WRZEŚNIOWY WYROK i POWRÓT Z PIEKŁA. JAK „GRUDA” Z BILCZYC OSZUKAŁ PRZEZNACZENIE

gazetagdowianin.pl 2 tygodni temu
28 września 1939 roku. Kiedy w Warszawie podawano ostatnie komunikaty o kapitulacji stolicy, a nad potarganą wojną Polską zapadała noc niemieckiej okupacji, dla jednego z synów ziemi gdowskiej świat zawalił się nieuchronnie. Tego dnia st. sierż. Władysław Mrozowski, urodzony w Bilczycach pod Gdowem, złożył broń. Zamiast powrotu do domu, czekał go drut kolczasty pruskiego Stalagu IA Stablack. Nikt wtedy nie przypuszczał, iż ten dramatyczny moment rozpocznie epopeję, która mogłaby posłużyć za scenariusz trzymającego w napięciu filmu wojennego. Odyseja Mrozowskiego – od jenieckiego losu, przez podziemną walkę z okupantem, aż po piekło obozów koncentracyjnych – to jedna z najbardziej poruszających kart w historii gminy Gdów.
Wrzesień 1939 roku rzucił Mrozowskiego w wir walk obronnych. Jako doświadczony podoficer Wojska Polskiego dawał z siebie wszystko, jednak przeważające siły wroga zmusiły polskie oddziały do odwrotu. 28 września Mrozowski trafił do niemieckiej niewoli. Daleko na północy, w mroźnych Prusach Wschodnich, spędził ponad rok. Ciężka praca i obozowe warunki zrujnowały jego zdrowie. Niemcy, przekonani, iż schorowany podoficer nie będzie już dla nich zagrożeniem, zwolnili go w listopadzie 1940 roku. Bardzo się jednak pomylili.
Zamiast szukać spokoju i odpoczynku, Mrozowski natychmiast po powrocie w rodzinne strony podjął decyzję o kontynuowaniu walki. Już w grudniu 1940 roku wstąpił do Związku Walki Zbrojnej (późniejszej Armii Krajowej). Przyjął pseudonim „Gruda” – twardy, nieustępliwy, zrośnięty z polską ziemią. Ze względu na swoje organizatorskie talenty, objął niezwykle odpowiedzialną funkcję kwatermistrza Obwodu Pułtusk. Przez niemal dwa lata skutecznie wymykał się hitlerowskiemu aparatowi terroru, organizując zaplecze dla polskiego podziemia.
Czarna karta zapisała się jesienią 1942 roku. W wyniku dekonspiracji „Gruda” wpadł w ręce Gestapo. Brutalne śledztwo i tortury były jednak dopiero wstępem do tego, co zgotował mu okupant. Mrozowski przeszedł przez prawdziwą gehennę niemieckiego systemu obozowego: KL Soldau (Działdowo) – obóz przejściowy o zaostrzonym rygorze, KL Auschwitz-Birkenau – fabryka śmierci, w której otrzymał obozowy numer i KL Sachsenhausen – miejsce morderczej pracy ponad siły ludzkiego organizmu.
    Większość ludzi w zderzeniu z tą machiną ginęła w ciągu kilku miesięcy. Mrozowski, niesiony wolą przetrwania i głębokim patriotyzmem, doczekał w pasiastej flanelowej bluzie wyzwolenia w 1945 roku.
    Po zakończeniu wojny Władysław Mrozowski wrócił tam, gdzie wszystko się zaczęło – do gminy Gdów. Człowiek, który widział najgorsze przejawy ludzkiego bestialstwa, postanowił poświęcić resztę życia budowaniu lepszej przyszłości.
    Zmarł 25 czerwca 1968 roku w swoich rodzinnych Bilczycach. Choć odszedł ponad pół wieku temu, spoczywając na gdowskim cmentarzu parafialnym, pamięć o 28 września 1939 roku i cenie, jaką zapłacił za naszą wolność, pozostaje żywa do dziś.
    Idź do oryginalnego materiału