14-letni Yosef zginął we wtorek wieczorem w Jerozolimie, gdy autobus wjechał w tłum demonstrantów podczas protestu dziesiątek tysięcy ultraortodoksyjnych Żydów przeciwko obowiązkowej służbie wojskowej. Trzy inne nastolatki odniosły lekkie obrażenia i trafiły do szpitala. Tragedia w dzielnicy Romema wstrząsnęła Izraelem i wywołała polityczne napięcia.
Służby ratunkowe początkowo podały, iż ofiara ma około 18 lat, jednak media zidentyfikowały zmarłego jako 14-letniego mieszkańca Jerozolimy. Policja zatrzymała kierowcę autobusu i przesłuchała go. Według izraelskiej policji grupa demonstrantów blokujących drogę zaatakowała go. Nagrania wideo pokazują autobus próbujący przejechać przez skrzyżowanie zastawione barykadami.
Protest przerodził się w zamieszki. Izraelska policja poinformowała: "Niewielka grupa uczestników zaczęła brutalnie zakłócać porządek publiczny, blokować ulice, podpalać kontenery na śmieci, rzucać przedmiotami w policję i atakować dziennikarzy". Według świadków cytowanych przez dziennik "Haaretz" demonstranci zatrzymali wcześniej autobus i pluali na kierowcę, który następnie wjechał w tłum.
Polityczna bomba dla Netanjahu
Demonstracja dotyczyła planów rządu zmiany zasad zwolnień z służby wojskowej dla ultraortodoksyjnych Żydów. Od 1948 roku mężczyźni Haredim studiujący teksty religijne mogli uniknąć obowiązkowej służby wojskowej w Izraelu. W 2024 roku Sąd Najwyższy orzekł, iż to zwolnienie jest nielegalne i nakazał rządowi powoływać młodych Haredim do armii.
Haredim stanowią około 14 procent żydowskiej populacji Izraela. Kwestia ich służby wojskowej dzieli izraelskie społeczeństwo i stanowi poważne zagrożenie polityczne dla koalicji premiera Benjamina Netanjahu, którego rząd opiera się na wsparciu partii ultraortodoksyjnych. Problem wrócił na agendę polityczną w kontekście przedłużającej się wojny i niedoborów kadrowych w armii.
Wstrząs i wezwania do spokoju
Przywódcy partii ultraortodoksyjnych potępili incydent i zażądali surowej kary dla kierowcy. Partia Szas wydała oświadczenie: "Sceny, w których autobus wjeżdża w tłum ludzi i ciągnie młodego chłopca przez kilkadziesiąt metrów, są wstrząsające". Partia podkreśliła, iż "krew Haredim nie jest tania".
Prezydent Isaac Hercog wezwał do obniżenia napięć. Stwierdził: "To bolesny wieczór, który powinien być sygnałem ostrzegawczym dla nas wszystkich. Trzeba obniżyć temperaturę sporu, zanim dojdzie do kolejnych tragedii". Przedstawiciele policji i rządu zapewnili, iż śledztwo zbada wszystkie możliwe scenariusze wydarzeń.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).




