Wyciek danych żołnierzy z Zegrza. PESEL-e 392 wojskowych na ogólnodostępnym dysku

naszapolska.pl 4 dni temu

Wyciek danych żołnierzy uderzył w jednostkę, która w polskiej armii uczy, jak chronić informacje. Dane osobowe blisko 400 wojskowych z Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu – imiona, nazwiska, numery PESEL oraz wysokość pobranych świadczeń – trafiły na dysk w chmurze dostępny dla wszystkich użytkowników sieci jednostki. Sprawę, którą jako pierwszy opisał Onet, wykryła cywilna pracownica odpowiadająca za RODO. Konsekwencje na razie poniósł jeden żołnierz – ten, który folder udostępnił. Były dowódca Eurokorpusu gen. Jarosław Gromadziński mówi wprost o „prezencie dla obcego wywiadu”.

Wyciek danych żołnierzy w Zegrzu: PESEL-e 392 wojskowych na wspólnym dysku

Skala jest precyzyjnie policzona: chodzi o 392 żołnierzy Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki (CSŁiI) w Zegrzu. Według ustaleń Onetu dokumenty z ich danymi zostały umieszczone w firmowej chmurze OneDrive w taki sposób, iż folder stał się widoczny dla wszystkich zalogowanego użytkownika sieci jednostki. Nie było tu włamania, nie było ataku hakerskiego z zewnątrz. Wystarczyło jedno kliknięcie w niewłaściwe ustawienie udostępniania.

Zestawienie zawierało komplet informacji, o jakich analityk obcych służb może tylko marzyć: imiona i nazwiska, numery PESEL oraz szczegółowe kwoty wypłaconych świadczeń. To znaczy, iż z jednego pliku da się odczytać nie tylko tożsamość konkretnego żołnierza, ale też jego sytuację finansową – a więc potencjalne punkty nacisku. Wśród poszkodowanych są specjaliści od łączności, informatyki i cyberbezpieczeństwa, czyli ludzie, których nazwiska powinny być chronione ze szczególną starannością.

Do wycieku doszło w ostatnich tygodniach. Informacja o nim wyszła na jaw w piątek 24 lipca 2026 roku, gdy sprawę opisał Onet, a za nim kolejno redakcje zajmujące się obronnością i ogólnopolskie serwisy informacyjne.

Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki – jednostka, która uczy cyberbezpieczeństwa

Gdyby ten sam incydent zdarzył się w dowolnym batalionie logistycznym, byłby wpadką. To, iż zdarzył się akurat w Zegrzu, czyni z niego symbol. Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki to jedyne miejsce w Siłach Zbrojnych RP, gdzie kompleksowo szkoli się specjalistów od łączności, informatyki, systemów dowodzenia, walki elektronicznej i – co brzmi w tym kontekście najbardziej gorzko – cyberbezpieczeństwa. Jednostka podlega Dowództwu Wojsk Obrony Terytorialnej.

Zegrze to zresztą adres z tradycją. Od stu lat jest ośrodkiem, w którym polskie wojsko uczy się łączności – od telefonii polowej po współczesne systemy kryptograficzne. Przez sale wykładowe CSŁiI przechodzą ci, którzy potem odpowiadają za bezpieczeństwo komunikacji w całej armii. Instytucja, która wystawia świadectwa z ochrony informacji, sama nie upilnowała ustawień jednego folderu.

Dane 392 żołnierzy – imiona, nazwiska, PESEL-e i kwoty świadczeń – trafiły do folderu widocznego dla wszystkich użytkowników sieci jednostki. Zdjęcie ilustracyjne.

Kto zawinił: folder udostępnił żołnierz WOT, wyciek wykryła cywilna inspektorka RODO

Według ustaleń Onetu pliki trafiły do wspólnie dostępnego katalogu za sprawą żołnierza Wojsk Obrony Terytorialnej skierowanego do pracy w Sekcji Ekonomicznej centrum. To właśnie ta komórka dysponuje danymi płacowymi kadry. Rozważane są dwie wersje: zwykła, choć brzemienna w skutki, pomyłka w konfiguracji uprawnień albo ukierunkowane działanie socjotechniczne, czyli sytuacja, w której ktoś z zewnątrz nakłonił żołnierza do udostępnienia zasobu.

