Jeszcze wczoraj, 2 lutego, prezydent Wołodymyr Zełenski informował o tym, iż Rosja na kilka dni wstrzymała uderzenia w obiekty energetyczne, na rzecz niszczenia logistyki, w tym tras kolejowych. Ostatniej nocy wojska Władimira Putina nie wybierały konkretnych celów, ale przeprowadziły zmasowany atak w całej Ukrainie.
Atak rakietowy na Ukrainę. Poranny alarm 3 lutego
Wtorkowy poranek zaczął się od ogłoszenia alarmu przeciwlotniczego na terytorium całej Ukrainy. Już około godziny 6:00 polskiego czasu Ukraińcy otrzymali ostrzeżenia o nadlatujących rakietach i dronach. Siły Powietrzne Ukrainy alarmowały o możliwym użyciu pocisków balistycznych wystrzelonych z rosyjskiego obwodu briańskiego.
Nasi sąsiedzi otrzymywali komunikaty na Telegramie, które ostrzegały przed ruchem bombowców strategicznych Tu-95MS nad Morzem Kaspijskim. Sytuacja była niezwykle napięta, ale po godzinie 7:00 w części obwodów zachodnich zaczęto odwoływać alerty.
Służby jednak przez cały czas apelowały o zachowanie czujności, gdyż ryzyko ponownych uderzeń pozostaje realne. w tej chwili (przed godz. 8:00) alarmy ogłoszone są przede wszystkim na wschodzie kraju, co widać na poniższej mapie ze strony alerts.in.ua.
Atak na Kijów i Charków przy -20 stopniach. Ostrzelano bloki i przedszkole
Agencja Reutersa podała, iż rosyjskie wojska uderzyły w Kijów, Charków oraz Sumy. Zniszczono infrastrukturę energetyczną i budynki mieszkalne przy temperaturach sięgających -20 stopni Celsjusza.
W samej stolicy Ukrainy uszkodzone zostały trzy bloki oraz przedszkole, a w Charkowie konieczne było spuszczenie wody z systemów grzewczych w 820 budynkach, aby uniknąć ich zamarznięcia po awarii ciepłowni. Według doniesień agencji ranne zostały co najmniej cztery osoby.
Polskie myśliwce w powietrzu. Nie naruszono strefy powietrznej
Na sytuację za naszą wschodnią granicą natychmiast odpowiedziało Dowództwo Operacyjne RSZ. W związku z aktywnością rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu już od ok. 4:00 rano polskie niebo zabezpieczały wojskowe samoloty.
"Poderwane zostały myśliwce oraz samolot wczesnego ostrzegania, a naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego osiągnęły stan gotowości" – przekazało Dowództwo Operacyjne w oficjalnym komunikacie w serwisie X.
Po kilku godzinach Dowództwo poinformowało o zakończeniu operacji, dziękując za wsparcie między innymi niemieckiej Luftwaffe oraz holenderskim siłom zbrojnym. "Informujemy, iż nie zaobserwowano naruszenia przestrzeni powietrznej RP" – podkreślili wojskowi, zapewniając o stałej gotowości w ramach operacji Wschodnia Zorza.
"Wojsko Polskie zgodnie z założeniami operacji Wschodnia Zorza na bieżąco monitoruje sytuację na terytorium Ukrainy i pozostaje w stałej gotowości do zapewnienia bezpieczeństwa polskiej przestrzeni powietrznej" – czytamy na koniec komunikatu.
Donald Trump prosił o Putina o wstrzymanie ognia. Nie wyszło
W naTemat pisaliśmy w ubiegły czwartek, iż Donald Trump osobiście zaangażował się w próbę powstrzymania rosyjskiej inwazji. Prezydent USA miał przekonywać Władimira Putina, by ten chociaż na tydzień zaprzestał bombardowań ukraińskich miast. To miało pomóc cywilom zmagającym się z mrozem i brakiem prądu.
"Osobiście poprosiłem prezydenta Rosji, aby przez tydzień nie bombardował Kijowa i okolicznych miasteczek" – deklarował Trump podczas konferencji prasowej. Mimo iż amerykański polityk nazwał reakcję Putina "miłą", dzisiejszy zmasowany atak pokazuje, iż rosyjskie obietnice można wsadzać między bajki.







