11 osób przeżyło katastrofę lotniczą. Pięć godzin dryfowali po oceanie

polsatnews.pl 6 godzin temu

Wszystkie 11 osób znajdujących się na pokładzie prywatnego samolotu, który rozbił się u wybrzeży środkowej Florydy, przeżyło katastrofę - poinformowali w środę przedstawiciele Straży Przybrzeżnej i Sił Powietrznych USA. Rozbitków uratowano po tym, jak przez kilka godzin dryfowali na pontonie po Atlantyku. Ocalali nie sądzili, iż ktokolwiek ich szuka.

Facebook/Air Force Reserve
Akcja ratunkowa Air Force Reserve po katastrofie samolotu na Atlantyku

- To prawdziwy cud, iż wszyscy ci ludzie przeżyli - powiedziała reporterom major sił powietrznych Elizabeth Piowaty, dowódca jednego z samolotów biorących udział w akcji ratunkowej. Informację o szczęśliwym finale wtorkowej katastrofy przekazała w środę na konferencji prasowej.

Katastrofa lotnicza na Atlantyku. Wszyscy pasażerowie przeżyli

Maszyna, która uległa wypadkowi, to dwusilnikowy samolot turbośmigłowy lecący z Bahamów. 11 dorosłych pasażerów znajdujących się na pokładzie zmierzało do wyspy oddalonej o 160 km. Do katastrofy doszło nad Oceanem Atlantyckim, około 129 km od Melbourne na Florydzie. To tam rozbił się samolot, a pasażerowie podjęli dzielną próbę przetrwania.

Wypadek spowodował, iż w maszynie uaktywnił się awaryjny sygnał lokalizacyjny, który odebrała Straż Przybrzeżna. Tymczasem w powietrzu znajdował się już samolot amerykańskich Sił Powietrznych HC-130J Combat King II.

ZOBACZ: Samolot potrącił pieszego na pasie startowym. Wypadek na lotnisku w USA

Zespół lecący maszyną, przeznaczoną do prowadzenia poszukiwań i ratownictwa bojowego, był właśnie w trakcie lotu szkoleniowego. Dzięki temu załoga mogła gwałtownie dołączyć do akcji poszukiwawczo-ratunkowej.

Kiedy lotnicy zauważyli dryfującą tratwę, rozbitkowie pływali nią już od pięciu godzin, a pogoda wskazywała na zbliżającą się burzę. Jak przekazała major, z samolotu zrzucono żywność, wodę i dodatkowy sprzęt do pływania, aby podtrzymać przy życiu ocalałych do czasu, aż ratownicy do nich dotrą.

11 rozbitków przeżyło katastrofę samolotu. Pięć godzin dryfowali po oceanie

- (Rozbitkowie - red.) byli już na tratwie od około pięciu godzin i patrząc na nich, mogliśmy stwierdzić, iż są wyczerpani - fizycznie, psychicznie i emocjonalnie - relacjonował podczas odprawy kapitan sił powietrznych Rory Whipple, jeden z ratowników spadochronowych.

Powiedział również, iż załodze udało się wciągnąć wszystkich 11 rozbitków na pokład śmigłowca za pomocą dziewięciu podnośników. To pozwoliło na zakończenie akcji ratunkowej akurat wtedy, gdy zapas paliwa w zbiorniku dawał załodze jedynie pięć minut, zanim musiałaby uzupełnić paliwo lub natychmiast wylądować.

ZOBACZ: "51. stan" USA. Kontrowersyjny wpis Donalda Trumpa

Przedstawiciele władz przekazali, iż ocaleni zostali przetransportowani w bezpieczne miejsce przez załogę śmigłowca ratunkowego, wysłanego przez 920. Skrzydło Ratownicze Rezerwy Sił Powietrznych z bazy niedaleko Melbourne. Następnie na lotnisku w Melbourne Orlando udzielono im pomocy medycznej. Nie podano informacji dotyczących stanu ocalałych.

Zdaniem Straży Przybrzeżnej przyczyną katastrofy samolotu była awaria silnika.

Idź do oryginalnego materiału