11 lipca zbliża się wielkimi krokami. Narodowe Święto upamiętniające ofiary ludobójstwa na Wołyniu – Polaków pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1942–1945 – powinno być dniem refleksji i wspólnej pamięci. Tymczasem w Gnieźnie stało się powodem politycznego sporu, który ujawnia głębokie podziały wśród radnych. Na środowej sesji Rady Miasta pojawiły się dwa apele dotyczące tej samej rocznicy. Jeden autorstwa Stowarzyszenia Ziemia Gnieźnieńska, drugi – Klubu Koalicja dla Pierwszej Stolicy. I choć oba dotyczą tej samej tragedii, różnią się diametralnie.
Jak to możliwe, iż w sprawie tak fundamentalnej jak pamięć o ofiarach ludobójstwa nie udało się wypracować wspólnego stanowiska? Co sprawiło, iż rozmowy między radnymi zostały zerwane? I dlaczego radny Tomasz Dzionek złożył swój apel „rzutem na taśmę”, zamiast poczekać na porozumienie?
„Chcieliśmy zrobić to w sposób godny”
O inicjatywie apelu opowiedzieli na konferencji prasowej radni Stowarzyszenia Ziemia Gnieźnieńska: Paweł Kamiński, Sebastian Błochowiak oraz Robert Gaweł – potomek rodziny, która uciekła z Wołynia 11 lipca 1943 roku z miejscowości Witoldówka koło Porycka (dziś Pawliwka w okręgu Włodzimierz Wołyński) .
To z naszej inicjatywy zrodził się pomysł upamiętnienia ofiar ludobójstwa Polaków na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich – mówił Paweł Kamiński.
Radni podkreślali, iż od początku chcieli działać wspólnie. Rozmawiali z prezydentem Michałem Powałowskim, który – jak twierdzą – był przychylny pomysłowi. Przedstawili swoją propozycję apelu, w którym zawarli trzy zasadnicze części:
-
Fakt historyczny – jednoznaczne nazwanie wydarzeń na Wołyniu ludobójstwem dokonanym przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armię (UPA).
-
Polska pomoc – przypomnienie, iż po rosyjskiej napaści na Ukrainę w 2022 roku Polacy, w tym mieszkańcy Gniezna, otworzyli swoje domy dla ukraińskich uchodźców.
-
Apel o szacunek – oczekiwanie, by Ukraińcy nie hołubili sprawców ludobójstwa i okazali szacunek polskim ofiarom.
Tu nie ma ani jednego słowa przeinaczenia, kłamstwa historycznego. Tu jest czysta prawda – mówił Robert Gaweł .
„Wyprzedził nas rzutem na taśmę”
Problem pojawił się, gdy apel trafił do radnych koalicji rządzącej. Jak relacjonował Sebastian Błochowiak, rozmowy miały być kontynuowane 17 czerwca po Komisji Oświaty. Spotkali się wówczas z Michałem Glejzerem, pełniącym obowiązki przewodniczącego Rady Miasta.
Kiedy rozmawialiśmy ja, Robert Gaweł i Michał Glejzer na temat zmian, koncepcji, aby wypracować wspólne stanowisko – w tym samym czasie radny Tomasz Dzionek poszedł i złożył swój apel, zamykając perspektywę dalszych rozmów dla wszystkich – mówił Błochowiak.
Paweł Kamiński był jeszcze bardziej dosadny:
Złożył to naprędce, rzutem na taśmę, po to tylko, by to pojawiło się w porządku obrad. Potem my byśmy nie zdążyli, w nie wiedzy, iż on tego dokonał – powiedział, określając zachowanie Dzionka mianem „wyścigu szczurów”.
Co zniknęło z apelu?
Zdaniem radnych Ziemi Gnieźnieńskiej, apel Tomasza Dzionka i Koalicji dla Pierwszej Stolicy jest „banalny”, „miękki” i „sprawny politycznie”. Zniknęły z niego najważniejsze sformułowania:
-
Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) – sprawcy ludobójstwa,
-
słowo „ludobójstwo”,
-
nazwanie rzeczy po imieniu – iż na Wołyniu doszło do zaplanowanej, brutalnej eksterminacji Polaków.
