To był pierwszy taki strajk generalny w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Krwawo stłumiony przez wojsko i milicję stał się symbolem walki z komunizmem. W Poznaniu odbyły się uroczystości związane z 70 rocznicą Poznańskiego Czerwca, tego czarnego czwartku.
28 czerwca 1956 roku odbił się krwawymi literami w historii Poznania. Czwartkowym porankiem 28 czerwca w Zakładach Przemysłu Metalowego H. Cegielski Poznań noszących wówczas nazwę Zakładów Przemysłu Metalowego im. Józefa Stalina Poznań rozpoczął się strajk, który przerodził się w spontaniczny protest przeciw władzy.
Niezadowolenie pracowników poznańskiego zakładu narastało już od jesieni 1955 roku. Załoga Cegielskiego zgłaszała pretensje w sprawie niesłusznie pobieranego przez trzy lata podatku od więcej zarabiających przodowników pracy i pracowników akordowych, co pozbawiło parę tysięcy pracowników ponad 11 mln złotych.
Dyrekcja nie była w stanie spełnić postulatów wysuwanych przez załogę. Próbowano kontaktować się z Ministerstwem Przemysłu Maszynowego i Komitetem Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wysyłano petycje, listy i delegacje.
26 czerwca delegacja złożona z 17 delegatów załogi i 10 osób, reprezentujących dyrekcję, Komitet Zakładowy PZPR i Radę Przedsiębiorstwa udała się do Warszawy celem przedstawienia postulatów załogi HCP w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego i Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Początkowo delegacja do Poznania wróciła zadowolona, jednak już następnego dnia Poznaniu pojawił się w zakładach Cegielskiego minister Przemysłu Maszynowego, który działając zgodnie z decyzjami kierownictwa partyjnego PZPR, wycofał się częściowo z warszawskich uzgodnień z robotnikami.
Sytuacja stawała się napięta, choć jeszcze wieczorem 27 czerwca nic nie wskazywało na to, iż załoga Cegielskiego podejmie strajk.
W dniu 28 czerwca doszło w Poznaniu do wystąpień robotniczych, które przebiegały w dwóch etapach.
Pierwszy trwał od 6:00 do 10:30. W tym czasie robotnicy zorganizowali strajk w największych zakładach miasta. Następnie wyszli na ulice, formując pochód, który przekształcił się z demonstracji robotniczej w manifestację społeczeństwa, czego wyrazem było zgromadzenie się około 100 000 mieszkańców przed Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, mieszczącym się w dawnym Zamku Cesarskim, przy obecnej ulicy Święty Marcin.

Robotnicy domagali się, aby władze cofnęły narzucone normy pracy, obniżyły ceny i podwyższyły płace.
Był to pokojowy etap manifestacji. Próbowano rozmawiać z przedstawicielami Wojewódzkiej Rady Narodowej, żądano również przyjazdu premiera Józefa Cyrankiewicza.
W tym samym czasie Wojewódzkie władze zaczynały naciskać na wojsko, by spacyfikować poznański protest. Od 9:00 kierownik Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, mjr Feliks Dwojak wraz z pierwszym sekretarzem KW PZPR Leonem Stasiakiem, naciskali na komendanta poznańskiej Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych, by ten wyprowadził czołgi przeciwko demonstrantom.
Początkowo szef Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, gen. Kazimierz Witaszewski, zakazał użycia wojska w mieście, jednak decyzję o użyciu oddziałów wojska, na wniosek ministra obrony narodowej marszałka Konstantego Rokossowskiego, podjęło Biuro Polityczne KC PZPR, obradujące od 10:00.
Wiceminister obrony narodowej, gen. Stanisław Popławski, powołał specjalną grupę operacyjną, która miała nadzorować pacyfikację miasta. Jednocześnie szef Sztabu Generalnego, gen. Jerzy Bordziłowski, wydał rozkaz komendantowi poznańskiej szkoły pancernej użycia broni przeciw prowokatorom.
Decyzje te pokryły się ze wzrostem napięcia wśród demonstrantów. Z opanowanego milicyjnego radiowozu podano informację o aresztowaniu delegacji robotniczej, która przebywała 26 czerwca w Warszawie.

