Pięćdziesiąt lat temu stałem tak jak oni. Mundur, szeregi, komendy i słowa roty, które wtedy trzeba było wypowiedzieć głośno i wyraźnie. Czasy były inne, wojsko było inne, Polska była inna. Ale kiedy patrzę na zdjęcia z Placu Żeromskiego w Strzelcach Opolskich, przypominam sobie jedno – przysięgi wojskowej się nie zapomina.
W niedzielę 160 ochotników złożyło uroczystą przysięgę i oficjalnie zasiliło szeregi 17. Opolskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Wcześniej przeszli 16 dni intensywnego szkolenia podstawowego. Dla człowieka z zewnątrz szesnaście dni może brzmieć jak niewiele. Dla tego, kto choć raz znalazł się w wojsku, wiadomo jednak, iż tam doba potrafi być zadziwiająco długa.
Plac Żeromskiego wypełnili żołnierze, ich rodziny i mieszkańcy. Była wojskowa oprawa, defilada i pokaz sprzętu. Padał deszcz, ale tym razem nikt specjalnie nie szukał wymówki, żeby wrócić do domu.
„Jesteście niesamowici. Dzisiaj wszystkich nas zgromadzonych w Strzelcach Opolskich przyprawiacie o wzruszenie. Patriotyzmem najwyższej próby jest zgłosić się na ochotnika do wojska”.
Piotr Pośpiech, wicewojewoda opolski
I chyba właśnie słowo „ochotnika” jest tutaj najważniejsze.
Ja do wojska pięćdziesiąt lat temu nie szedłem dlatego, iż któregoś ranka obudziłem się z nieodpartą potrzebą poznania regulaminu, musztry i uroków żołnierskiego życia. Wtedy wojsko było obowiązkiem. Dziś ci ludzie sami podjęli decyzję, iż część swojego czasu, wygodnego cywilnego życia i rodzinnej codzienności oddadzą służbie.
Można oczywiście żartować z wojska. Sam mógłbym pewnie długo. Z absurdów, rozkazów, pobudek i tego szczególnego wojskowego talentu do komplikowania rzeczy prostych. Ale z przysięgi żartować jakoś nigdy nie potrafiłem.
Bo kiedy człowiek wypowiada słowa „służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej”, przestaje chodzić wyłącznie o mundur.
„Przysięga wojskowa to jeden z najważniejszych momentów w życiu każdego żołnierza”.
płk Artur Bartkowski, dowódca 17. Opolskiej Brygady Obrony Terytorialnej
Opolska Brygada Obrony Terytorialnej rośnie szybko. Jeszcze rok temu na Placu Kopernika w Opolu odbywała się pierwsza wielka przysięga opolskich terytorialsów. Dziś brygada liczy już ponad tysiąc żołnierzy, a w Strzelcach Opolskich dołączyło kolejnych 160.
To nie jest armia z dalekiego garnizonu. Idea Wojsk Obrony Terytorialnej jest dokładnie odwrotna. Ci żołnierze mają znać swój teren, swoje miasta i wsie. W razie kryzysu, klęski żywiołowej czy zagrożenia mają działać tutaj. U siebie.
Na Opolszczyźnie nie trzeba zresztą długo tłumaczyć, czym jest kryzys. Wystarczy przypomnieć powodzie. W takich chwilach gwałtownie okazuje się, iż bezpieczeństwo to nie przemówienie wygłoszone przed mikrofonem, ale ludzie, sprzęt, organizacja i ktoś, kto po prostu przyjedzie pomóc.
Patrzyłem więc na tę przysięgę trochę inaczej niż prawdopodobnie młodsi. Pięćdziesiąt lat robi swoje.
Nie pamiętam już wszystkich komend, które wtedy słyszałem. Nie pamiętam pewnie połowy nazwisk. Ale pamiętam sam moment przysięgi.
Dlatego tym 160 żołnierzom ze Strzelec Opolskich powiem tylko: zapamiętajcie ten dzień.
Za pół wieku możecie ze zdziwieniem odkryć, iż przez cały czas go pamiętacie.
Fot. UMWO