Robert Gaweł, który sam stracił bliskich na Wołyniu, podkreślał, iż istotą apelu nie jest omawianie trudnych stosunków polsko-ukraińskich, ale jasne powiedzenie:
Polska, Polacy, mieszkańcy Gniezna nie zgadzają się na to, co się dzieje w tej chwili w propagandzie politycznej na Ukrainie. To, iż organizacja ukraińskich nacjonalistów oraz jej zbrojne ramię, UPA, jest w tak zuchwały sposób czczona – jest dla Polaków absolutnie nie do przyjęcia.
Radni Ziemi Gnieźnieńskiej nie mają wątpliwości: usunięcie tych słów to próba uniknięcia prawdy. I to w sprawie, która dla tysięcy polskich rodzin wciąż boli.
Spór o pamięć
Robert Gaweł przypomniał, iż wiedza o Wołyniu przez dziesięciolecia była w Polsce tępiona.
Aparat komunistycznego państwa zabraniał absolutnie propagowania tego. Moja ciocia, która stamtąd uciekła, była na posterunku Urzędu Bezpieczeństwa. Musiała się tłumaczyć za to, iż mówi o Wołyniu – opowiadał.
Dziś, jak mówi, sytuacja się nie zmieniła – choć z innych powodów.
Sprawa przez cały czas budzi obawy różnych środowisk, żeby o niej nie mówić, żeby o niej nie przypominać – mówił.
I dodał, iż radni koalicji rządzącej nie mają pojęcia o wadze tej rocznicy:
Wydaje mi się, iż niestety, ale chyba niektórzy po tamtej stronie w ogóle nie wiedzieli, iż 11 lipca jest takim świętem, bo ja wielu z nich nie widziałem na tych obchodach nigdy – powiedział.
Dwa głosowania – jeden finał?
Na środowej sesji Rady Miasta pojawiły się oba apele. Oba będą głosowane – choć, jak obawiają się radni Ziemi Gnieźnieńskiej, koalicja rządząca może podjąć próbę zdjęcia z porządku obrad apelu opozycji .
Jest to możliwe, bo mają większość i mogą wszystko zrobić. Mogą złożyć wniosek formalny o zmianę porządku obrad i zniesienie któregoś z tych ruchów – mówił Paweł Kamiński.
Radni apelują, by oba apele zostały przegłosowane – i by nie zdejmowano ich z porządku obrad.
Jeżeli Pan Prezydent chce, bo wydaje mi się, iż chyba zależy mu na tym, żeby akurat w tej sprawie zgoda była, to powinny być przegłosowane obydwa apele – podkreślił Kamiński.
Apel o udział w obchodach
Niezależnie od politycznego sporu, radni Ziemi Gnieźnieńskiej zapraszają mieszkańców na obchody 11 lipca.
Chcieliśmy tylko, żeby ludzie wzięli udział w obchodach, które będą 10 lipca, w przededniu święta, wieczorem w Kościele Farnym o 18.30. Będzie msza święta, a potem będzie pod tablicą krótkie wspomnienie – poinformował Robert Gaweł.
Ten spór jest symptomatyczny dla szerszego problemu: w Polsce wciąż nie ma zgody co do tego, jak mówić o Wołyniu. Czy nazywać rzeczy po imieniu – ludobójstwem, OUN, UPA? Czy może unikać drażliwych sformułowań w imię „dobrego sąsiedztwa”?
Dla radnych Ziemi Gnieźnieńskiej odpowiedź jest jasna:
My nie piszemy Ukraińcom historii. My mówimy o swojej historii – podkreślił Robert Gaweł.
Dla Koalicji dla Pierwszej Stolicy – najwyraźniej nie. Ich apel jest „miękki”, pozbawiony ostrych sformułowań. I to właśnie budzi największy sprzeciw tych, którzy pamiętają – lub których rodziny pamiętają – co wydarzyło się na Wołyniu.
Bo pamięć nie może być wybiórcza. A prawda – choćby trudna – powinna być nazywana po imieniu. Zwłaszcza gdy mówimy o ofiarach.










