„Wtedy zrozumiałem, iż nie jestem nieśmiertelny”. Polski komandos zdradził kulisy wojny podczas niezwykłego wieczoru w redakcji CodziennyPoznań.pl

codziennypoznan.pl 1 godzina temu

Redakcja CodziennyPoznań.pl, mieszcząca się w zabytkowym budynku dawnej słodowni Starego Browaru, na jeden wieczór zmieniła swój charakter. W miejscu, w którym każdego dnia powstają informacje i realizowane są programy telewizyjne, spotkali się przedsiębiorcy, menedżerowie oraz zaproszeni goście. Tym razem jednak nie chodziło o najnowsze wiadomości, ale o doświadczenia człowieka, który przez lata podejmował decyzje w sytuacjach, gdy błąd mógł kosztować życie.

Spotkanie zainaugurowało nowy cykl męskich wieczorów organizowanych przez Michała Ciszaka, właściciela Grupy Mediów Codzienny Poznań i redaktora naczelnego portalu. Pomysłodawca wydarzenia postanowił stworzyć przestrzeń do kameralnych rozmów z ludźmi, których życiorysy, doświadczenia i osiągnięcia mogą inspirować innych. Pierwszym gościem został major rezerwy Damian „Matka” Matkowski, były żołnierz sił specjalnych, uczestnik misji w Iraku i Afganistanie. Tematem wieczoru była sztuka wojenna w biznesie. Jednak rozmowa gwałtownie wykroczyła poza strategie zarządzania i wojskowe procedury. Pojawiły się historie o chwilach zagrożenia życia, granicach ludzkiej wytrzymałości, odpowiedzialności za podwładnych i cenie, jaką za zawodowe sukcesy płacą najbliżsi. Nie chodziło o kolejną konferencję ani wykład motywacyjny. Spotkania mają być kameralne, z przestrzenią na trudne pytania, osobiste historie i wymianę doświadczeń. Pierwszym zaproszonym gościem został człowiek, którego zawodowa droga przez wiele lat prowadziła przez zupełnie inny świat niż ten znany większości uczestników. Damian „Matka” Matkowski służył w polskich siłach specjalnych, uczestniczył w misjach w Iraku i Afganistanie, dowodził żołnierzami podczas operacji bojowych, a później odpowiadał również za przygotowanie kolejnych pokoleń komandosów. Dziś jest związany z firmą Target Creators, która przenosi część doświadczeń wojskowych do świata cywilnego. Choć tematem spotkania była „sztuka wojenna w biznesie”, rozmowa gwałtownie pokazała, iż za wojskowymi procedurami kryją się przede wszystkim ludzie, ich wybory i konsekwencje podejmowanych decyzji.

Kilka centymetrów między życiem a śmiercią

Jedna z najbardziej przejmujących historii padła mniej więcej w połowie rozmowy, gdy Ciszak zapytał swojego gościa o dzień, w którym podczas misji wpadł w zasadzkę. Matkowski opowiedział o ataku na opancerzonego Humvee, którym podróżował w Iraku. W pojazd uderzył ładunek wybuchowy, którego działanie polegało na przebiciu pancerza skoncentrowaną siłą eksplozji. Samochód został poważnie uszkodzony. Pocisk ominął jednak miejsce, w którym siedział polski żołnierz. Nie było w tej historii opowieści o nadludzkim refleksie ani bohaterskim manewrze. Matkowski przyznał, iż przeżył przede wszystkim dzięki szczęściu. Dla człowieka, który od młodości przygotowywał się do walki, właśnie to doświadczenie okazało się szczególną lekcją pokory. Po ataku zadzwonił z Iraku do dziadka. Opowiedział mu, iż dopiero wtedy naprawdę dotarło do niego, iż młodość nie daje gwarancji nieśmiertelności, a doczekanie późnej starości wcale nie jest czymś oczywistym. Dziadek wysłuchał wnuka i odpowiedział z charakterystycznym dystansem, iż najwyraźniej w Iraku nie jest tak spokojnie, jak mogłoby się wydawać. Matkowski przyznał, iż tę rozmowę pamięta do dziś.