Demonstranci podzielili się na dwie grupy. Jedna z grup udała się na dworzec kolejowy celem wstrzymania ruchu pociągów. Większa ruszyła w stronę więzienia, do którego wdarła się siłą. Demonstranci wypuścili na wolność 257 więźniów, jak się jednak okazało nie było wśród nich delegatów, gdyż informacja o ich zatrzymaniu była plotką. Część demonstrantów przystąpiła do niszczenia akt więziennych, inni opanowali gmachy prokuratury i sądu. Akta wyrzucano na ulicę i palono, a sprzęty częściowo demolowano. Demonstranci zabrali również broń palną przechowywaną w opanowanych budynkach. Tłum zebrany przed gmachem sądu nie pozwolił straży pożarnej na gaszenie ognia. Zamieszki w rejonie więzienia, sądu i prokuratury trwały do godz. 12.00. Druga grupa natomiast ruszyła pod budynek Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Kochanowskiego, do którego w tym czasie przybyła grupa operacyjna UBP.
Około 10:40 z tego budynku padły pierwsze strzały.
Po południu władze komunistyczne skierowały do miasta regularne jednostki wojskowe – początkowo 19 Dywizję Pancerną i 10 Dywizję Pancerną, później jeszcze 4 i 5 Dywizję Piechoty. Łącznie skierowano do pacyfikacji miasta 9983 żołnierzy, 359 czołgów, 31 dział pancernych, 36 transporterów opancerzonych, 6 dział przeciwlotniczych, 880 samochodów, 68 motocykli i kilka tysięcy sztuk broni. W ciągu kilku godzin walk zużyto 180 000 sztuk amunicji. Siły te prowadziły walki uliczne z grupami cywilów, uzbrojonych w 250 sztuk broni, w tym 1 rkm z rozbitych posterunków milicji i studiów wojskowych uczelni wyższych oraz butelki z benzyną. Demonstrantom udało się opanować dwa czołgi, z których próbowali ostrzeliwać gmach Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Czołgi te zostały odbite przez podchorążych OSWPiZ. Zniszczonych lub uszkodzonych zostało w sumie 31 czołgów.
W dniu 28 czerwca 1956 ok. godz. 18.30 demonstranci uwolnili więźniów obozu NKWD i UB, m.in. dla polskich więźniów politycznych w Mrowinie.
Wymiana ognia trwała w różnych punktach miasta Poznania do godzin południowych 29 czerwca, a sporadycznie strzały padały do 30 czerwca.
29 czerwca wieczorem w przemówieniu radiowym premier Józef Cyrankiewicz powiedział: "Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, iż mu tę rękę władza ludowa odrąbie"!
W toku walk i pacyfikacji miasta zginęło, w zależności od szacunków, 70 osób cywilnych oraz 4 żołnierzy i 4 funkcjonariuszy UB i MO lub 57 osób (w tym 49 cywili i 8 spośród żołnierzy i aparatu bezpieczeństwa), około 600 osób po obu stronach zostało rannych.

O wszystkich tych dramatycznych wydarzeniach poza Poznaniem adekwatnie nic nie wiedziano, gdyż miasto zostało odizolowane od reszty kraju. Tymczasem o godz. 10.00 zebrało się w Warszawie Biuro Polityczne PZPR. Zatwierdzono treść oficjalnego komunikatu, z którego można było dowiedzieć się, iż sprawcami zajść w Poznaniu były „agentura imperialistyczna i reakcyjne podziemie”, którym „udało się sprowokować zamieszki uliczne”. Biuro Polityczne podjęło decyzję wysłania do stolicy Wielkopolski premiera Cyrankiewicza. Był tam już członek Biura Politycznego KC PZPR Edward Gierek, który później stanął na czele komisji badającej przyczyny, przebieg i charakter wydarzeń w Poznaniu.
Symbolem sprzeciwu wobec władzy stał się Romek Strzałkowski, śmiertelnie raniony trzynastolatek.
Autor:












