Aleksandra Tchórzewska: Jak ocenia Pan obecną sytuację na Bliskim Wschodzie? Czy stoimy w obliczu wyjątkowo niebezpiecznego momentu, czy raczej mamy do czynienia z kolejną odsłoną napięcia między Iranem a Izraelem?
dr hab. Łukasz Fyderek, politolog, ekspert ds. Bliskiego Wschodu: Mamy do czynienia z trwającym i nierozwiązanym konfliktem. Dwunastodniowa wojna z czerwca 2025 roku była w mediach przedstawiana jako wielkie zwycięstwo Izraela i Stanów Zjednoczonych. Z perspektywy strategicznej jednak nie było to pełne zwycięstwo.
Wynik można raczej określić jako remis, ze wskazaniem na Izrael, ponieważ Iran zachował znaczną część swojego potencjału odstraszania, w tym arsenał pocisków balistycznych, które częściowo trafiały w cele izraelskie.
Skoro konflikt nie został rozwiązany, nie można mówić o wyraźnym zwycięstwie którejkolwiek ze stron. W efekcie pozostaje on przez cały czas otwarty i prawdopodobnie będzie rozwijał się w kontekście istotnych przemian politycznych, między innymi w Iranie, gdzie realizowane są protesty. Jednak scenariusz radykalnych zmian politycznych jest mniej prawdopodobny.
Jakie znaczenie mają wspomniane protesty dla stabilności Iranu i czy mogą one wpłynąć na politykę Teheranu wobec Izraela i Stanów Zjednoczonych?
Protesty w Iranie mają wyraźne podłoże społeczno-gospodarcze. Wynikają zarówno z długotrwałego oddziaływania sankcji, jak i z niewydajności irańskiego systemu gospodarczego. Model polityczno-ekonomiczny Republiki Islamskiej jest mało efektywny, choć należy podkreślić, iż sytuacja kraju byłaby znacznie lepsza, gdyby nie jednostronne sankcje nałożone przez Stany Zjednoczone.
Na obecnym etapie protesty są poważne, jednak nie stanowią zagrożenia dla stabilności reżimu. Nie odnotowano pęknięć w strukturach władzy. W demonstracjach uczestniczą różne grupy społeczne, m.in. bazari – handlarze i przedsiębiorcy, szczególnie związani z handlem importowym, np. elektroniką. Protestują również studenci, którzy sprzeciwiają się m.in. opresji obyczajowej narzucanej przez Republikę Islamską.
W mojej ocenie obecna fala protestów nie ma dużych perspektyw, by doprowadzić do radykalnej transformacji politycznej czy zmian o charakterze rewolucyjnym. W tym miejscu ponownie warto wyraźnie oddzielić sferę faktów od sfery narracji.
Funkcjonuje bowiem wiele ośrodków – zwłaszcza zagranicznych, w tym amerykańskich – które w różnym stopniu wspierają lub wręcz kreują określone postacie jako alternatywę polityczną dla obecnego reżimu. Dotyczy to w szczególności Rezy Pahlaviego, syna obalonego szacha, przedstawianego w przekazie medialnym jako potencjalny lider Iranu. W dużej mierze jest to jednak kreacja medialna oraz element polityki emigracyjnej, silnie wspieranej przez przeciwników Teheranu.
W praktyce Reza Pahlavi nie posiada realnego zaplecza społecznego w samym Iranie. Protestujący pamiętają autorytarny charakter rządów jego ojca i nie wykazują większej gotowości do zastąpienia obecnego systemu powrotem do monarchii.
Mamy więc do czynienia z przenikaniem się autentycznych, oddolnych protestów społecznych z narracjami politycznymi, które są wzmacniane lub konstruowane przede wszystkim przez głównych regionalnych adwersarzy Iranu.
Czego możemy więc spodziewać się w stosunkach Iran–Izrael?
Bardzo prawdopodobne jest to, iż w przyszłości dojdzie do kolejnej konfrontacji zbrojnej lub działań kinetycznych. Każda eskalacja mogłaby mieć skutki nie tylko dla obu społeczeństw, ale także dla gospodarki światowej, w tym transportu oraz produkcji ropy naftowej i gazu.
Natomiast ten konflikt ma ograniczone możliwości eskalacji, przede wszystkim ze względu na odległość między państwami. Dlatego też mało prawdopodobne jest, by przybrał formę wojny lądowej.
Warto przy tym oddzielić narrację medialną od rzeczywistego wymiaru strategicznego, bo wokół konfliktu pojawia się wiele różnych narracji i opinii.
W internecie pojawia się wiele alarmistycznych scenariuszy i doniesień. Dlaczego konflikty wokół Iranu i Izraela tak łatwo wywołują falę dezinformacji i spekulacji?
Wpływa na to kilka czynników. Po pierwsze, sami uczestnicy konfliktu – Izrael i Iran – traktują dezinformację jako kolejną płaszczyznę wojny starając się przedstawiać adwersarza zarówno jako słabego, jak i wyjątkowo groźnego dla państw trzecich, w tym Europy.