Problem zauważyła nie kontrwywiadowcza procedura, nie system monitoringu i nie przełożony. Zauważyła go cywilna pracownica odpowiedzialna w jednostce za ochronę danych osobowych. To ona zaalarmowała Dowództwo WOT, a sprawa ostatecznie trafiła do urzędu ochrony danych osobowych – w części doniesień występującego jeszcze pod dawną nazwą GIODO, choć od 2018 roku organem tym jest Prezes UODO. Z relacji medialnych wynika, iż początkowo zdarzenie opisano jedynie w służbowej notatce i nie podjęto szerszych działań; sprawa nabrała tempa dopiero po interwencji Dowództwa WOT i po tym, jak pytania do jednostki skierowali dziennikarze.

„W sprawie trwa postępowanie wyjaśniające.” Jednostka określiła zdarzenie mianem „incydentu”, powołując się jednocześnie na trwające czynności i ograniczenia formalno-prawne.

Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu, odpowiedź na pytania mediów

Konsekwencje: jedno upomnienie dla żołnierza, przełożeni bez kary

I tu zaczyna się część, która budzi największe emocje w samym wojsku. Jedyną osobą, która poniosła jakąkolwiek odpowiedzialność, jest żołnierz WOT, który folder udostępnił. Dostał upomnienie. Wobec osób odpowiadających za nadzór nad obiegiem wrażliwych dokumentów – kierownictwa jednostki i Sekcji Ekonomicznej – nie wyciągnięto żadnych konsekwencji.

Taki rozkład odpowiedzialności to w armii wzorzec dobrze znany i wielokrotnie krytykowany: karany jest ten, kto stoi najniżej w hierarchii, a system, który dopuścił do sytuacji, pozostaje nietknięty. Generał Gromadziński nie zostawia na tym suchej nitki.

„Powinien polecieć komendant, szef pionu i szef działu, z którego nastąpił wyciek. o ile nie będzie tu radykalnych decyzji, to nic się nie zmieni. Władza będzie chowała głowę w piasek i udawała, iż nic się nie stało.”

gen. Jarosław Gromadziński, były dowódca Eurokorpusu, twórca 18. Dywizji Zmechanizowanej

Warto dodać, iż wyciek w Zegrzu nie jest odosobnionym epizodem. Zaledwie kilka dni wcześniej ujawniono przypadek przejęcia służbowej poczty elektronicznej żołnierza w wyniku ukierunkowanego działania socjotechnicznego. Wcześniej do sieci trafiały dane wojskowych uczestniczących w misjach zagranicznych, informacje o wojskowym wyposażeniu, dokumenty operacyjne oraz dane żołnierzy pełniących służbę na granicy z Białorusią. To układa się w obraz problemu systemowego, a nie jednostkowego potknięcia.

„Prezent dla obcego wywiadu” – dlaczego ten wyciek jest problemem państwa

W państwie granicznym NATO, sąsiadującym z Białorusią i obwodem kaliningradzkim, lista nazwisk z PESEL-ami i informacją o zarobkach nie jest zwykłym naruszeniem RODO. To materiał operacyjny. Pozwala budować profile, weryfikować tożsamości, typować osoby zadłużone lub w trudnej sytuacji finansowej i szukać wśród nich kandydatów do werbunku. Właśnie dlatego były dowódca Eurokorpusu ocenia sprawę tak ostro.

„Wchodzimy w świat paranoi. (…) To prezent dla obcego wywiadu, szczególnie rosyjskiego. Nie mamy pewności, czy dane już tam nie trafiły. A konsekwencje mogą być straszne.”

gen. Jarosław Gromadziński

Generał przypomina przy tym regułę, którą w służbach zna każdy: cel wcale nie musi nosić generalskich dystynkcji.

„Nieważne jest dotarcie do generała. Ważniejszy jest kierowca generała.”

gen. Jarosław Gromadziński

Sprawą zajmuje się urząd ochrony danych osobowych, a w jednostce trwa postępowanie wyjaśniające. Pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, brzmi jednak inaczej niż „kto kliknął”. Brzmi: dlaczego w jednostce szkolącej specjalistów od cyberbezpieczeństwa dane płacowe całej kadry mogły w ogóle znaleźć się w chmurze bez kontroli uprawnień – i dlaczego reakcja instytucji ograniczyła się do służbowej notatki, dopóki nie zapytali o to dziennikarze.

Idź do oryginalnego materiału