Krzysztof Ogiolda: Podczas spotkania w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu, które było premierą pańskiej nowej książki w Polsce, której tematem jest „zamach majowy”, prowadzący je prof. Marek Białokur, zwrócił uwagę, iż na okładce znajduje się most. Ale nie Most Poniatowskiego, na którym doszło do historycznego spotkania Józefa Piłsudskiego z prezydentem Wojciechowskim 12 maja 1926 roku o 17.00. Widzimy na niej Most Kierbedzia.
Prof. Andrzej Chwalba: Most Poniatowskiego jest podręcznikowy. Ale tam naprawdę nic takiego się nie wydarzyło. Rozmowa obu panów trwała zaledwie trzy minuty. Nie bardzo wiemy, o czym rozmawiali, bo znamy tylko relację prezydenta Wojciechowskiego. Ponieważ na Moście Poniatowskiego od strony Warszawy stali żołnierze, Piłsudski nie mógł tamtędy wjechać do stolicy – tak jak chciał – z kawalerzystami i orkiestrą wojskową prosto do Belwederu. Zamierzał tam ponownie rozmawiać z prezydentem i zmusić go, by zdymisjonował rząd Witosa.
Ten rząd istniał raptem niecałe trzy doby. Z konieczności Marszałek skierował się na Most Kierbedzia. Pomysł z tym właśnie mostem, graniczącym ze Starym Miastem, na okładce pochodzi od wydawnictwa. Zdjęcie pokazuje moment przed rozpoczęciem działań zbrojnych. Stoją na nim żołnierze strony rządowej, ale nie wiedzą, co będzie dalej. My już wiemy, iż za godzinę, dwie rozpoczną się tutaj działania wojenne.
– Proszę mi pozwolić wrócić na Most Poniatowskiego i do osób, które tam Marszałkowi towarzyszą…
– Najbardziej znany jest generał Gustaw Orlicz-Dreszer. To był jeden z najzdolniejszych polskich oficerów okresu międzywojennego. Został niespodziewanie szefem sztabu, improwizowanej grupy bojowej, którą kierował Piłsudski. Był postacią tragiczną. Zginął w katastrofie lotniczej w Gdyni w 1936 roku. Drugą ciekawą postacią jest podpułkownik Kazimierz Stamirowski. adekwatnie ogółowi nieznany. A warto go zapamiętać.
Jego koszary znajdowały się dosłownie o rzut beretem od Sulejówka, w Mińsku Mazowieckim. To był ukochany pułk Piłsudskiego, który w ogóle kochał kawalerzystów i piękne konie. Kiedy Kasztanka, najbardziej znany w dziejach polskiej kawalerii koń Piłsudskiego, skończył życie, został wypatroszony, a to, co z niego wydobyto, zostało pochowane na terenie koszar 7. Pułku Ułanów. To było wielkim wyróżnieniem.
– Czym się zapisał w historii Stamirowski?
– To on w zasadzie rozpoczął bunt, który doprowadził do przewrotu. Powiedział, iż dla niego miłość i przywiązanie do Marszałka są ważniejsze niż Rzeczpospolita. Był zdeklarowanym piłsudczykiem, ale wielkiej kariery w wojsku nie zrobił.
– Prezydent Stanisław Wojciechowski i Józef Piłsudski byli przyjaciółmi, towarzyszami walki, spali pod jednym kocem. Krótka zdawkowa, rozmowa na moście – a tak naprawdę zamach dokonany przez Marszałka w tych dniach majowych – podzieliły ich definitywnie…
– To była bardzo mocna przyjaźń, taka męsko-męska. Oparta na solidnych fundamentach: politycznych, ideowych i towarzyskich. Wydawali razem i przemycali podziemne pismo „Robotnik”. Żony obu panów znały się doskonale. Ale polityka doprowadziła do całkowitego zerwania tych silnych więzi. Wojciechowski nigdy się już z już z Piłsudskim nie spotkał.
