Zaczęło się od komentarza pod rolką, skończyło życzeniami śmierci

opolska360.pl 2 godzin temu

Wszystko zaczęło się pod koniec lutego. Radni powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego głosowali wtedy nad przeznaczeniem 100 tys. zł na zakup agregatów prądotwórczych na rzecz Ukrainy. Tomasz Scheller – wybrany do rady powiatu z ramienia Śląskich Samorządowców, a w przeszłości radny Kędzierzyna-Koźla, m.in. z ramienia komitetu prezydent Sabiny Nowosielskiej – zaproponował, by za tę kwotę kupić nowe agregaty dla strażaków, a ich używany sprzęt wysłać za wschodnią granicę. Jego propozycja jednak nie została przyjęta.

Po sesji radny nagrał filmik – tzw. rolkę – w którym krótko opisał sytuację i wyraził niezadowolenie z tego, iż jego inicjatywa nie spotkała się z poparciem większości radnych. Na koniec filmu wrzucił kadr z tablicy z wynikami głosowania. Zasugerował też, by w razie spotkania z którymś z radnych mieszkańcy zapytali, dlatego oni głosowali w taki sposób.

– Ja wam tego niestety do końca nie wytłumaczę – skomentował.

Ariadna Miernicka kontra Tomasz Scheller. „Powinnaś chyba zostać radną na Ukrainie”

Rolka radnego Schellera doczekała się blisko 3,5 tysiąca reakcji, ponad 600 udostępnień i blisko 650 komentarzy. Wśród nich był ten Ariadny Miernickiej, radnej powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego z ramienia koalicyjnego komitetu prezydent Sabiny Nowosielskiej oraz Koalicji Obywatelskiej.

„Pamiętam, jak ruszyłeś z pomocą, gdy 4 lata temu Rosja zaatakowała Ukrainę, zrobiłeś kawał dobrej roboty. A teraz, niemal w rocznicę wybuchu wojny, wrzucasz do sieci rolkę z antyukraińskim wydźwiękiem… Szkoda. Jestem niemile zaskoczona…” – napisała.

„Jeśli to, iż wolę wspierać najpierw swoich, a przy okazji Ukrainę jest dla Ciebie antyukraińskie to powinnaś chyba zostać radną na Ukrainie” – odpisał Tomasz Scheller. – „Wiesz na czym polegała między innymi nasza pomoc wtedy? Właśnie na tym, iż jak miałaś coś w domu czym mogłaś się podzielić, a było to choćby używane, to mogłaś im w ramach pomocy to przekazać. Dziś Ty jako radna kupujesz im nowe i wysyłasz, a zostawiasz sobie używane.

Następnie zaproponował Ariadnie Miernickiej, by kupiła za prywatne pieniądze TV, komputer czy auto i wysłała je na Ukrainę zamiast zostawić je sobie, a tam przekazać rzeczy w pełni sprawne.

„To jest moja logika działania, bo patrzę na publiczne pieniądze jak na swoje. Wy niestety nie. W mojej logice nie widzę nic antyukraińskiego” – stwierdził Tomasz Scheller.

„Banderowskie ścierwo” i życzenie śmierci

Nie on jeden odpowiedział Ariadnie Miernickiej. Do jej komentarza pod rolką radnego pojawiło się około 200 reakcji. W dużej mierze hejterskich, nawołujących do przemocy wobec radnej:

  • „Ty normalna jesteś? Czegoś ci w głowie brakuje? On właśnie dobrze myśli, a tobie można zarzucić, iż działasz na szkodę Polski i Polaków”; „Czy wy zj…y pomyślicie w końcu o Polakach?”;
  • „Banderówka. Dlaczego walczysz językiem, a nie czynem na UPAdlinie. Dawaj ze swoich pieniędzy, odczepcie się od Polaków i Polski”;
  • „Wolisz pomagać najpierw obcym zamiast swoim. To może wyp…aj na Ukrainę i zrzeknij się obywatelstwa polskiego”;
  • „Banderowska podpaska”;
  • „Wyp…aj z Polski, Ty banderowskie ścierwo”;
  • „Patrzę tak po Tobie i widzę z kim mam do czynienia. Banderówka, złodziejka, lewaczka, alkoholiczka i manipulatorka. Życzę Ci abyś wpadła pod pociąg”.

To tylko część z komentarzy adresowanych do Ariadny Miernickiej. A oberwało się też radzie powiatu:

  • „Już ktoś w łapę dostał i byli przeciwko dobremu pomysłowi o wymianie na nowe, a używane wysłać do Szoszonów. Lepiej pompować kasę w darmozjadów”;
  • „Mam nadzieję, iż będzie w Polsce wojna i ci biedni Ukraińcy wytną nas wszystkich z wdzięczności. Polacy to idioci, każdy Ukrainiec ci to powie”;
  • „Za takie działanie na szkodę państwa powinna być czapa. Ale tych skorumpowanych skur…ów nikt nie rozliczy”;
  • „Wspierajcie, k…y, jeb…ch upadlińców z własnej kieszeni, a najlepiej wyp…ać na front”.

