Burza po słowach polskiego dyplomaty na Wołyniu. Ostre słowa w audycji Gozdyry

rdc.pl 1 godzina temu

Charge d’affaires Polski w Ukrainie Piotr Łukasiewicz wspólnie z wicepremierem i szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz przedstawicielami ukraińskich władz, uczestniczył w uroczystościach w ukraińskiej Ołyce z okazji 83. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Jego słowa wywołały burzę.

Pochylając głowę nad polskimi ofiarami ukraińskiej przemocy na Wołyniu nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach państwa polskiego przed wojną i w jej trakcie. Nie tworzę symetrii, ale pamiętamy co było wstydliwe i niegodne – mówił Łukasiewicz, przemawiając w ukraińskiej Ołyce.

"To nie czas i miejsce"

Do słów polskiego dyplomaty odnieśli się w audycji "Bez ogródek" politycy.

Na pewno nie jest to czas i miejsce. Ja generalnie uważam, iż ten ten konflikt jest dalej eskalowany nie tylko ze strony Ukraińców, ale również ze strony polskiej, bo mamy liczne wypowiedzi i prezesa Kaczyńskiego, i prezydenta Nawrockiego, które naprawdę nie powinny mieć miejsca. Ja rozumiem budowanie tutaj jakiejś narracji. Zresztą to budowanie narracji, jak widzimy, działa. Polscy politycy również nakręcają taką antyukraińskość i to naprawdę nie służy interesom państwa polskiego. My dzisiaj powinniśmy zbudować wspólny front, front walki przeciwko Putinowi, przeciwko Rosji. A to, co się dzieje, niestety idzie w takim kierunku, iż możemy za chwilę mieć poważne problemy między dyplomatyczne w relacjach między Polską a Ukrainą. No i to zagrozi również bezpieczeństwu w Polsce – mówiła Katarzyna Kierzek-Koperska (Koalicja Obywatelska).

Także Arkadiusz Iwaniak (Lewica) jest zdania, iż Łukasiewicz nie powinien wypowiedzieć takich słów tego dnia.

Niewątpliwie w tym dniu trzeba by bardziej dobierać słowa. To, iż ktoś jest zasłużony, to nie zwalnia go od tego, iż we adekwatnym miejscu i we adekwatnej porze powinien mówić rzeczy, których my oczekujemy. Historia polsko-ukraińska jest niewątpliwie bardzo trudna, ale trzeba ją nazywać po imieniu. My musimy mówić w sposób oczywisty i nie możemy zakłamywać naszej historii. Natomiast w tym dniu powinniśmy domagać się tego, żeby to upamiętnienie tych ofiar rzezi wołyńskiej było w sposób kategoryczny, jasny i również przejrzysty, żeby ta historia nie była zakłamywana. Myślę, iż mógłby być lepszy moment by powiedzieć o tych osobach, które po tamtej stronie zginęły czy też padły ofiarą, tak jak pan Łukasiewicz to powiedział, natomiast to chyba nie jest ten moment – tłumaczył.

"To uderzenie w polską rację stanu"

Michał Kowalski (Prawo i Sprawiedliwość) mocno potępił wypowiedź charge d’affaires, nazywając ją skandalem i uderzeniem w polską rację stanu.

Nie można robić symetrii między ofiarami UPA na Polakach, gdzie zginęło 130 tysięcy niewinnych ludzi do oczywiście nagannych przypadków po stronie Polaków. One były, bo to jest wojna i wiadomo, iż takie rzeczy się zdarzają, ale o ile kierownik placówki dyplomatycznej takie stanowisko ma, to jest to bardzo krzywdzące i to jest uderzanie w polską rację stanu. To jest uderzanie w cześć i godność tych osób, które były pomordowane. Pewne rzeczy miały miejsce, bo to są działania iż tak powiem, w stanie prowadzenia wojny i te relacje polsko-ukraińskie były trudne, ale nie możemy na to pozwolić. Ja uważam, iż tutaj powinno być absolutnie wyraźne stanowisko polskiego ministra spraw zagranicznych, który powinien to potępić – zaznaczył.

W obronę dyplomatę wziął natomiast Adam Gomoła (Polska 2050).

Prawda historyczna niestety nie jest ani biała, ani czarna i dokładnie to podkreślił pan ambasador. Zresztą to chyba jest skandalem, iż drugi rok w jednym z najważniejszych naszych państw sojuszniczych mamy człowieka, który szefuje placówce cały czas bez roli ambasadora. Prawda historyczna jest taka, iż na cztery ofiary z rąk ukraińskich nacjonalistów względem innych narodowości, głównie polskiej w latach 43-45 przypadała jedna, która ginęła z rąk polskich bandytów i tacy też byli. I to jest obiektywna prawda – mówił.

11 lipca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Upamiętnia on rocznicę tzw. krwawej niedzieli 11 lipca 1943 r., gdy doszło do fali mordów na Polakach. Był to punkt kulminacyjny rzezi wołyńskiej.

Idź do oryginalnego materiału