Komandosem nie zostaje najsilniejszy

Zanim jednak trafił na wojenne misje, był nastolatkiem zafascynowanym wojskiem. Pierwszy skok z wojskowego samolotu wykonał już w wieku 16 lat. Wspominał, iż po powrocie do szkoły czuł się niemal jak pełnoprawny komandos. Później przyszła szkoła oficerska i droga do jednostek specjalnych. Opowiadając o selekcji, Matkowski wielokrotnie wracał do jednego pojęcia: odporności psychicznej. Wbrew popularnym wyobrażeniom o komandosach nie chodzi wyłącznie o siłę fizyczną, umiejętność strzelania czy znoszenie ekstremalnego wysiłku. Selekcja ma pokazać, jak człowiek zachowuje się wtedy, gdy kończą się jego możliwości, a wcześniej przyjęte założenia przestają obowiązywać. Przytoczył przykład kandydata, który w ostatnim dniu wyczerpującego sprawdzianu dowiaduje się, iż nie ma dla niego miejsca w jednostce. Mimo tej informacji może kontynuować zadanie. Niektórzy rezygnują. Inni postanawiają dotrzeć do końca, choć wiedzą, iż pierwotny cel przestał być osiągalny. To właśnie takich ludzi, tłumaczył Matkowski, czasem szuka się w zespołach specjalnych. Potrafią działać choćby wtedy, gdy tracą bezpośrednią motywację. Dla obecnych na sali przedsiębiorców był to pierwszy wyraźny punkt styczny między rzeczywistością wojskową a biznesową. Bo przecież także w firmach projekty bywają nagle odwoływane, strategie zmieniane, a miesiące pracy mogą w jednej chwili stracić znaczenie. Pytanie brzmi wtedy nie tylko, czy ktoś potrafi zaakceptować porażkę, ale również czy umie wyciągnąć z niej coś wartościowego.

Dlaczego dobry szef potrzebuje ludzi, którzy się z nim nie zgadzają?

W drugiej części spotkania wojenne wspomnienia ustąpiły miejsca praktycznym wskazówkom dotyczącym prowadzenia przedsiębiorstw. Jedna z nich mogła wydawać się zaskakująca. Matkowski przekonywał, iż w firmie warto mieć osoby, które potrafią kwestionować decyzje szefa. Nie chodzi jednak o bezproduktywną krytykę. W jednostkach specjalnych, zanim rozpocznie się operacja, analizuje się zachowanie przeciwnika. Opracowywany jest wariant najbardziej prawdopodobny, ale również ten najbardziej niebezpieczny, którego realizacja mogłaby zagrozić całej misji. Matkowski zaproponował, aby podobnie traktować konkurencję biznesową. Pracownicy, którzy dostrzegają zagrożenia, przewidują problemy i podważają optymistyczne założenia, mogą być szczególnie przydatni przy przygotowywaniu takich scenariuszy. Zamiast usuwać ich z procesu decyzyjnego, warto powierzyć im zadanie znalezienia słabych punktów przedsięwzięcia. Jednocześnie były komandos zwrócił uwagę na drugą stronę tej zasady. Kiedy decyzja zostanie już podjęta, cały zespół powinien skoncentrować się na jej realizacji. Po zakończeniu projektu trzeba natomiast wrócić do zgłaszanych wcześniej zastrzeżeń i sprawdzić, czego udało się nauczyć. To podejście, choć wywodzi się z wojskowego planowania, w praktyce dotyczy jednej z największych trudności współczesnego zarządzania: jak stworzyć organizację, w której można otwarcie mówić o błędach, nie tracąc umiejętności wspólnego działania.

Wojna się kończy, ale straconego czasu nie da się odzyskać

Najbardziej osobista część rozmowy pojawiła się, gdy Michał Ciszak zapytał o życie poza służbą. Jak wygląda powrót do rodziny po miesiącach spędzonych na wojnie? Co dzieje się z małżeństwem, gdy jeden z partnerów przez długi czas żyje w świecie ciągłego zagrożenia, a drugi pozostaje z codziennymi obowiązkami? Matkowski nie próbował przedstawiać prostych recept. Przyznał, iż dla niego samego rozłąka z najbliższymi była jednym z najtrudniejszych aspektów służby. Najdłuższa misja trwała siedem miesięcy. Opowiadał o problemach rodzin wojskowych, o rozwodach i o ojcach, którzy po powrocie z misji musieli na nowo budować relację z małymi dziećmi. Wspomniał historię kolegi, którego kilkuletnia córka po wielomiesięcznej nieobecności ojca początkowo traktowała go niemal jak obcego człowieka. W tym momencie dyskusja przestała dotyczyć wyłącznie wojskowych. Na sali siedzieli przecież ludzie, którzy również poświęcają wiele godzin pracy, prowadzeniu firm i realizowaniu zawodowych ambicji. Matkowski zwrócił uwagę, iż osiągnięcia okupione nieobecnością w życiu najbliższych mają swoją cenę. Nie wszystko da się nadrobić, a utraconego czasu z dziećmi nie można po prostu odzyskać po zakończeniu kariery. Zapytany o własne małżeństwo przyznał, iż udało mu się przetrwać najtrudniejsze lata. Nie przypisywał jednak tego żadnej specjalnej metodzie. Powiedział po prostu, iż przez cały czas kocha swoją żonę.

