Gdy Świdnica powiększyła się sześciokrotnie. Fascynująca przemiana miasta tematem 2. Spaceru z Historią [FOTO]

swidnica24.pl 2 godzin temu

To było jak zrzucenie gorsetu, który hamował rozwój Świdnicy. Przełomowy moment, gdy miasto przestało być twierdzą, stał się punktem wyjścia do fascynującej opowieści o metamorfozie miasta, które w trzydzieści lat powiększyło się sześciokrotnie, stał się kanwą 2. Spaceru z Historią. Fundacja Symbioza zaprosiła historyka Sobiesława Nowotnego, a ten jak z rękawa sypał ciekawostkami i anegdotami, utrzymując zainteresowanie blisko 100 uczestników wyprawy.

Przez ponad 100 lat stare miasto było opasane fortyfikacjami twierdzy fryderycjańskiej, co zahamowało rozwój Świdnicy. Przełom przyszedł 4 października 1866 roku, gdy została ogłoszona miastem otwarty. Burzenie fortyfikacji rozpoczęło się rok później i trwało do końca XIX wieku. – Po twierdzy zostały nieliczne ślady, a szkoda – ubolewał za niemieckim historykiem dr Sobiesław Nowotny, wskazując, iż można było zachować choćby jedną z licznych wież. Tak się jednak nie stało, a prace ruszyły z ogromnym rozmachem. – To był niebywały rozmach i aż trudno uwierzyć, iż wszystko powstawało bez nowoczesnych maszyn czy samochodów. Pierwsze auto w mieście pojawiło się dopiero w 1908 roku – wskazywał prelegent, wskazując, iż miasto nigdy wcześniej ani nigdy później nie zostało tak unowocześnione: zyskało wodociągi, kanalizację, oświetlenie gazowe i nowe, szerokie ulice.

Jak podkreślał Sobiesław Nowotny, szerokość ulic nie była nowomodną fanaberią, a wynikała z przepisu obowiązującego w całym Cesarstwie Niemieckim, na mocy którego nowe ulice musiały być półtora raza szersze niż stojące przy nich budynki. Miało to być zabezpieczeniem na wypadek zawalenia lub pożaru.

Spacer rozpoczął się na placu Grunwaldzkim, przy którym jak grzyby po deszczu powstawały reprezentacyjne gmachy: poczty, dwóch hoteli, Sądu Okręgowego (był nim w czasach Cesarstwa), dom joannitów, gdzie świadczono pomoc medyczną, czy wreszcie słynna Braukommune (dziś Klub Bolko), zrzeszająca świdnickich piwowarów. – To było miejsce, przez które przewijały się tysiące ludzi, organizowano ważne wydarzenia, jubileusze, koncerty – wyliczał Sobiesław Nowotny.

Dla uczestników spaceru niespodzianką była informacja o pierwotnej funkcji budynku, gdzie mieściło się przed laty WKU, a w tej chwili powstają komercyjne mieszkania. Otóż to była kamienica, wybudowana i zamieszkiwana przez jedną rodzinę, rodzinę burmistrza, który doprowadził do uwolnienia miasta z okowów twierdzy.

Niesamowity boom budowlany był jak efekt domino – wokół miasta powstawały cegielnie i stolarnie, a dodatkowym impulsem była budowa dworca kolejowego w centrum Świdnicy. – Zapytają państwo, skąd na to wszystko były pieniądze? – zapytał i zaraz odpowiedział świdnicki historyk. Do Cesarstwa płynęły olbrzymie kontrybucje za wygrane wówczas wojny, m.in. 5 mld franków w złocie od Francji. Państwo oferowało mieszkańcom bardzo nisko oprocentowane kredyty, co pozwoliło rozwijać firmy i budować kamienice czynszowe. Były jednak i cienie tej sytuacji – nadmiar pieniędzy doprowadził do krachu. Zanim jednak do tego doszło, Świdnica zdążyła niebywale się rozwinąć, także pod względem przemysłowym i kulturalnym.

Jednym z obiektów, na które wskazał Sobiesław Nowotny, była kamienica przy Al. Niepodległości 10, gdzie mieściło się wydawnictwo „Gazety Świdnickiej”. – Była to gazeta o charakterze liberalnym i wcale nie największa w mieście. Wyobraźcie sobie państwo, iż wówczas w Świdnicy istniały 53 wydawnictwa – od gazet dla kobiet po czasopisma stowarzyszeń. Samych tygodników było 7! – podkreślał.

Miasto wykorzystało swój moment i zdobyło bardzo silną pozycję nie tylko na Dolnym Śląsku. – Praktycznie co pięć lat były organizowane ogólnoniemieckie wystawy rolnicze, drobiarskie, ogrodnicze. Gościli tu z koncertami najznamienitsi śpiewacy i muzycy, w tym rodzina Straussów – wyliczał.

Spacer spotkał się, podobnie jak poprzednie edycje, z ogromnym zainteresowaniem. Kolejna okazja do poznania historii Świdnicy już jutro. 19 lipca o zapomnianej wsi Pisarzowice opowie Sylwia Osojca-Kozłowska, prezeska Fundacji Symbioza. Start o godzinie 16.00, zbiórka za halą sportową w Parku Centralnym.

/asz/

1 z 14
Idź do oryginalnego materiału