Kamil Mirek urodził się i wychowywał w Zakopanem. W wieku 15 lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie zdobył wykształcenie i wstąpił do tamtejszej armii. Po 10 latach wrócił do ojczyzny jako żołnierz amerykański. w tej chwili w stopniu sierżanta służy w bazie w Powidzu.
Ile masz lat? Skąd pochodzisz? Jak wyglądała Twoja droga życiowa?
Mam 25 lat. Urodziłem się i wychowałem w Zakopanem. Jako piętnastolatek wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, do Chicago w Illinois.
Kontynuowałeś edukację w Stanach?
Tak, miałem 15 lat, kiedy poszedłem do amerykańskiego liceum. Do wojska wstąpiłem jako siedemnastolatek.
Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś o tym, żeby wstąpić do wojska? Czy to było marzenie z dzieciństwa? Czy raczej decyzja podjęta spontanicznie?
Od dziecka coś tam było. Chciałem też pójść na studia i rozwijać się, ale to kosztuje. Ze względu na możliwości, jakie daje wojsko, wstąpiłem do niego, ponieważ pokrywało koszty mojego czesnego. W dzieciństwie marzyłem o byciu kimś innym. Ostatecznie wybrałem wojsko.
Jakie studia ukończyłeś?
Business Management and Marketing i Psychology.
Co sprawiło, iż wyjechałeś do Stanów Zjednoczonych? To prawdopodobnie była decyzja rodziców?
Właśnie nie – bardziej moja. Mama zmarła, kiedy miałem 4 lata, a tata się mną nie zajmował, więc byłem z dziadkami przez 15 lat. Do Stanów wyjechałem do rodziny, do wujka, z którym mieszkałem aż do momentu wstąpienia do wojska. Potem zamieszkałem sam. To była moja decyzja, żeby się rozwijać, spróbować innego życia. Rodzina zadawała mi wiele pytań, czy na pewno chcę jechać, a ja odpowiadałem, iż z wielką chęcią.
Czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy założyłeś wojskowy mundur i jakie wtedy Ci emocje towarzyszyły?
Pamiętam. Nie da się tego zapomnieć. Miałem osiemnaście lat. Dużo emocji. Świadomość, iż służę czemuś większemu. Być w tak dużej organizacji i służyć ludziom, wojsku, światu… Różnie można to nazwać.
A jakie doświadczenia wyniesione z armii amerykańskiej uważasz za najcenniejsze?
Jestem wojsku wdzięczny za wiele rzeczy. Za to, iż rozwinąłem się w taki sposób, a nie inny. Dzięki wojsku stałem się człowiekiem, którym jestem dzisiaj. Ukształtowało mnie to.
Kiedy byłeś w Stanach, pielęgnowałeś jakoś język polski?
Tak. Musiałem chodzić do polskiej szkoły, żeby dostać bierzmowanie. Po polsku porozumiewam się przede wszystkim z rodziną oraz znajomymi z Polski. Nigdy ten język polski nie uciekł. Zawsze tam gdzieś był.
Jak do tego doszło, iż zostałeś skierowany do Polski, żeby służyć w Powidzu?
Zgłosiłem się sam. I akurat tak mi się udało, iż mnie wzięli na tę pozycję w Powidzu. Chciałem już trochę wcześniej przyjechać do Polski i w Polsce służyć, ale nie miałem takiej okazji. Teraz, gdy otworzyły się stanowiska w Poznaniu oraz w Powidzu, to złożyłem wniosek i musiałem czekać, aż dostanę potwierdzenie. Udało się i bardzo cieszę się z tego.
Jakie były pierwsze wrażenia po powrocie do Polski? Czy coś się zmieniło?
Był to dla mnie zupełnie inny świat. Jest inaczej, niż pamiętam Polskę z czasów, gdy miałem 15 lat. Jako osoba dorosła posiadam więcej możliwości. Mam już trochę życiowego doświadczenia, to inaczej patrzę na świat. W Polsce poczułem większy spokój.
A byłeś już w Zakopanem? Miałeś okazję, żeby odwiedzić dziadków?