Poznański przemysł obronny z wielkimi ambicjami

Wojskowo-biznesowy charakter wieczoru podkreślił również inny, istotny dla Poznania wątek. Jeszcze przed główną rozmową przedstawiciele poznańskiego przemysłu zbrojeniowego opowiedzieli uczestnikom o zmianach zachodzących w zakładach Hipolita Cegielskiego oraz Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych. Mówiono o planach połączenia potencjału przedsiębiorstw, rozwoju produkcji na potrzeby wojska i rosnącym znaczeniu krajowych dostawców dla polskiej armii. Wśród omawianych projektów znalazły się wojskowe mosty umożliwiające przeprawę ciężkiego sprzętu, remonty czołgów Leopard oraz silniki wykorzystywane w bojowych wozach piechoty Borsuk. Rozmowa miała również wymiar historyczny. Marka Cegielskiego, przez dziesięciolecia będąca jednym z symboli przemysłowego Poznania, stoi przed szansą ponownego zwiększenia swojej roli w polskiej gospodarce. Przedstawiciele branży przekonywali, iż rozwój sektora obronnego może przynieść miastu nowe możliwości produkcyjne i inwestycyjne. Było to interesujące uzupełnienie rozmowy z Matkowskim. Z jednej strony uczestnicy słuchali o konsekwencjach wojny widzianych oczami żołnierza, z drugiej – o gospodarczym znaczeniu przemysłu, którego produkty służą bezpieczeństwu państwa.

Po wojnie przyszła kolej na biznes

Dziś Damian Matkowski działa w świecie, w którym zamiast operacji bojowych planuje się projekty gospodarcze, a odpowiedzialność za zespół nie oznacza już bezpośredniego ryzyka utraty życia. Jest związany z firmą Target Creators, w której pracują również inni byli żołnierze jednostek specjalnych. Przedsiębiorstwo prowadzi szkolenia, zajmuje się produkcją części do broni i współpracuje z firmami zainteresowanymi wykorzystywaniem wojskowych metod organizacji pracy. Matkowski podkreślał, iż skuteczne zarządzanie nie sprowadza się do wydawania poleceń. Dobry lider musi stworzyć warunki, w których specjaliści mogą wykorzystać własne kompetencje. W końcowej części spotkania Michał Ciszak przygotował dla swojego gościa serię krótkich pytań, zmuszających do wyboru między pozornie równorzędnymi wartościami. Lojalność czy kompetencja? Rozkaz czy intuicja? Być lubianym czy szanowanym? Przy pytaniu o lojalność i kompetencje Matkowski przyznał, iż odpowiedź nie jest już dla niego tak oczywista, jak w czasach służby wojskowej. Ostatecznie wybrał kompetencje. Zapytany, czy woli być lubiany, czy szanowany, bez wahania wskazał szacunek. W jego rozumieniu to właśnie autorytet, a nie stanowisko czy formalna hierarchia, jest fundamentem skutecznego przywództwa.

Pierwszy z cyklu. niedługo Jackowski i Fibak

Czwartkowe spotkanie zakończyło się mniej formalnymi rozmowami w kuluarach. Uczestnicy mogli kontynuować dyskusję z byłym komandosem, wracając do tematów, na które podczas głównej części wieczoru zabrakło czasu. Michał Ciszak zapowiedział już następne wydarzenia organizowane w ramach nowego cyklu w Starym Browarze. W listopadzie, przy okazji Andrzejek, gościem ma być jasnowidz Krzysztof Jackowski, z którym uczestnicy porozmawiają o niezwykłych przypadkach i doświadczeniach związanych z jego działalnością. Grudniowy wieczór ma natomiast należeć do Wojciecha Fibaka, który opowie między innymi o świecie sztuki i inwestowaniu w dzieła artystyczne. Pierwsze spotkanie pozostawiło uczestników z pytaniem, które w czasie rozmowy powracało w różnych formach: co adekwatnie decyduje o sukcesie – wiedza, przygotowanie, determinacja czy szczęście? Matkowski, człowiek, który przez lata pracował w warunkach, gdzie błędna decyzja mogła kosztować życie, nie wskazał jednej odpowiedzi. I być może właśnie to było najcenniejszą lekcją tego wieczoru. choćby największe doświadczenie nie daje gwarancji powodzenia. Pozwala jedynie lepiej przygotować się na moment, w którym rzeczywistość przestanie przebiegać zgodnie z planem.
Idź do oryginalnego materiału