– Tu nie chodziło o krytykę inicjatywy radnego Schellera w sprawie agregatów. Nie negowałam tego pomysłu. W ogóle się do tego nie odniosłam. Wyraziłam jedynie zawód wydźwiękiem jego rolki. A wylało się na mnie wiadro pomyj – mówi Ariadna Miernicka.

Radna zaznacza, iż czekała cierpliwie na to, aż Tomasz Scheller usunie wulgarne komentarze. Te jednak nie znikały.

– Uznałam, iż nie mogę tego tak zostawić – stwierdza.

Wyzwiska na sesji

Podczas ostatniej sesji rady powiaty kędzierzyńsko-kozielskiego radna odczytała wulgarne wpisy, jakie pojawiły się pod rolką na oficjalnym profilu Tomasza Schellera. Bez cenzury.

– Jednym ruchem radny mógł tę rolkę usunąć, mógł zablokować komentarze. Życzono mi tam śmierci – komentowała Ariadna Miernicka.

– My w szkołach robimy spotkania, mówimy o hejcie, a pan radny pozwala na mowę nienawiści na swoim oficjalnym fanpage’u. Nie pozwólmy, by pogoń za wyświetleniami i sensacją wygrała z podstawowym szacunkiem dla drugiego człowieka. Za treści na profilu odpowiada jego właściciel. To wisi tam miesiąc i nie zniknęło – grzmiała.

Tomasz Scheller odpowiedział, iż nie widzi nic antyukraińskiego w tym, co odpisał radnej. – A co do reszty komentarzy, proszę sprawdzić czy ja pod nimi dawałem lajka bądź skomentowałem. Te osoby są mi osobami nieznajomymi – mówił.

Następnie Tomasz Scheller stwierdził, iż internet ma to do siebie, iż zamieszczane tam materiały mogą komentować różne osoby. Zaznaczył, iż nie widzi w tym nic złego. Powołując się na wolność słowa, argumentował, iż ludzie mogą pisać w sieci „błazenady”. Przekonywał też, iż „głupotą jest czytanie tego tutaj i dawanie potencjalnie poklasku”.

Nie mam zamiaru usunąć tego materiału i będą kolejne. Nie zamierzam też ucinać komentarzy ani pola do wypowiedzi – zapowiedział radny. – A iż większość z nich jest poniżej poziomu i jakiejkolwiek kultury? Nic nie poradzę na to, iż mamy takie społeczeństwo.

Ariadna Miernicka: Tomasz Scheller nie rozumie istoty sprawy

Piotr Jahn, przewodniczący rady powiatu z komitetu SN-KO zwracając się do Tomasza Schellera stwierdził, iż nie rozumie on co to jest wolność słowa.

– Ona kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka – powiedział.

Starosta Artur Maruszczak uznał, iż „granice zostały przekroczone”. – Powinniśmy być odpowiedzialni za to, co możemy wywołać naszym działaniem – mówił. – Tu nie chodzi o to, żeby nie komentować, tylko by zachowywać się odpowiednio w danej sytuacji.

Tomasz Scheller odparł, iż nie po to nagrywa materiały, by blokować ludziom możliwość wypowiadania się. Zapewniał, iż nie popiera hejtu i go nie promuje. Deklarował też, iż nie jest antyukraiński.

– To, co przeczytała koleżanka jest karygodne. Mnie osobiście by to nie ruszyło. Tak aktualnie wygląda internet. Zachęcam do złożenia zawiadomienia na policję. Niech oni zrobią z tym porządek – stwierdził radny.

Ariadna Miernicka uważa, iż Tomasz Scheller nie rozumie istoty zasygnalizowanego mu problemu.

– Tu nie chodzi o jego zdanie na temat agregatów, tylko o to, iż na jego oficjalnym profilu w mediach społecznościowych nie było żadnej reakcji, moderacji i kasowania najgorszych komentarzy – mówi.

– Ja pokazałam jaki jest język internetu, a on zarzuca mi, iż zrobiłam z tego niepotrzebne widowisko. Nie żałuję jednak swojego ruchu. Nie można pozostawiać takich komentarzy bez reakcji – stwierdza radna.

Tomasz Scheller: Nie zamierzam być cenzorem

W rozmowie z „O!Polską” radny powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego utrzymuje, iż Ariadna Miernicka postanowiła z całej sprawy „zrobić show”.

Zwrócenie uwagi na hejt w sieci to coś, czemu przyklaskuję. Jednak skoro tak się tego hejtu bała, to nie powinna z tym czekać przez miesiąc, tylko zgłosić odpowiednim służbom – uważa Tomasz Scheller.

Pytany o to, czy zmienił zdanie i zamierza pousuwać przytoczone przez radną komentarze, Tomasz Scheller odpowiada, iż „nie ma zamiaru być cenzorem w internecie”.

– Nie będę rozstrzygać, czy coś jest dosadnie wyrażoną, ale jednak sensowną opinią, czy może zwykłymi wyzwiskami – mówi samorządowiec.

– Michał Nowak, szef kędzierzyńskiej Koalicji Obywatelskiej w komentarzach na moim profilu określił mnie mianem hipokryty i populisty inspirowanego konfiarską antyukraińską postawą. To już nie jest hejt? Gdybym usunął jego wpis, to zaraz by mi zarzucił, iż boję się dyskusji. Dlatego nie zamierzam nic kasować. Każda osoba powinna odpowiadać w sieci za swoje słowa – argumentuje.

Tomasz Scheller zauważa, iż rolka, wokół której zrobiło się zamieszanie, stała się viralem, pod którym liczba komentarzy rosła lawinowo.

– Aby to obrobić musiałbym poświęcić mnóstwo czasu – przekonuje. – Zresztą, jak już mówiłem, dla mnie to jest wolność słowa i nie zamierzam tego usuwać.

Ekspert: Jest granica wolności słowa

Dr Konrad Ciesiołkiewicz, kierownik Centrum Analiz Społeczeństwa Informacyjnego Uczelni Korczaka, nie ma jednak wątpliwości, iż doszło do przekroczenia granic.

– Każdy właściciel konta w mediach społecznościowych odpowiada za treść komentarzy pojawiających się pod jego wpisami. To właśnie on jest władny te komentarze moderować – argumentuje.

Nie przekonuje go argument o stosowaniu wolności słowa. – Ona kończy się tam, gdzie dochodzi do naruszenia dóbr innej osoby. To już nie jest dyskusja, tylko inwektywy. Kasowanie komentarzy obraźliwych czy nawołujących do przemocy to nie jest cenzura, a elementarna etykieta w sieci. Tej oczekujemy w internecie od wszystkich, a do przestrzegania jej wysokich standardów szczególnie zobowiązane są osoby publiczne – mówi dr Konrad Ciesiołkiewicz.

– Szczególnie, iż brak kasowania wulgarnych komentarzy to częściowe podpisywanie się pod nimi. To przyzwolenie i legitymizacja mowy nienawiści. Nawet, jeżeli prowadzący profil twierdzi coś innego. W tym przypadku otwarto przestrzeń do ataku. Sytuacja jest tak czarno-biała, iż trudno o bardziej wyrazisty przykład – zauważa naukowiec.

– Argument o braku czasu w moderowanie też jest chybiony – kontynuuje dr Konrad Ciesiołkiewicz. – Większa liczba komentarzy oznacza większy zasięg wpisu czy filmu. Kasowanie komentarzy ten zasięg ogranicza. To również trzeba uwzględnić przy ocenie całej sytuacji. A skoro ktoś świadomie nie usuwa nienawistnych wpisów, to bierze za nie odpowiedzialność.

Kierownik CASI na Uczelni Korczaka zaznacza, iż radna, pod adresem której w sieci wylało się wiadro pomyj, powinna zgłosić to administratorowi konta oraz służbom.

– Ale też nie jest to jej obowiązek. Powtórzę się, ale trzeba to podkreślać: pierwszym biorącym odpowiedzialność za komentarze pod wpisem na danym profilu jest ten, który go prowadzi – stwierdza.

Zawsze zaczyna się od słów

Dr Konrad Ciesiołkiewicz zwraca uwagę na konsekwencje tolerowania nienawistnych wpisów w sieci.

– Legitymizowanie takich treści zabija naszą wrażliwość na to, co dzieje się w przestrzeni publicznej. A dopuszczanie do funkcjonowania takich treści otwiera drogę do przekraczania kolejnych kręgów przemocy – mówi.

– Pierwszym etapem jest język. I dlatego tak bardzo zwraca się na niego uwagę. Ktoś może powiedzieć, iż to przesada. Ale doświadczenia historyczne pokazują, iż wszystko zaczyna się właśnie od niego. Potem przychodzi unikanie pewnych osób, następnie jest nękanie i szykany. A później następuje przemoc fizyczna. Dlatego brak tamy na nienawistny język to otwarcie bram dla kultury przemocy – argumentuje dr Konrad Ciesiołkiewicz.

Trzeba pamiętać, iż za sporą część komentarzy w mediach społecznościowych odpowiadają boty – nie prawdziwi ludzie, a programy komputerowe mające ich imitować, pisząc we wskazany sposób oraz promując określoną wizję świata. Wedle ostatnich szacunków nawet połowę komentujących w mediach społecznościowych mogą stanowić boty.

– To kilka zmienia. Nawet, jeżeli boty piszą, to również ludzie to czytają. Także osoby młode. A to niebezpieczne o tyle, iż z naszych badań wynika, iż młodsi użytkownicy starając się określić to, co jest prawdą, kierują się „społecznym dowodem słuszności”. To działa w ten sposób, iż jeżeli coś jest popularne i ma dużo komentarzy określonych w jedną stronę, to oznacza, iż właśnie ta dominująca wizja jest prawdziwa. Już teraz widzimy, jak to jest niebezpieczne. jeżeli nie damy temu odporu, choćby poprzez pilnowanie kultury słowa w komentarzach, to będzie tylko gorzej – stwierdza dr Konrad Ciesiołkiewicz.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału