- Próbuję to zakończyć i to tego nie ułatwia - powiedział Donald Trump, pytany o to, czy można określić Władimira Putina osobą odpowiedzialną za kontynuację wojny w Ukrainie. Amerykański prezydent wskazał jednocześnie, iż rozważa możliwość przywrócenia sankcji na rosyjską ropę naftową.
Zapytali Trumpa o winnego kontynuacji wojny w Ukrainie. Tak odpowiedział

Trump był pytany o wojnę w Ukrainie podczas spotkania z premierem Indii Narendrą Modim podczas szczytu G7 w Evian-sur-Bains . W odpowiedzi na pytanie, czy uważa Putina za "bardziej odpowiedzialnego za wojnę" od Zełenskiego, odparł, iż "nie chce tego komentować" - Próbuję to zakończyć i to tego nie ułatwia - stwierdził.
Zapytany o swoją wtorkową rozmowę z prezydentem Ukrainy, powiedział, iż była bardzo dobra, ale dodał, iż dobrą rozmowę odbył również z Putinem.
Zadali Trumpowi pytanie o Putina. Unikał odpowiedzi
- Zakończyłem osiem wojen i szczerze mówiąc, myślałem, iż ta będzie jedną z łatwiejszych, ale oni nie przepadają za sobą zbytnio i to znacznie utrudnia sprawę. Miałem jednak dwie dobre rozmowy z prezydentem Zełenskim i prezydentem Putinem - zaznaczył.
Trump zadeklarował też, iż "przygląda się" kwestii przywrócenia sankcji na rosyjską ropę naftową. Obecna licencja zawieszająca sankcje na rosyjską ropę załadowaną na statki przed 16 kwietnia 2026 r. wygasa w środę. Prezydent zasugerował, iż dalsze kroki będą zależeć od cen surowca.
ZOBACZ: Ukraińcy chcą zmiany władzy. Sondaż nie pozostawia wątpliwości
- Przyglądamy się temu. Patrzymy, jak bardzo spada cena ropy. Myślę, iż teraz spadła do 74-75 (dolarów za baryłkę). Więc spada, niedługo osiągnie poziom sprzed czterech miesięcy - powiedział.
Fakt, iż Donald Trump nie potrafił jednoznacznie wskazać, kto ponosi odpowiedzialność za trwającą już ponad cztery lata wojnę w Ukrainie, odnotowały rosyjskie media państwowe.
"Prezydent USA Donald Trump odmówił określenia, kogo konkretnie - Moskwę czy Kijów - uważa za odpowiedzialnego za kontynuację konfliktu zbrojnego w Ukrainie oraz rzekomą niechęć do zawarcia porozumień pokojowych" - czytamy w jednej z agencji propagandowych Kremla.
Zełenski wzywa do negocjacji. Zagroził Moskwie konsekwencjami w przypadku odmowy
Wołodymyr Zełenski po raz kolejny wezwał Władimira Putina do podjęcia negocjacji. Zaznaczył, iż muszą się one odbyć przed nadchodzącą zimą, w przeciwnym razie Moskwa poniesie konsekwencje. W przemówieniu wygłoszonym na jednej z konferencji w ramach szczytu G7 ukraiński przywódca oświadczył, iż rozmowy mogłyby się odbywać w państwie trzecim: Szwajcarii, Turcji, USA lub jednym z państw Bliskiego Wschodu.
- To była dla nas straszna zima, oczywiście nie chcemy przechodzić przez kolejną taką zimę. Rosja musi wiedzieć, iż mieliśmy okropną zimę i iż dla nich też nie będzie to łatwe - cytuje Zełenskiego "The Guardian".
ZOBACZ: Rosjanie chwalą się "superrakietą". Hybryda pocisku manewrującego i bomby burzącej
Prezydent Ukrainy potwierdził również, iż niedawno omawiał swoje propozycje z rosyjskim oligarchą Romanem Abramowiczem. Zełenski oznajmił też, iż sugerował Putinowi dołączenie do rozmów na szczycie G7, choć Kreml we wtorek temu zaprzeczył.