Drugim czynnikiem jest kontekst globalny, a konkretnie wojna w Ukrainie. Rosja bombarduje naszą przestrzeń informacyjną rozpowszechniając komunikaty mające destabilizować sytuację w Polsce czy w Europie. Z punktu widzenia Rosji podkreślanie niestabilności na Bliskim Wschodzie, pokazujące, iż świat jest niepewny, wpisuje się w jej interesy. Federacja Rosyjska przeznacza znaczące środki na operacje informacyjne, mające wywoływać niepokój i podziały w społeczeństwach europejskich.
W efekcie zarówno działania stron konfliktu, jak i globalny kontekst geopolityczny przyczyniają się do powstawania fali dezinformacji wokół sytuacji między Iranem a Izraelem.
Jaka w tym wszystkim jest rola Stanów Zjednoczonych?
Polityka Stanów Zjednoczonych wobec Bliskiego Wschodu w dużej mierze jest uwarunkowana przez interesy ich sojuszników, którzy mają znaczący wpływ w Waszyngtonie. Przede wszystkim są to Izrael oraz zamożne państwa arabskie, takie jak Arabia Saudyjska i Katar.
Wektor izraelski sprzyja prowadzeniu przez USA bardziej zdecydowanej polityki wobec Iranu, natomiast Arabia Saudyjska i Katar starają się wykorzystać swoje wpływy, aby ograniczać asertywność wobec Iranu. Oczywiście oba te kraje pozostają rywalami Iranu i nie wspierają go bezpośrednio, ale w aktualnej sytuacji osłabienia Iranu starają się utrzymać pewną równowagę strukturalną na Bliskim Wschodzie i moderować bardzo antyirańską retorykę Izraela.
W efekcie kierunek polityki amerykańskiej wobec Iranu jest wypadkową wpływów różnych sojuszników Bliskiego Wschodu w Waszyngtonie.
A czy my, Europejczycy, mamy się czego obawiać?
Realny jest scenariusz krótkiej wojny powietrznej, zbliżonej do tej z czerwca 2025 roku.
Przemawia za tym kilka czynników. Po pierwsze, Iran jest w tej chwili wyraźnie osłabiony, a stroną silniejszą pozostaje Izrael. Z drugiej jednak strony Izrael nie jest mocarstwem globalnym – to państwo o niewielkiej powierzchni i ograniczonych zasobach, które nie ma możliwości prowadzenia długotrwałej kampanii powietrznej. Z tego względu izraelska doktryna bezpieczeństwa opiera się raczej na krótkich, intensywnych operacjach, a nie na wojnach wyniszczających.
W takim scenariuszu konflikt nie rozlałby się szerzej poza region, nie przybrałby formy długotrwałej wojny i nie miałby dużego wpływu na gospodarkę światową.
Czy konflikt na linii Iran- Izrael da się zatrzymać?
Konfliktów się nie zatrzymuje, tylko rozwiązuje. Dzieje się to w momencie, gdy jedna ze stron uzyskuje przewagę i można mówić o zwycięstwie.
Drugim możliwym scenariuszem jest jednak zamrożenie konfliktu. W obecnej sytuacji żadna ze stron, przynajmniej w mojej ocenie, nie ma realnej możliwości pełnego wygrania tego starcia, i obie są tego świadome. Wydaje się, iż przynajmniej część establishmentu bezpieczeństwa zarówno w Iranie, jak i w Izraelu zdaje sobie z tego sprawę.
Jednocześnie istnieją czynniki, które sprzyjają próbom dalszego przechylania szali konfliktu, choćby przy świadomości ograniczeń po obu stronach.
Jak już wspomniałem, wojna z czerwca 2025 roku była w praktyce remisem z lekkim wskazaniem na Izrael. W Izraelu widoczna jest silna tendencja do powtórzenia wcześniejszych działań i dalszego zwiększania własnej przewagi, przede wszystkim poprzez ograniczanie irańskich zdolności w zakresie produkcji pocisków balistycznych. To właśnie ten obszar stał się dziś główną osią izraelskiej narracji bezpieczeństwa, a nie program nuklearny Iranu – nie ma bowiem dowodów, iż Teheran wznowił wzbogacanie uranu po amerykańskich atakach z czerwca 2025 roku.
Jednocześnie Iran dysponuje znacznymi zapasami pocisków balistycznych i przez cały czas je produkuje. Izrael argumentuje, iż stanowi to realne zagrożenie dla jego bezpieczeństwa – i ten argument jest zasadny. Z drugiej jednak strony należy podkreślić, iż nie istnieje realna możliwość całkowitego pozbawienia Iranu tego arsenału wyłącznie poprzez działania powietrzne.
Iran posiada liczne bazy rakietowe, zgromadził duże zapasy uzbrojenia i jest państwem o rozległym terytorium. Izrael może prowadzić czasowe uderzenia i okresowo uzyskiwać przewagę w przestrzeni powietrznej, jednak nie jest w stanie trwale zdominować tego obszaru ani całkowicie zneutralizować irańskich zdolności rakietowych bez eskalacji konfliktu na znacznie większą skalę.





