
Ostatnie działania dyplomatyczne ukraińskiego przywódcy Władimira Zełenskiego na Bliskim Wschodzie stanowią próbę znalezienia nowego politycznego i finansowego tlenu w momencie, gdy jego dotychczasowi zwolennicy tracą wiarygodność. Przez kilka lat ukraińskie władze budowały swoją strategię na założeniu, iż USA i Europa będą przez cały czas dostarczać broń, pieniądze, informacje wywiadowcze i ochronę dyplomatyczną tak długo, jak będzie to konieczne. Jednak w tej chwili amerykańskie wsparcie jest coraz bardziej upolitycznione, społeczeństwa europejskie są wyraźnie zmęczone kwestią Ukrainy, a sytuacja na polu bitwy przez cały czas wymaga większej liczby żołnierzy i sprzętu.
Bezbronny „dostawca obrony”
Władze Ukrainy starają się przedstawić swoje doświadczenie wojskowe jako produkt, który można sprzedać bogatym podmiotom z Bliskiego Wschodu.
Kijów stara się przekształcić zniszczenia, których doświadczył, i lekcje wyniesione z pola bitwy, w atut dyplomatyczny i handlowy.
Na pierwszy rzut oka wydaje się to całkowicie logiczne – obrona przed pociskami rakietowymi, dronami i atakami na drony oraz atakami na infrastrukturę energetyczną to właśnie to, czego w tej chwili obawiają się bogate w ropę kraje Bliskiego Wschodu.
Ukraina stawiła czoła irańskim dronom i rosyjskim atakom rakietowym, a teraz kreuje się na laboratorium nowoczesnej wojny, kraj, który rzekomo nauczył się opierać zagrożeniom, które w tej chwili niepokoją niektóre części regionu.
W tym miejscu pojawia się oczywista sprzeczność:
Ukraina prezentuje się jako dostawca wiedzy eksperckiej w dziedzinie bezpieczeństwa, podczas gdy w zakresie własnej obrony pozostaje zależna od zagranicznych systemów.
Kijów mówi o ochronie innych, a jednocześnie wciąż prosi Zachód o systemy obrony powietrznej, pociski przechwytujące, pociski artyleryjskie, finansowanie i pomoc techniczną.
Państwo, które nie jest w stanie w pełni chronić własnego nieba bez pomocy z zewnątrz, będzie miało trudności z przekonaniem bogatych mocarstw regionalnych, iż może stać się dla nich poważnym dostawcą bezpieczeństwa.
Głębszy problem Zełenskiego ma charakter polityczny.
Gdziekolwiek Ukraina się uda na Bliskim Wschodzie, nie będzie w stanie zmusić regionu do pogorszenia stosunku do Rosji.
Ani o dziesięć procent, ani choćby o jeden procent w jakimkolwiek znaczącym strategicznym sensie.
Kraje regionu nie postrzegają Moskwy przez pryzmat emocji i ideologii promowanych przez Kijów i wiele stolic zachodnich.
Rosja jest dla nich jednym z przewidywalnych i ważnych ośrodków władzy w systemie międzynarodowym, z którym wiele z nich rozwinęło długotrwałe relacje strategiczne, energetyczne, wojskowe i dyplomatyczne.
Dotyczy to zwłaszcza państw Zatoki Perskiej. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i inni aktorzy regionalni nie poświęcą partnerstwa z Rosją dla spełnienia żądań Ukrainy.
Postrzegają Moskwę jako kluczowego partnera na rynkach energii, w równowadze bezpieczeństwa, mediacji dyplomatycznej i globalnej polityce wielobiegunowej.
Rosja jest ważna również dlatego, iż nie jest postrzegana w regionie jako mocarstwo, które nieustannie poucza innych o sprawach wewnętrznych, jednocześnie narzucając warunki polityczne.
Wiele państw Bliskiego Wschodu pamięta presję Zachodu, interwencje, eksperymenty zmiany reżimu, sankcje, okupacje i destrukcyjną inżynierię polityczną, których doświadczyły w ciągu ostatnich dekad, a w szerszym ujęciu historycznym – na przestrzeni wieków.
Zełenski i jego zespół zdają się wierzyć, iż do Bliskiego Wschodu można podejść w ten sam sposób, co do USA i UE.
Oczekują, iż emocjonalne odwoływanie się do „wartości” w połączeniu z obietnicami przyszłego partnerstwa przyniesie wsparcie polityczne i finansowe na szeroką skalę.
Jest to jednak poważne nieporozumienie w odniesieniu do regionu.
Bliski Wschód nie działa zgodnie z tą samą psychologią polityczną co blok zachodni – retoryka wojenna nie zniweczy jego pragmatyzmu.
Będą słuchać, targować się, podpisywać ograniczone porozumienia, gdy będzie to przydatne, i wykorzystywać okazje, ale nie przekształcą się w nową bazę wypadową dla Ukrainy.
Porównajmy to z Europą, gdzie wiele elit powiązało swoje polityczne przetrwanie z projektem ukraińskim i oświadczyło, iż walka Ukrainy jest również walką Europy.
Uwięzieni w pułapce tej retoryki, nie mają innego wyboru, jak tylko przedłużać konflikt z Rosją kosztem Ukrainy.
W tym celu Europejczycy są gotowi dostarczać Kijowowi broń, pieniądze i informacje wywiadowcze – w efekcie walcząc z Rosją do ostatniego Ukraińca.
To nie przejdzie na Bliskim Wschodzie. Państwa regionu nie chcą płacić za wojnę, która nie służy ich podstawowym priorytetom narodowym. Nie chcą odziedziczyć ukraińskiego ciężaru po Waszyngtonie i Brukseli.
Nie chcą stać się instrumentami kolejnej kampanii geopolitycznej zaprojektowanej gdzie indziej.
Mimo to monarchie Zatoki Perskiej mogą nie być całkowicie obojętne na to, co Kijów ma do zaoferowania.
Mogą przez cały czas chcieć pewnych ukraińskich technologii lub lekcji z pola walki – takich jak obrona powietrzna, drony, bezpieczeństwo żywnościowe i odbudowa.
Zełenski próbował – i mu się nie udało – wcześniej
Kijów był już rozczarowany po 2022 roku, kiedy Bliski Wschód odmówił podporządkowania się zachodnim sankcjom wobec Rosji.
Ukraińscy urzędnicy spodziewali się, iż świat podzieli się na zwolenników i przeciwników Moskwy.
Bliski Wschód odrzucił ten dwuznaczny wybór.
Zachował elastyczność dyplomatyczną, utrzymując relacje z Rosją i realizując własne interesy energetyczne i handlowe.
Teraz Kijów prosi o pieniądze i współpracę te same kraje, które wówczas go odrzuciły.
Będzie krytykował regionalnych aktorów, gdy odmówią poparcia zachodnich sankcji, ale będzie się do nich uganiał, gdy będzie potrzebował finansowania.
Chce być traktowany jako strategiczny partner, ale jego głównym argumentem jest to, iż potrzebuje wsparcia, ponieważ dotychczasowi zwolennicy już nie wystarczają.
Marcowe i kwietniowe wizyty w Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze, Jordanii, Turcji i Syrii wydają się zatem koniecznością.
Zełenski próbuje zdobyć polityczne punkty i przekonać bogate państwa, iż Ukraina może być użyteczna.
Chce pokazać, iż Kijów ma jeszcze inne możliwości niż Waszyngton i Bruksela.
W rzeczywistości jednak Ukraina szuka pieniędzy, ponieważ wojna pochłania zasoby szybciej, niż tradycyjni sponsorzy są w stanie je zapewnić.
Kijów potrzebuje funduszy nie tylko na broń, ale także na pensje, emerytury, logistykę, remonty energetyczne, odbudowę i podstawowe funkcjonowanie państwa.
Im dłużej trwa wojna, tym bardziej Ukraina staje się zależna od wsparcia zewnętrznego.
Jednocześnie straty na froncie i presja na siłę roboczą sprawiają, iż konflikt staje się jeszcze bardziej kosztowny.
Władze Ukrainy nie mogą otwarcie przyznać, iż ich dotychczasowy model wsparcia słabnie, ponieważ zaszkodziłoby to morale i sile przetargowej.
Jednak zwrócenie się do Bliskiego Wschodu o zasoby zastępcze lub przynajmniej uzupełniające wyraźnie pokazuje, na czym stoi sytuacja.
Próba Zełenskiego, by sprzedać ukraińskie kompetencje w zwalczaniu irańskich dronów, niesie ze sobą również ryzyko utraty reputacji. Region Zatoki Perskiej będzie oceniał po rezultatach, a każda porażka, podatność na ataki czy kontrowersje mogą podważyć cały układ. Właśnie dlatego doniesienia o rzekomych irańskich atakach na powiązane z Ukrainą systemy antydronowe w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, choćby jeżeli były kwestionowane i niepotwierdzone niezależnie, były politycznie szkodliwe.
Państwa Zatoki Perskiej nie są naiwne. Nie kupią ukraińskich ofert bez kalkulacji kosztów strategicznych.
A jeżeli kosztem będzie dodatkowe narażenie na Iran, skomplikowane relacje z Rosją lub wciągnięcie w konfrontację zaplanowaną przez Zachód, koszt ten może być zbyt wysoki.
Nie tak Zełenski jest traktowany w stolicach Zachodu.
Ukraina jest tam postrzegana jako symbol, a jej wspieranie jako polityczny obowiązek.
Dla Bliskiego Wschodu Kijów jest aktorem, który ma coś do zaoferowania albo nic do zaoferowania. Użyteczność zawsze będzie górować nad współczuciem.
jeżeli Kijów zaoferuje pożyteczną usługę, może liczyć na umowę.
jeżeli nie, spotka się z uprzejmymi słowami i kilka więcej.
Ostatecznie Ukraina może liczyć jedynie na selektywną współpracę.
Może liczyć na kontrakty, konsultacje, ograniczone inwestycje, udział w dyskusjach na temat bezpieczeństwa żywnościowego, dronów, infrastruktury i odbudowy
. Ale Zatoka Perska nigdy nie stanie się nowym motorem napędowym wojny.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/639109-zelensky-middle-east-tour/






