Bułgarski patolog Marko Markow, który wiosną 1943 roku jako członek Międzynarodowej Komisji Lekarskiej badał groby katyńskie, stojąc przed trybunałem norymberskim jako świadek, wielokrotnie mijał się z prawdą. Choćby wtedy, gdy stwierdzał, iż ciała polskich oficerów spoczywały w ziemi od jesieni 1941 roku, co by oznaczało, iż zostali zamordowani przez Niemców.
Członek Międzynarodowej Komisji Lekarskiej – doktor Vincenzo Palmieri, profesor medycyny sądowej i kryminologii na Uniwersytecie w Neapolu, dyktujący wyniki oględzin ciała swojej asystentce Marii Pietras.
O zbrodni katyńskiej świat dowiedział się w kwietniu 1943 roku. Sprawę masowych grobów nagłośnili Niemcy niedługo po ich odkryciu w Lesie Katyńskim w okolicach Smoleńska. W celu zbadania odnalezionych szczątków Niemcy zdecydowali się powołać Międzynarodową Komisję Lekarską, w której znaleźli się eksperci z 12 państw – w szczególności tych, które w jakiś sposób były związane z Rzeszą, a mianowicie z Belgii, Protektoratu Czech i Moraw, Danii, Finlandii, Bułgarii, Holandii, Jugosławii, Rumunii, Słowacji, Węgier, Włoch oraz neutralnej Szwajcarii.
Wysłani z tych państw specjaliści spędzili w Katyniu pod koniec kwietnia 1943 roku trzy dni. Przeprowadzali ekshumacje, dokonywali autopsji, badali znalezione w dołach śmierci przedmioty. Na podstawie tych badań sporządzili protokół stwierdzający, iż znajdujące się w masowych grobach ofiary zostały zamordowane wiosną 1940 roku. Tereny te znajdowały się wówczas w granicach Związku Sowieckiego, co oznaczało, iż winę za zamordowanie tysięcy polskich oficerów ponosi Moskwa.
W przeprowadzonej po wojnie rozmowie z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, dziennikarzem, ale też więźniem Gułagu, włoski delegat Międzynarodowej Komisji Lekarskiej Vincenzo Palmieri zaznaczył: „Nikt z naszej dwunastki nie miał żadnych wątpliwości, nie padło ani jedno zastrzeżenie. […] Redagowaliśmy orzeczenie do trzeciej nad ranem, żeby uzgodnić najdrobniejsze poprawki i niuanse wszystkich sygnatariuszy. Orzeczenie jest niepodważalne. […] Zbrodnia była sowiecka, nie ma dwóch zdań”. Gdy komisja zakończyła w Katyniu prace, eksperci z 12 państw – włącznie z Markowem, złożyli swój podpis pod protokołem. Sprawa była jasna: zgadzali się z zawartymi w nim wnioskami, zwłaszcza dotyczącymi tego, kto za śmierć polskich żołnierzy odpowiada.
Sowieckie manipulacje
Prokurator Jurij Pokrowski, zastępca głównego oskarżyciela ze strony Związku Sowieckiego, występując 14 lutego 1946 roku przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze, przedstawił obszerny katalog niemieckich zbrodni na jeńcach wojennych. Do listy zarzutów dołączył oskarżenie o szczególnym ciężarze gatunkowym: niemiecką odpowiedzialność za masową egzekucję polskich oficerów w Lesie Katyńskim. Zgodnie z sowiecką tezą zbrodni tej mieli dokonać we wrześniu 1941 roku żołnierze niemieccy z – jak to ujęto w dokumentacji oskarżenia – „537 batalionu roboczego” (w rzeczywistości mowa o 537 Pułku Łączności), stacjonującego rzekomo w rejonie Katynia.
W akcie oskarżenia Pokrowski powołał się na wnioski tzw. komisji Burdenki. Zespół kierowany przez chirurga Nikołaja Burdenkę władze stalinowskie powołały w styczniu 1944 roku, kilka tygodni po odbiciu Smoleńszczyzny z rąk Wehrmachtu. Raport opracowany przez komisję służył usankcjonowaniu kłamstwa katyńskiego: zawierał wiele spreparowanych dowodów – w tym sfałszowane daty na dokumentach znalezionych przy ofiarach oraz wymuszone zeznania rzekomych świadków – które miały jednoznacznie potwierdzać niemiecką odpowiedzialność za zbrodnię.
Jednocześnie sowiecka propaganda bezpardonowo atakowała wcześniejsze ustalenia Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, powołanej przez Niemców w 1943 roku. Fakt, iż za pierwszymi ekshumacjami w Lesie Katyńskim stała III Rzesza, był dla Moskwy wygodnym pretekstem do oskarżania zachodnich ekspertów o uleganie „goebbelsowskiej propagandzie”.
Nie ta pora roku
Przesłuchania związane z wątkiem katyńskim odbywały się w pierwszych dniach lipca 1946 roku. Przed trybunałem w Norymberdze stanęli świadkowie strony niemieckiej, wśród nich płk Friedrich Ahrens, dowódca 537 Pułku Łączności Grupy Armii Środek. On i jego podwładni udowodnili, iż jesienią 1941 roku ich jednostka nie dysponowała zapleczem logistycznym do przeprowadzenia masowej egzekucji. Zresztą sam Ahrens objął dowodzenie dopiero pod koniec listopada tego roku, czyli jakieś dwa miesiące po czasie, kiedy, zdaniem Sowietów, doszło do zbrodni.
