Duńskie Ministerstwo Obrony potwierdziło, iż obowiązuje przez cały czas rozporządzenie z 1952 roku, które nakazuje żołnierzom natychmiastową walkę w przypadku ataku na terytorium Danii – choćby bez czekania na rozkazy. Na tę regulację zwróciła uwagę duńska gazeta "Berlingske" w kontekście nasilającej się retoryki Donalda Trumpa dotyczącej możliwego militarnego przejęcia Grenlandii.
Ministerstwo poinformowało "Berlingske", iż «zaatakowane siły muszą natychmiast podjąć walkę, choćby jeżeli ich dowódcy nie zostali poinformowani, iż kraj znalazł się w stanie wojny». Regulacja dotyczy także autonomicznej Grenlandii, na której stacjonuje w tej chwili około 150 amerykańskich żołnierzy.
Kenneth Ohlenshlaeger Buhl, kapitan marynarki i badacz z Duńskiej Akademii Wojskowej, wyjaśnił w rozmowie z agencją Ritzau, iż przepis jest «jednoznaczny». Gdyby hipotetyczni amerykańscy żołnierze pojawili się na Grenlandii i próbowali przejąć budynki rządowe lub zagrozili duńskim żołnierzom, byłoby to uznane za atak.
Historyczne korzenie rozporządzenia
Regulacja powstała w bezpośredniej reakcji na atak Niemiec na Danię 9 kwietnia 1940 roku. Wtedy wiele jednostek wojskowych pozostało bez jasnych rozkazów z powodu częściowej utraty łączności. Rozporządzenie ma zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Jak podaje "Berlingske", zgodnie z przepisami duńscy żołnierze «musieliby chwycić za broń» i «podjąć walkę, nie czekając na rozkazy ani nie prosząc o nie».
Sygnały z Waszyngtonu
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła, iż Trump «chce mieć w dyspozycji opcję militarną w sprawie przejęcia Grenlandii». Dodała, iż «dyplomacja zawsze jest na pierwszym miejscu», ale przywołała sytuacje, «gdy dyplomacja zawiodła» – wskazując na Iran i Wenezuelę.
W rozmowie z "Wall Street Journal" Leavitt podkreśliła, iż «działania militarne są zawsze jedną z dostępnych opcji». Jako korzyści z przejęcia Grenlandii wymieniła «większą kontrolę nad regionem Arktyki oraz gwarancję, iż Chiny i Rosja nie będą mogły kontynuować swojej agresji w tym regionie».
Sprzeczne stanowiska w administracji
Sekretarz stanu Marco Rubio w rozmowach z parlamentarzystami miał wykluczyć użycie siły przeciwko sojusznikowi z NATO. Z kolei doradca Trumpa Stephen Miller stwierdził w CNN, iż nikt nie stanie militarnie w obronie Grenlandii, gdy chodzi o jej «przyszłość». Jego żona Katie Miller opublikowała w mediach społecznościowych mapę Grenlandii z amerykańską flagą i podpisem «Wkrótce».
Trump niedawno podkreślił, iż USA «potrzebują Grenlandii do obrony», wskazując na obecność rosyjskich i chińskich okrętów w pobliżu wyspy. Pod koniec grudnia 2025 roku wyznaczył gubernatora Luizjany Jeffa Landry'ego na specjalnego wysłannika ds. Grenlandii.
Europejska reakcja
Były premier Francji Dominique de Villepin ostrzegł w Bloomberg TV, iż «jeśli Stany Zjednoczone rzeczywiście zdecydują się na inwazję, staną się wrogiem europejskich państw członkowskich NATO». Dodał, iż atak jednego państwa NATO na drugie byłby «bezprecedensowy». Europa nie może zaakceptować naruszenia suwerenności europejskich terytoriów.
Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noel Barrot poinformował, iż Rubio wykluczył działania wojskowe wobec Grenlandii. Wysoki rangą europejski dyplomata zauważył jednak niedawną zmianę tonu ze strony Stanów Zjednoczonych w tej sprawie.
Strategiczne znaczenie Grenlandii
Grenlandia to największa wyspa świata, autonomiczne terytorium zależne od Danii, zamieszkane przez około 57 tysięcy ludzi. Władze duńskie i grenlandzkie wielokrotnie podkreślały, iż wyspa nie jest na sprzedaż.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).




