Wojna się skończy, zagrożenia zostaną. "Polska musi się przygotować"

polsatnews.pl 1 godzina temu

Koniec lub zamrożenie wojny w Ukrainie nie musi oznaczać końca zagrożeń dla Polski. Damian Duda, medyk pola walki i prezes fundacji "W Międzyczasie", wskazuje na ryzyko przemytu broni czy radykalizacji części byłych żołnierzy. - To realny problem, przed którym staną polskie służby - ostrzega.

PAP / EPA / PRESIDENTIAL PRESS SERVICE / HANDOUT
Ukraińscy jeńcy wojenni

Jednym z tematów coraz częściej pojawiających się w polskiej debacie jest to, co może wydarzyć się po zakończeniu wojny lub zamrożeniu konfliktu w Ukrainie.

Obawy dotyczą m.in. możliwości przyjazdu do Polski ukraińskich żołnierzy mających za sobą doświadczenia frontowe. - To jest realny problem, przed którym staną polskie służby - ocenił medyk pola walki kpt. rez. Damian Duda w programie "Najważniejsze pytania".

Co z żołnierzami po zakończeniu wojny w Ukrainie? Medyk pola walki wskazuje na zagrożenie dla Polski

Zdaniem prezesa fundacji "W międzyczasie" w przygotowaniach na ewentualne skutki zakończenia wojny powinny uczestniczyć również osoby, które dobrze znają Ukrainę, tamtejsze środowiska i realia frontu. - Ludzie, którzy rozmawiają z żołnierzami i starają się zrozumieć nastroje, które mogą eksplodować, kiedy wojna się skończy - mówił.

Jak zaznaczył, doświadczenia innych konfliktów pokazują, iż po ich zakończeniu mogą pojawić się dodatkowe zagrożenia związane m.in. z nielegalnym obrotem bronią czy radykalizacją części byłych żołnierzy.

- Nie jest tajemnicą, iż wojnom towarzyszą takie zjawiska jak przemyt broni. Mogą się również pojawiać różne formy terroryzmu będące efektem frustracji części żołnierzy. To są tematy, nad którymi już teraz powinniśmy się zastanawiać - podkreślił.

ZOBACZ: Rosyjskie MSZ reaguje na słowa Donalda Tuska. Wskazano na zagrożenie bezpieczeństwa

Według gościa programu dyskusja na ten temat nie powinna ograniczać się wyłącznie do zamkniętych kręgów eksperckich. - Powinniśmy rozmawiać o tym wspólnie, nie tylko w gronie analityków, ale również z ludźmi, którzy są na Ukrainie i znają tę rzeczywistość - podkreślił.

Zdaniem Dudy rehabilitacja żołnierzy wracających z frontu nie może ograniczać się wyłącznie do leczenia obrażeń fizycznych. - To jest kwestia nie tylko leczenia ciała, ale też leczenia duszy - podkreślił.

Jak mówił, potrzebna jest długotrwała pomoc psychologiczna i psychoterapeutyczna prowadzona przez osoby, które rozumieją specyfikę traumy wojennej.

- Bardzo często te rany psychiczne są bardziej dotkliwe niż brak ręki, nogi czy choćby kilku kończyn - powiedział. - Potrzeba specjalistów, psychologów i psychoterapeutów, którzy wiedzą, jak te mechanizmy działają i jak z tymi ludźmi postępować, żeby nie zrobić im jeszcze większej krzywdy.

Jako przykład wskazał polskie Stowarzyszenie Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju, zrzeszające m.in. weteranów z Iraku i Afganistanu. Jak zaznaczył, organizacja korzysta z pomocy psychologów, którzy pracowali wcześniej z żołnierzami podczas zagranicznych misji i mają doświadczenie w leczeniu traumy związanej z udziałem w działaniach wojennych.

"Rosjanie mają karnawał". O wojnie informacyjnej w Polsce

W rozmowie pojawił się również wątek potencjalnego zagrożenia dla Polski ze strony rosyjskiej. Damian Duda zastrzegł, iż ocenia sytuację przede wszystkim z perspektywy taktycznej, a nie strategicznej.

- Nie musi Wojsko Federacji Rosyjskiej wejść do Polski, żeby Polska znalazła się na wojnie z Federacją Rosyjską - podkreślił.

Jak zaznaczył, Polska jest częścią wschodniej flanki NATO, dlatego ewentualny rosyjski atak na państwa bałtyckie bezpośrednio dotyczyłby również Warszawy.

ZOBACZ: Ukraina uznała ją za narzędzie rosyjskich wpływów. Bajka jest popularna także w Polsce

- Jeżeli fizycznie dojdzie do naruszenia integralności państw bałtyckich, które są w NATO, to my będziemy tym pierwszym krajem, który będzie odpowiedzią Sojuszu. To my będziemy tym pierwszym krajem, który stanie przeciwko Federacji Rosyjskiej w obronie państw bałtyckich - ocenił.

Pytany, na jakie działania Rosji należy zwracać szczególną uwagę, wskazał przede wszystkim na obszary, w których konfrontacja już trwa. Jednym z nich jest przestrzeń informacyjna.

- My podlegamy wojnie informacyjnej od długiego czasu - powiedział. - Rosjanie mają teraz karnawał przy tych nastrojach antyukraińskich, które panują w naszym kraju. Wkomponowanie rosyjskiej narracji w dużą liczbę źródeł antyukraińskich jest bardzo łatwe, bo są one nośne, szczególnie kiedy podchwytują je środowiska polityczne, które chcą budować na tym swój elektorat.

Napięte relacje polsko-ukraińskie. "Antagonizmy nasilają się z każdym dniem"

Zdaniem Dudy polskie społeczeństwo jest podatne na działania dezinformacyjne, a ich skutki nie ograniczają się wyłącznie do internetu.

- Gdybyśmy nie byli podatni, nie dochodziłoby do tak zmasowanych ataków na społeczność ukraińską na polskich ulicach - stwierdził.

Przywołał przy tym przykład corocznej inicjatywy w Mrzeżynie, w której biorą udział polscy i ukraińscy weterani. Do Polski przyjeżdżają m.in. żołnierze ciężko ranni na froncie oraz byli jeńcy, często po amputacjach.

ZOBACZ: Rosyjski senator uderza w Donalda Tuska. "Ma nie po kolei w głowie"

- To są chłopaki bez nóg, bez rąk, bardzo mocno doświadczeni wojną. Przyjeżdżają tutaj ze swoimi rodzinami, żeby choć trochę zapomnieć o wojnie i podratować zdrowie - mówił.

Ukraińscy weterani uczestniczą również w wydarzeniach upamiętniających polską historię, m.in. w Biegu Powstania Warszawskiego. Duda przyznał, iż podczas jednej z takich inicjatyw obawiał się reakcji części otoczenia na widok ukraińskich flag.

- Bardzo mocno bałem się prowokacji czy po prostu negatywnych reakcji. To nie wzięło się znikąd. To, co dzieje się w społeczeństwie i w przestrzeni informacyjnej, sprawia, iż te antagonizmy nasilają się z każdym dniem coraz bardziej - ocenił.

WIDEO: Wiceminister Piotr Borys odcina się od kontrowersyjnego raportu. Wcześniej go zachwalał
Idź do oryginalnego materiału