Obaj dali się tak wciągnąć w wir historii – a sami ją tworzyli – iż normalne funkcjonowanie stało się między nimi niemożliwe. To mnie w tej historii zafascynowało: Co musi zaistnieć i zaiskrzyć między ludźmi, żeby zakończyło się utratą przyjaciela. A ponieważ konflikt dotyczył osób, które grały w najwyższej polskiej lidze politycznej, ucierpiała na ich sporze także Rzeczpospolita.
– Piłsudski domagał się obalenia rządu Witosa, który premierem został już po raz trzeci.
– Witos trochę się bał tej nowej starej roli. To był rzeczywiście jego trzeci rząd, a już drugi nie został dobrze zapamiętany. Zwłaszcza przez lewicę i piłsudczyków. Mówiono o krwawym Witosie, o tym, iż ma na rękach krew niewinnych robotników Krakowa w roku 1923. W okresie PRL-u te wydarzenia nazywano choćby powstaniem krakowskim, powstaniem pracującego ludu przeciw niedobremu prawicowemu rządowi.
– Utrwalił się obraz Piłsudskiego przed zamachem jako samotnika, który tkwi zamknięty w dworku w Sulejówku, z dala od świata.
– On sugerował odsunięcie się w cień właśnie po tym, jak powstał pierwszy rząd Chjeno-Piasta w maju 1923 roku. W tym rządzie byli politycy, którzy zdaniem Piłsudskiego byli odpowiedzialni za stworzenie atmosfery prowadzącej do zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza i do jego śmierci. Uważał, iż będąc szefem sztabu i jednej z rad wojskowych nie będzie umiał się z tymi ludźmi spotykać ani im służyć. Jego odsunięcie się było protestem przeciwko tym ludziom.
Natomiast żadnym samotnikiem nie był. To była propaganda. Sam „sprzedawał” taki obraz, iż siedzi w domu, pije herbatkę, układa pasjanse, chodzi do ogródka, bawi się z córkami. I odwiedza sąsiada, przyjaciela, pierwszego premiera rządu polskiego w II RP Jędrzeja Moraczewskiego. W rzeczywistości jeździł po kraju, otwierał rozmaite instytucje i tworzył relacje z ludźmi. Uczestniczył w zjazdach legionistów.
Prof. Andrzej Chwalba i jego najnowsza książka, której tematem jest „zamach majowy”. Fot. KOGDo Sulejówka przybywały tłumy. Swoje imieniny uczynił wydarzeniem państwowym. Młodzież, strzelcy – 16-18-letni chłopcy, dziewczęta również – biegli z Warszawy 30 kilometrów, żeby się Marszałkowi pokłonić. Piłsudski konsekwentnie promował siebie. I to, iż wciąż jest potrzebny. Zamieniał legendę na powolne otwieranie się Polski na jego ponowną obecność w polityce.
Sytuacja jest taka: Kolejne rządy się kompromitowały. Im dłużej rządziły, tym gorzej. Ludziom doskwierały przekręty, korupcja polityczna, przejmowanie kontroli nad firmami państwowymi dla własnych korzyści itd. Więc rosło w społeczeństwie przekonanie, iż przyjdzie czas na Marszałka. Niektórzy czekali na niego jak na Mesjasza. jeżeli ówczesną Polskę traktować jako giełdę polityczną, akcje Piłsudskiego szły w górę, a Witosa i środowisk centrowo-prawicowych spadały. Wiosną 1926 roku miała miejsce ostra walka polityczna. O wiele ostrzejsza niż obserwujemy to obecnie.
– Legenda Piłsudskiego nie chroniła go od ataków?
– W 1920 roku, kiedy wracał spod Kijowa, pisano o nim, iż jest największym wodzem od czasów Aleksandra Macedońskiego. Teraz marszałek Senatu Wojciech Trąmpczyński nazwał go nieukiem. W najlepszym razie chciano go wysłać na emeryturę. Ale on czuł, iż jego popularność i znaczenie rosną.
– Dlaczego Witos, skoro miał za sobą złe doświadczenia 1923 roku, w ogóle został premierem?
