Dwudniowa podróż, zbiegająca się z 70. rocznicą stosunków dyplomatycznych, była czymś więcej niż ceremonialnym odnowieniem przyjaźni dwóch starych cywilizacji. Pekin i Kair zacieśniły partnerstwo strategiczne, ogłosiły pakiet umów gospodarczych wokół Kanału Sueskiego i wydały wspólne oświadczenie, które wprost odnosi się do Gazy, Zachodniego Brzegu i „niebezpiecznej eskalacji izraelskiej”. Dla Jerozolimy to sygnał, iż jej najważniejszy sąsiad i partner z traktatu pokojowego z 1979 r. coraz śmielej równoważy relacje z Waszyngtonem relacjami z Chinami.
Xi wylądował we wtorek wieczorem 1 września na lotnisku w Kairze. Powitał go osobiście prezydent Abdel Fattah as-Sisi wraz z małżonką. Czerwony dywan, żołnierze, zespół tańca ludowego i młodzi Egipcjanie w koszulkach z podobizną chińskiego przywódcy – Kair pokazał, iż wizytę traktuje jako wydarzenie rangi państwowej. Następnego dnia w Pałacu Ittihadija rozległa się salut 21 salw armatnich. Po rozmowach pary prezydenckie zwiedziły Wielkie Muzeum Egipskie, skąd oglądały piramidy w Gizie. Wieczorem 2 września Xi odleciał.
Wizyta odbyła się w cieniu trwającej od końca lutego wojny USA i Izraela z Iranem. Konflikt zakłócił żeglugę w Cieśninie Ormuz i Bab al-Mandab, uderzył w ceny energii i zmusił kraje regionu do ponownego przeliczenia, na kogo mogą liczyć w sprawach bezpieczeństwa. Egipt – od czasów układu w Camp David wciąż jeden z największych beneficjentów amerykańskiej pomocy wojskowej (ok. 1,3 mld dolarów rocznie) – od lat buduje „równowagę strategiczną”: zostaje w orbicie Waszyngtonu, ale systematycznie pogłębia relacje z Pekinem, Moskwą i BRICS.
Xi wykorzystał moment. Wezwał państwa Bliskiego Wschodu, by stały się „gospodarzami własnego losu”, odrzuciły „zewnętrzną ingerencję” i rozważyły nową regionalną „architekturę bezpieczeństwa”. Chiny zadeklarowały gotowość do współdziałania w ochronie szlaków morskich – kwestii palącej po tym, jak wojna ograniczyła ruch przez Ormuz i Czerwoną Morze. Obaj prezydenci wezwali do „rozwiązań dyplomatycznych” i „kompleksowego porozumienia kończącego wojnę”.
Gospodarka była drugim filarem wizyty. Strony ogłosiły uruchomienie trzeciej fazy egipsko-chińskiej strefy przemysłowej w Strefie Ekonomicznej Kanału Sueskiego. Już teraz działa tam około 200 firm z chińskim kapitałem wartym ok. 4 mld dolarów. Nowe inwestycje mają objąć m.in. odnawialne źródła energii, motoryzację, tekstylia i włókna chemiczne. Podpisano też dokumenty dotyczące Inicjatywy Pasa i Szlaku, sztucznej inteligencji, półprzewodników, centrów danych, łańcuchów dostaw oraz rozszerzenia umowy swap walutowego. Egipt chce większej lokalizacji produkcji i rozliczeń we własnych walutach. Chińskie inwestycje w Egipcie szacuje się łącznie na ponad 10 mld dolarów.
Dla Pekinu Kanał Sueski to nie tylko biznes. Gdy inne cieśniny są zagrożone, Suez staje się jeszcze cenniejszą arterią handlu chińskiego. Większy udział Chin w strefie kanału oznacza większy wpływ na jeden z najważniejszych punktów świata.
Najbardziej bezpośrednie reperkusje dla Izraela wynikają ze wspólnego oświadczenia. Chiny i Egipt uznały sprawę palestyńską za „centralną kwestię Bliskiego Wschodu” i powtórzyły, iż sprawiedliwe rozwiązanie powinno opierać się na formule dwóch państw: niepodległej Palestyny w granicach z 1967 r. ze wschodnią Jerozolimą jako stolicą.
Obaj przywódcy:
-
stanowczo odrzucili wszelkie plany przesiedlenia Palestyńczyków „pod jakimkolwiek pretekstem czy nazwą”;
-
wezwali do utrwalenia zawieszenia broni w Gazie, swobodnego dopływu pomocy humanitarnej i jak najszybszego powrotu Autorytetu Palestyńskiego do Strefy;
-
wyrazili zaniepokojenie „niebezpieczną eskalacją izraelską” na Zachodnim Brzegu i we wschodniej Jerozolimie, wskazując na przemoc osadników, konfiskatę ziemi i budowę osiedli;
-
opowiedzieli się za integralnością terytoriów palestyńskich i obroną mandatu UNRWA.
To język, który Kair stosuje od dawna. Nowością jest to, iż Pekin – stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ i coraz ważniejszy gracz gospodarczy w regionie – powtarza go wspólnie z Egiptem na szczycie państwowym, w momencie gdy Izrael toczy równoległe konflikty i walczy o utrzymanie swobody działania w Gazie oraz na Zachodnim Brzegu.
Co to oznacza dla Izraela
Egipt nie jest dla Izraela zwykłym sąsiadem. Traktat z Camp David, kooperacja wywiadowcza, kontrola półwyspu Synaj, przejście Rafah i rola Kairu jako mediatora w Gazie czynią z Egiptu jeden z filarów izraelskiego bezpieczeństwa. Dlatego Jerozolima obserwuje zbliżenie Kair–Pekin na trzech poziomach.
Dyplomacja i Gaza. Większa chińska obecność przy egipskim stole negocjacyjnym może wzmocnić presję na powrót Autorytetu Palestyńskiego do Gazy, ograniczenie izraelskiej obecności i umiędzynarodowienie odbudowy Strefy. Pekin od lat unika konfrontacji z Iranem i jego siecią proxy, a jednocześnie buduje wizerunek obrońcy sprawy palestyńskiej. Dla Izraela ryzyko polega na tym, iż Chiny zyskają wpływ na kształt powojennego ładu w Gazie, nie biorąc na siebie odpowiedzialności za rozbrojenie Hamasu czy powstrzymanie Teheranu.
Wymiar wojskowy. W sierpniu Egipt gościł drugie już manewry „Eagles of Civilization 2026” z udziałem chińskich myśliwców J-16. W izraelskich kręgach bezpieczeństwa pojawiły się obawy, iż pogłębienie współpracy obronnej – a w przyszłości ewentualne zakupy chińskiego uzbrojenia lub technologii – może osłabić izraelską przewagę jakościową, którą dotychczas wspierały ograniczenia towarzyszące dostawom zachodnim. Egipt zapewnia, iż ćwiczenia mają charakter obronny i nie są skierowane przeciw Izraelowi. Mimo to sam fakt, iż chińskie samoloty operują z baz blisko izraelskiej przestrzeni powietrznej, jest nowym elementem rachunku.
Suez i Morze Czerwone. Tu interesy częściowo się pokrywają. Zarówno Chiny, jak i Izrael potrzebują otwartych szlaków. Pekin zapłacił już wysoką cenę za zakłócenia w Ormuzie mimo bliskich relacji z Teheranem. Chińska deklaracja gotowości do ochrony żeglugi może – jeżeli będzie czymś więcej niż retoryką – ograniczyć ataki na statki. Jednocześnie większy chiński udział w infrastrukturze kanału daje Pekinowi dźwignię, której Izrael nie kontroluje.
Równoległa oś z Jordanią. Tuż przed wizytą w Kairze Xi przyjął w Pekinie króla Abdullaha II. Analitycy izraelscy odczytują to jako próbę zbudowania nowej siatki kontaktów z dwoma arabskimi państwami, które graniczą z Izraelem i odgrywają rolę w sprawach palestyńskich. Stara chińska strategia „przyjaźni ze wszystkimi” pęka pod presją wojny. Pekin szuka więc partnerów, którzy dadzą mu dostęp do regionu bez konieczności wystawiania baz i sojuszy na wzór amerykański.
Dla Izraela najistotniejsze pytanie nie brzmi, czy Egipt „odpłynie” do Pekinu. Brzmi raczej, czy rosnąca chińska obecność w Kairze, w strefie Kanału Sueskiego i przy palestyńskim dossier ograniczy izraelską swobodę działania – w Gazie, na Zachodnim Brzegu i w przestrzeni powietrznej – oraz czy Pekin kiedykolwiek uzna, iż stabilność regionu wymaga konfrontacji z siecią Iranu, a nie tylko apeli o dialog i „nową architekturę bezpieczeństwa”.
Wizyta Xi była krótka. Jej skutki – w dyplomacji, w gospodarce kanału i w izraelskich kalkulacjach bezpieczeństwa – będą się rozciągać znacznie dłużej.












