Polskie wojsko „mobilizuje” 10-letnie dziecko, a na jego karcie widnieje tajemniczy stopień „wojskry”. Brzmi absurdalnie, ale właśnie takie dokumenty zaczęły krążyć w internecie krótko po pojawieniu się informacji o rozsyłaniu Polakom kart
mobilizacyjnych.Problem w tym, iż połączono tu prawdziwą informację z fałszywymi obrazami. Karty mobilizacyjne rzeczywiście są doręczane, nie oznacza to jednak rozpoczęcia mobilizacji. Część zdjęć mających przedstawiać takie dokumenty została wygenerowana przy użyciu sztucznej
inteligencji.Prawdziwy news wystarczył. Kilka godzin później pojawiły się fałszywki4 września rano RMF FM poinformowało o wysyłaniu kart mobilizacyjnych przez Wojskowe Centra Rekrutacji. Trafiają one przede wszystkim do żołnierzy rezerwy. Sama karta nie oznacza, iż jej adresat właśnie został wysłany do wojska. Przydziały mobilizacyjne nadaje się również w czasie pokoju, a dokument wskazuje m.in., gdzie dana osoba ma się stawić w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie
wojny.Informacja bardzo gwałtownie zaczęła żyć własnym ż
yciem.Jak ustalił Demagog (najstarsza w Polsce organizacja fact-checkingowa) na podstawie danych platformy Juno Gerulata, już 4 września o godz. 12.47 ukraiński kanał Труха Україна opublikował wiadomość z kartą mobilizacyjną wygenerowaną dzięki AI. Następnie podobne materiały pojawiły się na kolejnych kanałach, a około trzy godziny później również na rosyjskim portalu
topwar.ru.AI „zmobilizowała” 10-latkaFałszerstwo można było rozpoznać choćby bez specjalistycznych narzę
dzi.Na jednej z kart znalazł się nieistniejący w polskim wojsku stopień „wojskry”. Dokument wystawiono dla Vierdnika Romańskiego urodzonego w 2016 r. W 2026 r. jego rzekomy adresat miałby więc zaledwie 10
lat.To nie wszystko. Numer PESEL wpisany na karcie również zawierał błąd – jego dziesiąta cyfra wskazywała na płeć żeńską, podczas gdy dokument miał należeć do chł
opca.Demagog sprawdził jedną z rozpowszechnianych grafik dzięki Hive Moderation. Narzędzie oceniło prawdopodobieństwo wygenerowania obrazu przez sztuczną inteligencję na 99,9
proc.Fałszywe karty ruszyły dalej w światNa Telegramie historia się nie skończyła. Grafiki trafiły do stron tworzących dezinformacyjną sieć „Pravda” oraz kanałów sieci UKR LEAKS. Materiały pojawiały się w kilku językach, m.in. francuskim, włoskim i
portugalskim.Ostatecznie fałszywe dokumenty wróciły również do polskojęzycznej części internetu. Według Demagoga rozpowszechniały je m.in. kontrolowane przez Mińsk Międzynarodowe Radio Białoruś oraz kanał Infokju na
Telegramie.Mechanizm był więc prosty: prawdziwa informacja o kartach mobilizacyjnych stała się punktem wyjścia do stworzenia fałszywych „dowodów” sugerujących znacznie bardziej alarmującą sytuację.Karty są prawdziwe. Mobilizacji nie ogłoszonoTo najważniejsze rozróżnienie w całej sprawie. Sam fakt doręczania kart mobilizacyjnych nie jest fake
newsem.Wzory prawdziwych dokumentów określa rozporządzenie ministra obrony narodowej z maja 2024 r. Przewidziano w nim karty z czerwonym, zielonym i niebieskim paskiem, przeznaczone dla różnych kategorii osób i przydziałó
w.Karty mogą być wydawane już w czasie pokoju. Ich doręczenie nie jest równoznaczne z ogłoszeniem mobilizacji ani automatycznym wysłaniem adresata do
wojska.Fałszywe grafiki wykorzystały więc szczególnie skuteczny mechanizm dezinformacji: nie wymyślono całej historii od początku. Wzięto prawdziwe wydarzenie, a następnie dołożono do niego stworzone przez AI obrazy, które miały wyglądać jak dowód.I choć na jednej z kart AI „powołała” do wojska 10-latka i wymyśliła mu nieistniejący stopień wojskowy, dokument i tak zdążył trafić do międzynarodowego
obiegu.Rosyjska propaganda nie próżnujeFałszywe karty mobilizacyjne wpisują się w rosyjską propagandę, iż Zachód i państwa NATO od dawna szykowały się do wojny z Rosją – podkreśla Onet. I przypomina, iż takie doniesienia pojawiały się już przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Natomiast po uderzeniu Rosji w Ukrainę pojawiały się fałszywe narracje o tym, iż Kreml został sprowokowany przez NATO.