Ponad 30 m wynosi wysokość kadłuba posadowionego na stalowych podporach. Aby objąć go wzrokiem, musimy wspiąć się po schodach i podestach niemal pod sufit hali. A ta jest przecież zdecydowanie najwyższym budynkiem w PGZ Stoczni Wojennej… Na pierwszy rzut oka wokół nas panuje względny spokój. Ale to tylko pozory, wewnątrz jednostki bowiem praca wre.
Fregaty po nowemu
Takich okrętów polska marynarka jeszcze nie miała. Blisko 140 m długości i 20 m szerokości, wyporność sięgająca 7000 t i zasięg niemal 8000 Mm. Trzy fregaty typu Miecznik będą największymi jednostkami bojowymi, jakie kiedykolwiek operowały pod biało-czerwoną banderą. A do tego najlepiej wyposażonymi i uzbrojonymi. – Do ich atutów na pewno zaliczyłbym wyrzutnie pionowego startu Mk 41, które pozwolą na elastyczny dobór różnego typu pocisków przeciwlotniczych i natychmiastowe rażenie celów w promieniu 360 stopni – podkreśla kmdr Piotr Smela, zastępca dowódcy 3 Flotylli Okrętów w Gdyni.
Do zwalczania samolotów, dronów i rakiet manewrujących przeciwnika załogi Mieczników będą mogły używać rakiet Sea Ceptor CAMM o zasięgu kilkudziesięciu kilometrów. Do tego dojdą przeciwokrętowe pociski Naval Strike Missile, zdolne wykonywać uderzenia na odległość ponad 200 km. – Amunicję tę z powodzeniem wykorzystuje już Morska Jednostka Rakietowa. Teraz idziemy krok dalej – przyznaje oficer. Mieczniki otrzymają też wyrzutnie torped MU-90 i zestaw armat różnego kalibru. Na pokład każdej z fregat trafią dwie 35-milimetrowe OSU-35K, a także OTO-Melara kalibru 76 mm. – Armata ta będzie mogła strzelać najnowocześniejszymi pociskami w standardzie DART (Driven Ammunition Reduced Time) – tłumaczy kmdr Smela. Pod tą nazwą kryje się amunicja programowalna, naprowadzana na cel radiowo, dzięki specjalnej wiązki. Charakteryzuje się większą prędkością i zasięgiem niż standardowe pociski artyleryjskie.
Na jeszcze inne atuty wskazuje kmdr Łukasz Zaręba, dowódca Dywizjonu Okrętów Bojowych 3 FO. – Mieczniki zostaną wyposażone w rozbudowany system walki radioelektronicznej. Pod tym względem trudno je choćby porównać z fregatami Oliver Hazard Perry, które w tej chwili służą w polskiej marynarce – podkreśla. Zmiany zajdą również w systemach zwalczania okrętów podwodnych (ZOP). – Każdy z nowych okrętów otrzyma nowoczesny sonar holowany o zmiennej głębokości zanurzenia. Operator będzie mógł regulować jego położenie bez względu na prędkość jednostki – tłumaczy oficer. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza w kontekście zadań na Bałtyku, gdzie panują specyficzne warunki hydrologiczne. Latem często tworzy się tutaj termoklina, czyli warstwa wody, w której dochodzi do gwałtownej zmiany temperatury. – Impulsowi wysłanemu przez sonar podkilowy czy klasyczną stację holowaną czasem trudno się przez nią przebić. Mobilne sonary z Mieczników rozwiążą ten problem – przyznaje kmdr Zaręba. Dzięki nim namierzanie okrętów podwodnych stanie się łatwiejsze. Listę tę można jeszcze rozbudować o niezwykle funkcjonalne radary czy system zarządzania walką Thales Tacticos.
– Realizacja programów „Miecznik” i „Orka” (zakup trzech okrętów podwodnych) nie tylko pozwoli naszej marynarce odtworzyć zdolności bojowe, ale też wyniesie ją na niespotykany wcześniej poziom – przyznaje kmdr Zaręba. A kmdr Smela dodaje: – Do tej pory nasze okręty z reguły goniły nowoczesność poprzez kolejne modernizacje. Teraz od razu dostaniemy jednostki bardzo zaawansowane technologicznie. W pełni przystające do współczesności, a niekiedy choćby ją wyprzedzające.
Marynarz w cenie
Program „Miecznik” ruszył w 2021 roku. Za jego realizację odpowiada konsorcjum kierowane przez Polską Grupę Zbrojeniową. Okręty, które powstają w Gdyni, zostały oparte na odpowiednio zmodyfikowanym projekcie brytyjskiej fregaty Arrowhead 140. Polskie jednostki od pierwowzoru będą się różniły choćby uzbrojeniem czy wypornością. Prace prowadzone są w ścisłej współpracy z fachowcami delegowanymi przez zagraniczne koncerny: Babcock, MBDA i Thales. Jak dotąd przebiegają terminowo.
Nie próżnuje też marynarka wojenna. – We flotylli od kilku lat działa specjalna grupa, która przygotowuje grunt pod przyjęcie nowych okrętów – tłumaczy kmdr Zaręba. Marynarze konsultują ze stoczniowcami montaż poszczególnych systemów. A członkowie przyszłych załóg konsekwentnie się dokształcają. – Oficerów wysyłamy na przykład na kursy związane z prowadzeniem walki radioelektronicznej, choć oczywiście nie tylko na takie – zaznacza kmdr Smela.
W najbliższym czasie formalnie zostanie powołana załoga szkieletowa „Wichra”. W jej skład wejdą dowódca przyszłego okrętu i oficerowie, którzy na pokładzie pierwszej z fregat obejmą najważniejsze stanowiska. Będą uczestniczyć w dalszej budowie jednostki tak, by poznać każdy jej detal. Przystąpią też do specjalistycznych szkoleń za granicą.
Pełne załogi Mieczników mają liczyć po 120 osób, a skompletowanie obsad stanowi dla flotylli spore wyzwanie. Na okręty po części przejdą co prawda doświadczeni marynarze ze starszych fregat OHP, ale niewątpliwie potrzeba też nowych ludzi. – Oczywiście napływają do nas młodzi oficerowie po Akademii Marynarki Wojennej, ale myślimy też o wdrożeniu programu kierowanego do absolwentów cywilnych uczelni: Uniwersytetu Morskiego i Politechniki Gdańskiej. Po odpowiednim przeszkoleniu mogliby oni zasilić kadrę oficerską MW – przyznaje kmdr Zaręba. Niższe stanowiska częściowo będą obsadzać ochotnicy, którzy trafili do marynarki poprzez dobrowolną zasadniczą służbę wojskową. – Proces ich przeszkalania przebiega płynnie. Należy jednak pamiętać, iż to kwestia nie tygodni czy choćby miesięcy, ale raczej lat – zaznacza dowódca dOB. czasu w przygotowanie załóg jest co prawda sporo, ale… biegnie on prędko i nieubłaganie.
Nadciąga Burza
Wodowanie „Wichra” zostało podzielone na dwa etapy. Na 12 sierpnia przewidziana jest uroczystość w stoczni. Dzień później przyszły okręt posadowiony na specjalnej barce zostanie wyprowadzony na Zatokę Gdańską. Tam jego kadłub po raz pierwszy dotknie wody. – Aby zanurzyć barkę, potrzebujemy akwenu o głębokości przekraczającej 20 m. Takich warunków w porcie nie mamy – przyznaje Marcin Ryngwelski, prezes PGZ Stoczni Wojennej.
Powrót „Wichra” do stoczni, pod wieczór 13 sierpnia, oznacza rozpoczęcie ostatniego etapu prac. – Musimy położyć 700 km różnego typu kabli, 100 km rur. Do tego dochodzą skomplikowane systemy uzbrojenia. Przez najbliższe dwa lata ponad 500 osób będzie pracowało przy jednostce przez okrągłą dobę, tak by na przełomie września i października 2028 roku rozpocząć tzw. próby na uwięzi, a wiosną następnego roku wyjść w próby morskie – wyjaśnia prezes Ryngwelski. Marynarka powinna przejąć „Wichra” jeszcze w 2029 roku. Wtedy to nad jego pokładem po raz pierwszy załopocze biało-czerwona bandera, a jednostka stanie się pełnoprawnym okrętem. Wówczas też rozpoczną się specjalistyczne testy i badania kwalifikacyjne. Tak zwykle dzieje się w przypadku prototypów. Dopiero po ich finalizacji pierwszy z Mieczników stanie się w pełni gotowy do służby.
Tymczasem kilka dni po wodowaniu „Wichra” jego miejsce w hali kadłubowej zajmie przyszła „Burza”. Podczas wizyty w stoczni mogliśmy obejrzeć, jak w sąsiedniej hali z wolna nabiera kształtów. Widzieliśmy też potężne skrzynie z przeznaczonymi dla niej silnikami. Wodowanie drugiej fregaty zostało zaplanowane na przełom 2027 i 2028 roku. Wtedy też do hali kadłubowej wjedzie „Huragan”. Ostatecznie Mieczniki numer dwa i trzy mają trafić do służby odpowiednio w 2030 i 2031 roku.
Prezes Ryngwelski przyznaje, iż powierzenie kontraktu polskiemu przemysłowi stoczniowemu to wydarzenie epokowe. – Nigdy wcześniej nie budowaliśmy w Polsce tak dużych okrętów. Dzięki temu staliśmy się branżą hi-tech, co zaprocentuje w przyszłości. Myślimy już o kolejnych przedsięwzięciach – podkreśla. W podobnym tonie wypowiadają się sami marynarze. – Nowe fregaty pomogą nam zabezpieczyć interesy państwa na morzu. Nie chodzi przy tym tylko o projekcję siły na Bałtyku. Mieczniki w razie potrzeby z powodzeniem będzie można wysłać na Morze Północne, Atlantyk czy na akweny południowe, tak by zabezpieczały szlaki, którymi spływają do Polski najważniejsze surowce energetyczne – zaznacza kmdr Smela. Droga do tego, by Mieczniki stały się w pełni operacyjnymi jednostkami, ciągle jeszcze daleka. Do rozwiązania pozostaje sporo problemów. Resort obrony musi chociażby podpisać kontrakt na nowe śmigłowce pokładowe. Ale realizacja kontraktu to kolejny dowód na to, iż marynarka krok po kroku wychodzi z impasu, w jakim tkwiła przez dekady. A w obecnej sytuacji geopolitycznej wagi tego nie sposób przecenić.