– Prezydent Wojciechowski szukał kandydatów na ten urząd. Lasu rąk chętnych polityków nie było. Proponował go sześciu kolejnym kandydatom, ale żaden z nich nie miał szans na stworzenie rządu. W końcu piłka wróciła do Witosa. Wojciechowski nie był jego entuzjastą. Ale zdawało się, iż władza leży na ulicy. Witosowi wystarczy się po nią schylić.
I w tym momencie Witos popełnił błąd. Jednej z gazet warszawskich udzielił wywiadu, który był prowokacją. „Niechże wreszcie Marszałek Piłsudski wyjdzie z ukrycia, niechże weźmie do współpracy wszystkie czynniki twórcze, którym dobro państwa leży na sercu. jeżeli tego nie zrobi, będzie się musiało mieć wrażenie, iż nie zależy mu naprawdę na uporządkowaniu stosunków w państwie”. Jeszcze mocniej zabrzmiał fragment wywiadu, który ostatecznie w druku się nie ukazał, ale do opinii publicznej przeniknął: ”Mówią, iż Piłsudski ma za sobą wojsko. jeżeli tak, to niech bierze władzę siłą. Ja bym się nie wahał tego zrobić”.
– Co na to Marszałek?
– Piłsudski natychmiast Witosowi odpowiedział wywiadem którego udzielił „Kurierowi Porannemu” 10 maja. Miał się on ukazać dzień później. Znalazły się w nim słowa: „Staję do walki (…) z głównym złem państwa; panowaniem rozwydrzonych partii i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści”. Nakład z wywiadem został zatrzymany decyzją komisarza Rządu Miasta Stołecznego Warszawy. Niemniej szereg egzemplarzy dotarło do czytelników. Wywiad przedrukowały niektóre dzienniki poza stolicą. W efekcie przeciwnicy rządu bili w Witosa jak w bęben.
– Podtytuł pańskiej książki: Zamach, którego miało nie być” przeczy popularnej opinii, iż przewrót był przez Piłsudskiego przygotowywany wcześniej, co najmniej od wspomnianego 1923 roku. Pan profesor stoi na stanowisku, iż to miała być tylko demonstracja w wojskowej asystencji. A decyzję o niej Piłsudski podjął w ostatniej chwili.
– W niektórych podręcznikach i w Wikipedii jest informacja, iż Piłsudski odkąd rezygnuje z funkcji państwowych, czyli od 1923 roku, myśli o zbrojnym przejęciu władzy. Nie ma żadnego dowodu, iż przygotowywał wówczas zamach. Zastanawiam się, kto to w ogóle wymyślił. On był wtedy formalnie prywatną osobą. Nikt by mu tych pułków, by je przygotowywał do zamachu stanu, nie dał.
Pisano też, iż Piłsudski gromadził w Rembertowie liczne wojska. Już od wiosny 1926 roku. W Rembertowie ćwiczyli podchorążacy z dwóch szkół podchorążych, ale obie te szkoły stanęły akurat po stronie rządu Witosa. 15 listopada 1925 w dworku Marszałka „Milusin” w Sulejówku spotyka się około tysiąca oficerów. Tam wspomniany na początku naszej rozmowy generał Orlicz-Dreszer mówił głośno, iż te szable są do dyspozycji Piłsudskiego. Marszałek zostawił to wtedy bez komentarza.
– Czego tak naprawdę chciał Piłsudski?
– Chciał mieć ustawę wojskową, która da mu silną władzę, by mógł być naczelnym wodzem. On chciał się zajmować wojskiem. Wtedy chyba więcej nie pragnął. Nie znał się na służbie zdrowia ani na edukacji i to go nie interesowało. Po drugiej stronie nie było woli politycznej, żeby mu dać cokolwiek. Nie było woli do kompromisu.