Z lewej w mundurze Gerhard Buhtz, niemiecki lekarz medycyny sądowej kierujący ekshumacjami w Katyniu. Drugi po prawej od niego (bez kapelusza) Marko Markow.
Własnych świadków powołali także Sowieci – znalazł się wśród nich m.in. jeden z członków komisji Burdenki, prof. Wiktor Prozorowski. W charakterze świadka przesłuchiwany był także przedstawiciel Międzynarodowej Komisji Lekarskiej z 1943 roku – wspomniany dr Marko Markow. Oświadczył on przed trybunałem, iż stan rozkładu zwłok ekshumowanych w Katyniu wskazywał jego zdaniem na to, iż leżały one w ziemi nie dłużej niż półtora roku (chodziłoby zatem o jesień 1941 roku, czyli czas okupacji niemieckiej).
Powiedział także, iż protokół wskazujący Sowietów jako sprawców podpisał pod wyraźną niemiecką presją, w obawie o swe życie. W toku przesłuchań przyznał jednak, iż ciała pochowanych oficerów miały na sobie odzież zimową, co stało w sprzeczności z sowiecką tezą, iż polskich żołnierzy Niemcy mieli rozstrzeliwać na przełomie sierpnia i września 1941 roku.
Zeznania Markowa jako bezpośredniego uczestnika ekshumacji w 1943 roku miały być koronnym dowodem na potwierdzenie sowieckiej wersji wydarzeń. Okazały się jednak niespójne z zeznaniami innych przesłuchiwanych, dokumentami i ustaloną chronologią. Podczas pobytu w Katyniu pod koniec kwietnia 1943 roku Markow miał okazję dokładnie obejrzeć miejsce pochówku polskich żołnierzy oraz zapoznać się z dokumentami i gazetami, które zostały z już odsłoniętych grobów wydobyte.
Przeprowadził autopsję jednego ekshumowanego ciała o numerze 827 (zwłoki miały przed identyfikacją nadawane kolejne numery). W dokumentach opublikowanych przez Niemców po zakończeniu prac komisji zostało ono opisane jako osoba o nieustalonej tożsamości, po naramiennikach stwierdzono tylko, iż był to porucznik. Po powrocie do ojczystego kraju Markow zajął się pracą zawodową. Problemy zaczął mieć jesienią 1944 roku. Wspierani przez Sowietów komuniści bułgarscy rządzili już wtedy w kraju. Mając za sobą potęgę Armii Czerwonej, która zajęła Bułgarię praktycznie bez jednego wystrzału, zaprowadzali stalinowskie porządki. Aresztowany Markow stał się dla wszechwładnych w ówczesnej Bułgarii służb sowieckich niezwykle cenną zdobyczą.
W lutym 1945 roku Markow został przed sowieckim z ducha trybunałem ludowym oskarżony o to, iż stał się narzędziem „faszystowskiej manipulacji” w sprawie zbrodni w Katyniu. Odpowiednio urabiany przez sowieckich specjalistów od przesłuchań, odwołał pierwotne ustalenia z kwietnia 1943 roku. Przedstawił natomiast argumenty zgodne z sowiecką wersją wydarzeń według raportu Burdenki, który o dokonanie zbrodni obwiniał Niemców. To wystarczyło: został w procesie oczyszczony z zarzutów i uwolniony.
Na korzyść Markowa zadziałało także to, iż nie udzielał wywiadów prasie ani radiu, tzn. nie uczestniczył w propagandowych akcjach – tak argumentował trybunał ludowy – podejmowanych przez hitlerowskie Niemcy wobec Związku Sowieckiego. Zeznania złożone przed trybunałem ludowym w Sofii powtórzył następnie podczas procesu w Norymberdze. Tam jednak przesłuchiwali go nie sowieccy oficerowie służb, którzy wiedzieli, co ma mówić, ale prawnicy, a ci dostrzegli w jego zeznaniach sporo sprzeczności.
Znaczące milczenie
Niespójność zeznań sowieckich świadków wzbudziła u sędziów trybunału norymberskiego głęboki sceptycyzm. Obawiali się oni, iż szczegółowe badanie tego wątku może doprowadzić do otwartego konfliktu z ZSRS. Ostatecznie trybunał, nie chcąc bezpośrednio oskarżać sojusznika o zbrodnię, zastosował unik: całkowicie pominął Katyń w wyroku końcowym. Niemcy nie zostali zatem oskarżeni o dokonanie tej zbrodni, a sowiecka wersja wydarzeń nie została przyjęta i usankcjonowana. Trybunał nie odważył się jednak wskazać winy Związku Sowieckiego – zbrodnia katyńska nie została zatem podczas procesów norymberskich rozliczona, sprawcy natomiast pozostali na wolności.
Z drugiej strony w ówczesnych uwarunkowaniach odrzucenie sowieckiego oskarżenia oznaczało mimo wszystko uznanie sowieckiej odpowiedzialności za zbrodnię katyńską – choć nie wprost. Do jej dokonania władze rosyjskie przyznały się dopiero w początkach lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Bezpośredni inspiratorzy ponoszący odpowiedzialność moralną ani wykonawcy egzekucji żadnej kary nie ponieśli.
Cytaty pochodzą z książki Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, „Dziennik pisany nocą”, z jej fragmentów opublikowanych w piśmie „Kultura” nr 4/367 z 1978 roku.