowa nie miała być wydobywaniem sensacji. Była spotkaniem z człowiekiem i jego pamięcią.

Dlatego tak ważna była autoryzacja. Autorka wielokrotnie wracała do przekazanych historii, sprawdzała szczegóły i upewniała się, iż tekst odpowiada temu, co rozmówcy chcieli powiedzieć. Za każdym wspomnieniem stała konkretna osoba, jej życie i jej zaufanie. W tym podejściu ujawnia się nie tylko historyczka, ale także wnuczka Sybiraków. Ktoś, kto zna temat nie tylko z dokumentów, ale również z rodzinnej ciszy.

Szczecin – nowy dom po utracie starego

Ważnym wymiarem książki jest jej szczeciński kontekst. Wielu bohaterów po wojnie związało swoje losy ze Szczecinem. Przybyli na zachód, często nie do miejsc, z których ich rodziny pochodziły, ale do nowej, nieznanej rzeczywistości.

Powrót do Polski nie zawsze oznaczał powrót do własnego domu. Kiedy pociągi z zesłańcami przekraczały nową granicę państwa polskiego, wielu z nich uświadamiało sobie, iż nie wrócą na Kresy. Jechali na zachód, jak mówili – „na dziki zachód”.

Znów pojawiała się niepewność. Obce domy, obce ulice, nieznane miejsca. A jednak choćby ten obcy dach nad głową mógł stać się namiastką bezpieczeństwa. Po latach terroru, głodu i przymusowej pracy możliwość spokojnego zasiadania przy stole z rodziną miała ogromną wartość.

Szczecin dla wielu Sybiraków nie był więc wyłącznie miejscem osiedlenia. Stał się przestrzenią odbudowy życia. To tutaj zakładali rodziny, pracowali, wychowywali dzieci i próbowali odzyskać zwyczajność. Ich osobiste historie są zarazem częścią powojennych dziejów miasta.

Książnica Pomorska, w której odbyło się spotkanie z Agnieszką Osiak, jest miejscem szczególnie odpowiednim dla takiej rozmowy. Gromadzi dokumenty historii, życia społecznego i rodzinne pamiątki. Dzięki temu pamięć nie musi pozostawać wyłącznie w prywatnych szufladach. Może zostać zabezpieczona i przekazana następnym pokoleniom.

To, co można było ocalić

Z zesłania nie wracało się z dobytkiem. Bohaterowie opowiadali, iż często wracali w tych samych ubraniach, w których ich wywieziono. Rzeczy materialne zostały utracone, ale niektóre drobne przedmioty przetrwały.

Fotografia. List. Krzyż zabrany w ostatniej chwili. Drewniana łyżka otrzymana od Rosjanki. Przedmioty, które w innych warunkach mogłyby wydawać się zwyczajne, na Syberii stawały się znakami dawnego życia.

Romuald Sikora zachował list od ojca, a także obraz wyhaftowany przez niego. Ojciec został aresztowany jeszcze przed deportacją rodziny. List, który dotarł do domu, był traktowany z największą czcią. Przetrwał zesłanie i wrócił z rodziną do Polski.

W takich pamiątkach mieści się historia większa niż ich materialna wartość. Są dowodem, iż choćby w świecie, w którym próbowano odebrać ludziom dom i tożsamość, człowiek usiłował zachować ślad własnych korzeni.

Pamięć jako odpowiedzialność

Podczas spotkania w Książnicy Pomorskiej wybrzmiała myśl, iż pamięć nie może zakończyć się wraz z odejściem ostatnich świadków. Musi być przekazywana dalej – dzieciom, wnukom, ludziom, którzy nie znają już świata Kresów z własnego doświadczenia.

Agnieszka Osiak zachęcała młodych, aby rozmawiali z najbliższymi, póki jeszcze można zadać pytanie, usiąść przy stole, spojrzeć w oczy i potrzymać kogoś za rękę. Jej własna historia pokazuje, jak wiele pytań pojawia się po latach, gdy nie ma już możliwości uzyskania odpowiedzi. Nie wszystkie opowieści zostały wypowiedziane na czas. Nie każda rodzinna pamiątka przetrwała. Nie każda historia doczekała się zapisu. Dlatego książka Osiak ma także wymiar ostrzeżenia przed zapomnieniem. Jej bohaterowie nie mówią wyłącznie we własnym imieniu. Ich wspomnienia przypominają o tych, którzy zmarli na zesłaniu, o tych, którzy nie doczekali powrotu, i o tych, których losy nigdy nie zostały opowiedziane.

Dzieci, które musiały dorosnąć

Najbardziej przejmujące w książce jest to, iż jej bohaterami są dzieci. Nie żołnierze, nie politycy, nie osoby podejmujące decyzje o wojnie. Dzieci, które znalazły się w środku wydarzeń, na które nie miały żadnego wpływu.

Wyrwane z domów musiały gwałtownie nauczyć się świata dorosłych. Rozumiały, iż choroba może oznaczać śmierć, iż brak pracy może oznaczać brak chleba, a samotność może odebrać człowiekowi siły do walki.

Jednocześnie nie można zapominać, iż pozostawały dziećmi. Potrzebowały zabawy, ciepła, obecności matki i poczucia bezpieczeństwa. Ich drobne radości, jak chwila na słońcu czy odnalezienie czegoś przydatnego, nabierały niezwykłego znaczenia.

Właśnie dlatego opowieści te powinny być czytane nie tylko przez historyków i osoby zainteresowane dziejami II wojny światowej. Powinny trafiać do młodzieży, nauczycieli i wszystkich, którzy chcą zrozumieć, co wojna robi z człowiekiem, zwłaszcza z dzieckiem.

Historia widziana z perspektywy dziecka jest historią straty, ale również historią przetrwania. Nie można jej sprowadzić do daty, liczby deportowanych czy nazwy miejsca. Za każdym takim określeniem stoi czyjeś życie.

Zamiast zakończenia

17 września każdego roku powraca pytanie o pamięć. Co zrobimy z opowieściami tych, którzy przeżyli? Czy pozostaną w książkach, podczas uroczystości i spotkań, czy też znajdą drogę do codziennej świadomości kolejnych pokoleń?

Dzieci ze stacji Sybir” Agnieszki Osiak jest próbą odpowiedzi na to pytanie. To książka, która wyrasta z rodzinnego doświadczenia, ale obejmuje znacznie szerszą historię. Łączy losy deportowanych dzieci z pamięcią szczecińskich Sybiraków, z powojenną odbudową życia i z obowiązkiem zachowania świadectw. Jej siła tkwi w prostym geście: ktoś usiadł naprzeciw drugiego człowieka i zapytał, co pamięta. A potem słuchał.

W świecie, w którym świadkowie tamtych wydarzeń odchodzą, słuchanie staje się formą ocalenia. Słowa, które przez dziesięciolecia były wypowiadane szeptem, otrzymują swoje miejsce na kartach książki. I pozostają. Nie jako odległa opowieść o Syberii, ale jako pamięć ludzi, którzy kiedyś byli dziećmi, a których losy do dziś uczą, jak wiele znaczy dom, rodzina, wolność i drugi człowiek.

Leszek Wątróbski

Idź do oryginalnego materiału