Ariadna Miernicka kontra Tomasz Scheller. Spór o granice wolności słowa i odpowiedzialności za hejt

kk24.pl 2 godzin temu
Już na początku swojego wystąpienia Ariadna Miernicka uprzedziła radnych, iż jej słowa nie będą łatwe. Jak podkreśliła, nie może tej sprawy przemilczeć. Wróciła do poprzedniej sesji, podczas której omawiano zakup agregatów dla Ukrainy. Po zakończeniu obrad Tomasz Scheller opublikował na swoim oficjalnym profilu nagranie opatrzone tytułem sugerującym, iż sprzęt zamiast trafić do mieszkańców, zostanie przekazany Ukrainie.Radna przyznała, iż skomentowała materiał, nie negując samego pomysłu, ale zwracając uwagę na jego wydźwięk, który jej zdaniem mógł być odebrany jako antyukraiński. W odpowiedzi, jak relacjonowała, radny miał zasugerować jej, by została radną na Ukrainie oraz odniósł się do kwestii przekazywania własnych rzeczy na pomoc.Największe emocje wzbudziły jednak komentarze internautów pod nagraniem. Ariadna Miernicka przeprosiła obecnych za użycie wulgaryzmów, po czym przytoczyła wpisy, które pojawiły się pod publikacją. Jak zaznaczyła, były to słowa obraźliwe, a choćby zawierające groźby.Podczas sesji podkreśliła, iż szczególnie bolesne jest dla niej to, iż jako radny powiatowy Tomasz Scheller dopuścił do takiej sytuacji na swoim oficjalnym profilu, w czasie gdy powiat angażuje się w działania przeciwko hejtowi. Zwróciła uwagę, iż odpowiedzialność za publikowane treści spoczywa na właścicielu konta. Dodała, iż nie dotknęły jej same komentarze, ale brak reakcji na nie.Tomasz Scheller nie zgodził się z zarzutami. Podkreślił, iż w jego ocenie jego wpis nie miał charakteru antyukraińskiego. Zaznaczył również, iż nie akceptował obraźliwych komentarzy, nie reagował na nie i nie zna osób, które je publikowały. Jak stwierdził, internet daje przestrzeń do swobodnych wypowiedzi, a ograniczanie komentarzy uznał za niewłaściwe. Dodał, iż nie zamierza usuwać materiału ani zmieniać swojego sposobu działania.Przewodniczący rady Piotr Jahn zwrócił uwagę, iż czym innym jest umożliwienie mieszkańcom wyrażania opinii, a czym innym tworzenie przestrzeni sprzyjającej agresji. W jego ocenie zachowanie radnego było naganne. Podkreślił, iż w tej sytuacji granice zostały przekroczone.Głos w sprawie zabrał także starosta Artur Maruszczak. Zaznaczył, iż każdy powinien brać odpowiedzialność za swoje działania i ich konsekwencje. Jego zdaniem w tej sytuacji również doszło do przekroczenia granic, a reakcja była niewystarczająca.Po sesji obie strony przedstawiły swoje stanowiska w rozmowie z redakcją. Tomasz Scheller ocenił wystąpienie radnej jako działanie pod publiczkę. - Gdyby naprawdę zależało jej na walce z hejtem, sprawa zostałaby zgłoszona wcześniej odpowiednim służbom. Moim zdaniem cytowanie dosłownie wulgarnych komentarzy podczas sesji nie było konieczne. Radna miała możliwość skontaktowania się z nim bezpośrednio i rozwiązania sprawy w spokojniejszy sposób, bo jak podkreślił w innych sprawach po prostu do niego dzwoni - mówi Tomasz Scheller.Tomasz Scheller podkreślał natomiast, iż skala reakcji pod jego publikacją była bardzo duża. Jak zaznaczył, materiał osiągnął wysokie zasięgi, a pod samym komentarzem radnej Ariadny Miernickiej pojawiło się ponad 600 odpowiedzi. W jego ocenie nie jest możliwe, aby poświęcać wiele godzin na analizowanie i moderowanie każdej z nich. Przyznał, iż sam również spotyka się z negatywnymi opiniami pod swoim adresem, jednak nauczył się je ignorować i nie reagować emocjonalnie. Podkreślił, iż nie chce być cenzorem w internecie i nie zamierza oceniać wypowiedzi innych osób ani decydować, które są dopuszczalne, a które nie. Jako przykład wskazał sytuację, w której jeden z radnych nazwał go w komentarzu antyukraińskim populistą, kłamcą i powiązał z określoną partią, z którą, jak zaznaczył, nie ma nic wspólnego. Mimo to nie usunął tej wypowiedzi, pozostawiając autorowi prawo do wyrażenia swojej opinii. Jak dodał, usuwanie wybranych komentarzy mogłoby zostać odebrane jako wybiórcze traktowanie i eliminowanie jedynie tych głosów, które są dla niego niewygodne. Dlatego, jak zaznaczył, pozostawia przestrzeń do swobodnej dyskusji, uznając, iż każdy powinien sam odpowiadać za poziom swojej wypowiedzi i kulturę osobistą.Ariadna Miernicka wyraźnie zaznacza, iż nie ma pretensji o samą publikację materiału, ale o brak reakcji na mowę nienawiści pojawiającą się pod nim. Uważa iż osoby publiczne powinny szczególnie dbać o standardy komunikacji.- Ja naprawdę mam twardy pancerz i potrafię sobie radzić z takimi sytuacjami, ale doskonale wiem, iż nie każdy ma taką odporność. Te słowa mogły trafić na osobę bardziej wrażliwą i wywołać bardzo poważne konsekwencje dla jej psychiki. I właśnie dlatego nie możemy przechodzić obok tego obojętnie - mówi radna.Na zarzuty, iż przytoczyła tak wulgarne cytaty odpowiada:- Tak, na sesji padły wulgaryzmy z moich ust, ale chcę jasno powiedzieć, iż to nie były moje słowa. To były cytaty z oficjalnego profilu radnego Tomasza Schellera. Uznałam, iż skoro dotyczą pracy radnych i życia publicznego, to powinny wybrzmieć właśnie na sesji. Być może ta dosadność była dla niektórych trudna, ale mam nadzieję, iż skłoni chociaż część osób do refleksji nad tym, jakim językiem posługujemy się dziś w internecie i gdzie są granice - zaznacza.Spór pokazał, jak cienka bywa granica między wolnością wypowiedzi a odpowiedzialnością za jej skutki. I jak łatwo dyskusja o ważnych sprawach może przerodzić się w konflikt, który wykracza poza salę obrad.
Idź do oryginalnego materiału