Tak bywało w historii wiele razy: Jak się jedna i druga strona okopie, to Rzeczpospolita na tym cierpi. W takim klimacie 11 maja 1926 roku w nocy Marszałek podjął decyzję, iż rano pojedzie wraz z adiutantem do swojego przyjaciela, prezydenta Stanisława Wojciechowskiego i spróbuje wymusić na nim zdymisjonowanie rządu Witosa i powołanie na premiera profesora Politechniki Lwowskiej Kazimierza Bartla.
Był to liberał i demokrata, przyjaciel Marszałka. To było prawnie możliwe, choć byłaby to, jak zwykło się mówić w latach 90., falandyzacja prawa. Piłsudski miał zamiar przeprowadzić szybką akcję. Kiedy żona pytała: Ziuk, kiedy wrócisz na obiad?, odpowiedział, iż o 13.00. Potem telefonicznie przesunął obiad na 15.00.
– Spotkali się dopiero o 17.00 na moście. Tyle trwało, aż wrócił prezydent, bo o zamiarach Piłsudskiego nie wiedział. Wybrał się na polowanie do Spały.
– Wojciechowski mówił potem, iż sam Duch Święty go natchnął na ten wyjazd. Ponieważ Piłsudski spodziewał się, iż to będzie trudna rozmowa, podążali za nim ułani z tego słynnego pułku, do którego przekazano szczątki Kasztanki. Szli z ostrą amunicją i z… orkiestrą wojskową. Chodziło o to, żeby było głośno, a Wojciechowski widział i słyszał, iż wojsko jest z Marszałkiem i prezydent adekwatnie nie ma pola manewru. To była presja psychologiczna, czyli – jak to później Piłsudski określił – demonstracja w asystencji wojskowej. A skoro miała to być demonstracja, to nie było żadnych planów, taktyki.
Dopiero po południu kupiono kilka planów Warszawy, żeby te oddziały, które zaczęły na pomoc Piłsudskiemu przybywać, wiedziały, którędy mają się po mieście poruszać. To była kompletna improwizacja, jak u Mickiewicza. Marszałek miał jedną ideę: Wyrzucić Witosa. Nad tym, czy jego następcę, Bartla zaakceptuje Sejm i nad innymi szczegółami, prawdopodobnie w ogóle się głębiej nie zastanawiał.
– Do bilansu przewrotu majowego należy 379 ofiar śmiertelnych, blisko tysiąc rannych…
– Taki był efekt bratobójczego konfliktu. Padały strzały, które nie powinny były paść. Mundury mieli wszyscy takie same, co powiększało liczbę ofiar. Dopiero trzeciego dnia zaczęto myśleć o jakichś odróżniających opaskach. Toteż nierzadko rządowi strzelali do rządowych, a piłsudczycy do piłsudczyków. W efekcie był to przed rokiem 1939 zamach z największą liczbą ofiar w Europie.
– Bohaterami przewrotu majowego są nie tylko osoby z pierwszych stron gazet. 12 maja wieczorem na Trakcie Królewskim w stronę Belwederu napierali zwykli ludzie, by dopaść Witosa i Wojciechowskiego. Na ile ci anonimowi obywatele przechylili szalę zwycięstwa na korzyść Marszałka?
– Cywile formalnie nie brali udziału w walce. Ale wielu – przede wszystkim ludzie lewicy – żądało od wojskowych broni, bo chcieli się bić przeciw złemu rządowi Witosa. W latach 20. dokonała się na warszawskich ulicach ważna zmiana. W 1922 rządziła nastrojami tłumów Narodowa Demokracja. Miała przytłaczającą przewagę. Narutowicz i Piłsudczycy czuli się, jakby byli w obcym mieście.
W 1926 roku nastroje się odwróciły. Zmiany w Polsce – poza reformą walutową – przebiegały bardzo wolno. Ludzie nie mieli poczucia, iż im się żyje lepiej. Na ile to była obiektywna prawda, to jest inna sprawa. Decydowały emocje. Więc jak doszło do działań wojennych, wielu ludzi kibicowało Marszałkowi. Traktując przewrót majowy trochę jak spektakl. Chcieli pomóc. Kopali rowy, zrywali kostkę i bruk. Donosili amunicję, wynosili rannych. Wielu cywilów przy tym zginęło.
Zdarzało się, iż cywile brali żołnierzy strony rządowej do niewoli i prowadzili ich jako jeńców. Ich pomoc była istotna, czasem przesądzająca. A przede wszystkim tworzyła atmosferę. Władysław Anders, już wtedy wybitny oficer i szef sztabu wojsk rządowych, mówił: Walczyliśmy nie tylko jak w obcym mieście, ale jak w mieście wrogim. Te nastroje działały nie tylko na wojska rządowe, ale i na rząd obezwładniająco. Piłsudski miał intuicję polityczną. Wyczuwał doskonale te nastroje ulicy. Co nie zmienia faktu, iż takie podniesienie ręki na państwo, złamanie prawa, złamanie przez żołnierzy przysięgi, było z punktu widzenia praworządności czymś nie do przyjęcia.
– Często zamach majowy wymienia się jednym tchem z marszem Mussoliniego na Rzym w roku 1922 i puczem monachijskim Hitlera w 1923. To Piłsudskiemu chluby nie przynosi.
– Taka jest uroda akcji tego rodzaju. Pucz monachijski przygotował kwatermistrz generalny cesarskiej armii, prawicowy polityk Erich Ludendorff. Naziści niemieccy próbowali przy tej okazji coś dla siebie ugrać. O tyle im się udało, iż przywódcy zostali uwięzieni. Wódz pisze w więzieniu „Mein Kampf”. Marsz na Rzym z różnych rejonów Italii, czarne koszule, to działało na wyobraźnię. A w mediach świetnie się sprzedawało.
– Czym pan profesor tłumaczy to, iż także wojsko znacznie liczniej przyjechało do Warszawy na pomoc Piłsudskiemu niż rządowi.
– To da się wytłumaczyć miłością. Żołnierze tak wierzyli w gwiazdę Piłsudskiego, iż byli przekonani, iż on zawsze ma rację. W tym wypadku też. jeżeli on wzywa do czynu, my idziemy za nim. Natomiast wśród żołnierzy wojsk rządowych, podkreślę raz jeszcze, nie było widać determinacji, może poza podchorążakami.
– Kiedy przewrót majowy się dokonał, Piłsudski nie został dyktatorem – choć w odezwach do mieszkańców niektórzy generałowie to zapowiadali – ani choćby prezydentem. Tę funkcję objął Ignacy Mościcki.
– Lewica i prasa zachodnia komentująca zamach były przekonane, iż Marszałek rozpędzi Sejm i Senat, zarządzi nowe wybory, a choćby zmieni konstytucję, pisząc nową na kolanie. Tymczasem formalnie Piłsudski był przez cały czas zwykłym szarym człowiekiem, a potem w kolejnych rządach ministrem spraw wojskowych. Ale na wszystkich zdjęciach z tego czasu stoi w centralnym miejscu. Żeby było widać, kto tu rządzi.
– Ale po 1926 roku Polska się zmienia. To po przewrocie – a jeszcze za życia Piłsudskiego – ma miejsce proces brzeski, powstaje obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej, czyli to, co stało się symbolem rządów sanacyjnych.
– To wszystko, o czym pan mówi, się wydarzyło, ale nie nagle. To był proces pełzający. Europa dojrzewała do coraz bardziej gwałtownych zmian. W niektórych krajach prowadziły one ku rozwiązaniom totalitarnym, w innych ku autokratycznym. Piłsudski też ku autorytaryzmowi dojrzewał. Tyle iż on wyciszał treści nacjonalistyczne. One dojdą do głosu dopiero po jego śmierci.
Ale Brześć jest cezurą, bo to tam dopuszczono się przemocy wobec tych, którzy mieli inne zdanie. I zrobiono to w oparciu o sfingowane materiały. I próbowano ich wyeliminować z życia politycznego. Niemniej za życia Piłsudskiego, choć władza próbowała w różne sfery życia ingerować, mieliśmy w Polsce autokratyzm w wersji light lub soft.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania









