Prawie 140 m długości i niemal 20 m wysokości. Aby objąć go wzrokiem, trzeba wspiąć się po kilkukondygnacyjnej konstrukcji z boku hali. Kadłub przyszłej fregaty ORP „Wicher” robi ogromne wrażenie. A sam okręt rośnie w oczach. Podczas wizyty w gdyńskiej PGZ Stoczni Wojennej, mieliśmy okazję przyjrzeć mu się z bliska.
– Ten projekt zmienił oblicze stoczni – podkreśla Jan Grabowski, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej. – Kiedy nasza grupa przejmowała ją siedem lat temu, był to zakład w upadłości likwidacyjnej. Dziś jednocześnie buduje trzy nowoczesne okręty – dodaje. Aby sprostać takiemu wyzwaniu, gdyńskie przedsiębiorstwo musiało przeprowadzić szeroko zakrojone inwestycje. Bodaj najważniejszą stało się postawienie ogromnej hali kadłubowej – jednej z największych tego typu budowli w Europie. To właśnie w niej stoi w tej chwili kadłub przyszłej fregaty ORP „Wicher”.
Idziemy go obejrzeć. Długa na 139 i wysoka na prawie 20 m konstrukcja robi ogromne wrażenie. Chcąc objąć ją wzrokiem, musimy wdrapać się na najwyższy podest rusztowania, które okala halę. W dole – zarówno wokół jednostki, jak i na pokładzie – uwijają się stoczniowcy w kaskach i odblaskowych kamizelkach. – Pod koniec ubiegłego roku do hali wprost ze gdyńskiej Stoczni Crist został przetransportowany blok dziobowy kadłuba, który w tej chwili jest zespalany z blokiem głównym i rufowym. Proces ten powinien zakończyć się w ciągu czterech–pięciu tygodni – zapowiada Grabowski. Na tym jednak nie koniec. W budowanym okręcie stoczniowcy zdążyli zainstalować ster strumieniowy, a teraz przygotowują otwory pod wały napędowe. – Prace postępują zgodnie z harmonogramem. W tym roku zaplanowano wodowanie, a w 2029 roku okręt powinien zostać przekazany marynarce wojennej. Potem w rocznych odstępach do służby wejdą kolejne dwie fregaty – zapowiada wiceprezes PGZ.
Marynarze odliczają już czas dzielący ich od tej chwili. – Budowa fregat wielozadaniowych w ramach programu „Miecznik” to dla nas jedna z najważniejszych, jeżeli nie najważniejsza inwestycja – przyznaje kpt. mar. Damian Przybysz z biura prasowego 3 Flotylli Okrętów. Jak dodaje, jednostki te zostaną wyposażone w systemy, które pozwolą roztoczyć nad wodami Bałtyku swoisty przeciwlotniczy parasol. Do tego będą mogły skutecznie razić różnego typu okręty podwodne i nawodne. – Przygotowania do przyjęcia Mieczników rozpoczęliśmy w momencie podpisania kontraktu. Kompletujemy załogi, które będą uczestniczyły w procesie budowy i kolejnych szkoleniach. Przygotowujemy odpowiednie dokumenty. To długotrwały i złożony proces – wyjaśnia kpt. mar. Przybysz.
Umowa na budowę trzech nowoczesnych fregat została zawarta w lipcu 2021 roku. Zlecenie realizuje konsorcjum złożone z Polskiej Grupy Zbrojeniowej oraz gdyńskiej stoczni, przy wsparciu Brytyjczyków. Sama konstrukcja opiera się na projekcie okrętu Arrowhead 140 brytyjskiej firmy Babcock International, przykrojonym do polskich wymagań. Mieczniki będą miały wyporność 7 tys. ton i rozwiną prędkość 26 węzłów. Otrzymają wszechstronne uzbrojenie. Na tej liście znajdą się między innymi 76-milimetrowa armata OTO Melara, dwa 35-milimetrowe zestawy przeciwlotnicze OSU-35K i dwa wielkokalibrowe karabiny maszynowe WKM-Bm. Do zwalczania celów nawodnych załodze posłużą pociski Naval Strike Missile, zaś do niszczenia statków powietrznych i rakiet przeciwnika – pociski Sea Ceptor CAMM. Okręt zostanie też wyposażony w wyrzutnie torped, nowoczesne radary, sonary i system identyfikacji „swój–obcy”. Zawiadywanie sensorami ułatwi nowoczesny system zarządzania walką Thales Tacticos, zaś siłę Mieczników dodatkowo wzmocnią bazujące na ich pokładach śmigłowce.
Nowe jednostki dołączą do 3 Flotylli Okrętów. Zastąpią dwie fregaty Oliver Hazard Perry, użytkowane przez Polskę od ponad 20 lat.