Byłem już kilka razy. Praca jest pracą – pięć dni w tygodniu, a weekendy wolne. Czasami udaje mi się pojechać na weekend do Zakopanego, spędzić czas z dziadkami i wrócić.
Od kiedy służysz w Powidzu?
W połowie marca przyjechałem do Powidza. To roczna rotacja dla nas, dla tych żołnierzy, co się zgłosili. Po jej zakończeniu mogę wrócić do Stanów lub jest też możliwość przedłużenia służby w Polsce.
Na czym polegają Twoje obowiązki? Czym się zajmujesz na co dzień?
Pracuję dla GSE (Garrison Support Element). Wspieramy garnizon armii amerykańskiej i wszystkie jednostki rotacyjne, a na co dzień zajmuję się logistyką.
Jak wygląda typowy dzień?
Najpierw witam się z kolegami i z polskimi żołnierzami. Zależy mi na tym, by budować jak najlepsze relacje między wojskiem amerykańskim a polskim. Potem idę do biura, zakładam mundur i zaczynam pracę.
Jak wygląda kooperacja między żołnierzami amerykańskimi a polskimi? Mówisz, iż macie dobre relacje?
Według mnie są dobre, zawsze mogą być lepsze, ale mam nadzieję, iż zostanę w Powidzu jeszcze rok. Wtedy nasze relacje na pewno będą bardzo dobre.
Jakie umiejętności są najważniejsze w Twojej pracy?
Różnie można do tego podejść – język polski nie jest obowiązkowy dla mojego stanowiska, ale bardzo pomaga. Ułatwia współpracę zarówno po stronie amerykańskiej, jak i polskiej, bo możemy się łatwiej porozumieć. Często słyszę od kolegów, iż dzięki temu, iż znam język, to jest nam łatwiej dogadać się ze stroną polską lub załatwić różne rzeczy, które są nam potrzebne. Jakie umiejętności są jeszcze ważne? Skupienie, cierpliwość – nie da się wszystkiego od razu zrobić. Organizacja – ważne jest przestrzeganie grafiku.
Jakie są wyzwania, z którymi spotykasz się na co dzień w wojsku?
Trudne pytanie, bo wszystko można rozwiązać. Są wyzwania, ale nie ma sytuacji bez wyjścia. A jak ja nie jestem w stanie, to jako drużyna pomagamy sobie nawzajem. Zawsze tak jest.
Czy jest jakiś moment w karierze wojskowej, z którego jesteś szczególnie dumny?
Jest wiele takich chwil. Samo przejście dziesięciotygodniowego szkolenia na początku, które robi z cywila żołnierza – to jeden z moich większych sukcesów. Wiele to dla mnie znaczy. Doprowadziło to choćby do naszego wywiadu. Następne byłoby szkolenie Air Assault – 10 dni, niektórzy mówią najtrudniejsze 10 dni w wojsku, jakie mogą być. A trzecie, z którego jestem dumny, to wygranie zawodów. Nazywają się Combatives, można je porównać do MMA. W tamtym roku w sierpniu udało mi się wygrać mistrzostwo w kategorii indywidualnej oraz jako drużyna reprezentując nasz batalion. To był jeden z momentów, z których jestem najbardziej dumny. W tym roku nie mam możliwości obrony swojego mistrzostwa. Tutaj w Polsce nie ma takich zawodów. Wiem, iż są zwykłe, na które też planuję się zapisać.
Czy masz jakieś pasje poza wojskiem?
Sztuki walki, brazylijskie jiu-jitsu, MMA, boks. Wszystko rozwijało się w Stanach. W liceum zapasy, po zapasach jiu-jitsu wpadło mi w oko i od tego momentu to robię. To jest taki sport, który pokochałem od razu.
I jakoś znajdujesz czas po służbie, żeby trenować?
Tak, trzeba się utrzymywać w formie. W wojsku mamy testy sprawnościowe, które musimy przejść dwa razy do roku. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna, ale poza sportem… Lubię ciszę i spokój. Lubię spędzać czas pośród natury, zieleni. Czasami po prostu się tak wyciszyć.
Czy miałeś okazję pozwiedzać okolicę?
Wiem, iż muszę jeszcze lepiej poznać Powidz, a nie tylko wyjść parę razy i wrócić na bazę. A okolice – Gniezno, Września – te miejsca są mi znajome. Chciałbym bardziej pozwiedzać Polskę. W Warszawie byłem kilka razy, w Poznaniu też. Powinienem przeznaczyć więcej czasu w zwiedzanie.
Czego Cię nauczyło wojsko nie jako żołnierza, ale jako człowieka?
Może nie tylko wojsko, ale też chyba życie ogólnie – iż trzeba być wdzięcznym za to, co się ma i kim się jest. Docenianie tego, co się ma – czas spędzony ze znajomymi czy z rodziną. W każdej chwili zarówno ja, jak i moi koledzy możemy zostać wysłani w każdą stronę świata. Czy jest w tym trochę niepewności? Może trochę. Ale trzeba się z tym pogodzić, bo wiemy, na co się pisaliśmy. Należy cieszyć się z każdej chwili, którą mamy.
Jak mieszkańcy reagują, kiedy się dowiadują o Twojej historii, iż Polak wyjechał do Stanów, wrócił do Polski?
Zdziwienie jest. Często ktoś próbuje do mnie zagadać po angielsku, a ja odpowiadam po polsku. Od razu jest szok: Ej, co tu się dzieje? Miałem taką sytuację, iż jeden żołnierz był tak zszokowany, iż zapytał kolegę, czy dobrze słyszy. A ja mówię: Tak, dobrze słyszysz. Kamil jestem. Nie wydaje mi się, żeby zdarzało się to często, przynajmniej w bazie w Powidzu, żeby ktoś w mundurze amerykańskim w takim stopniu rozmawiał po polsku.
Co powiedziałbyś młodym ludziom, którzy myślą nad byciem w przyszłości żołnierzem?
Warto. Na przykład: czy jestem pierwszym Polakiem w wojsku amerykańskim? Wątpię. Ale mi się wydaje, iż mogę być dobrym przykładem na to, iż się da. Wojsko może pomóc w różnych kwestiach, szczególnie jeżeli chodzi o przyszłość. Warto spróbować.
Chciałbyś zostać już cały czas w wojsku, czy może w przyszłości myślisz, iż doszłoby do jakiejś zmiany?
Nie jestem na to zamknięty. Chciałbym też wykorzystać wiedzę zdobytą na studiach. Może prowadziłbym własny biznes. Czy będę do emerytury w wojsku? Może tak, może nie. Zastanawiam się, czy wrócić do Polski na stałe. Dużo przeżyłem już w Stanach i trzeba coś zmienić. Taki mam plan, jak to wszystko wyjdzie – nie wiem, ale mam nadzieję, iż się uda.
Czy jakbyś mógł wybrać drugi raz – wybrałbyś wojsko ponownie czy inną ścieżkę?
Poszedłbym do wojska. Może wcześniej zacząłbym myśleć, żeby iść na oficera. Gdybym cztery lub pięć lat temu zadecydował, iż pójdę do szkoły oficerskiej, to w tej chwili byłbym kapitanem. Ale tak nie jest. Może się to w każdej chwili też zmienić. Zobaczymy, co wyjdzie z tego, bo obowiązują dodatkowe szkolenia. Także myślałem nad tym, czy nie iść na oficera, ale jak widać, nie poszedłem jeszcze.
Załóżmy, iż wróciłbyś do Polski w przyszłości i postanowił zmienić swoją karierę, to czy boks, czy jiu-jitsu wyszłoby wtedy na pierwszy plan?
To jest jeden z planów, który bardzo chciałbym zrealizować, ale nie wiem, czy się uda. Akurat sporty, sztuki walki – chciałbym się w tym rozwijać. Na przykład prowadzić własną szkołę, uczyć innych sztuk walki, w szczególności jiu-jitsu lub zapasów.
Martyna Kamińska









