Generał Szeptycki wkroczył do Katowic. A razem z nim Polska

opolska360.pl 2 godzin temu

Centralne uroczystości powitania polskich oddziałów, na czele których był generał Stanisław Szeptycki, jak pisze w książce „Powstania śląskie 1919-1920-1921” profesor Ryszard Kaczmarek, odbyły się 20 czerwca 1922 roku w Katowicach przy okazji zajmowania pierwszej wyznaczonej przez aliantów strefy – powiatu ziemskiego katowickiego i miasta Katowice. Ale ów tryumfalny przemarsz rozpoczął się na ówczesnej granicy pomiędzy Polską a obszarem plebiscytowym – w Szopienicach.

W procesie przejmowania przez Polskę części Śląska przyznanej jej przez Radę Ambasadorów, istotną rolę odegrał Wojciech Korfanty. Już 19 czerwca 1922 roku żegnał w Katowicach żołnierzy francuskich. Uroczystość odbyła się przed budynkiem, w którym przez dwa lata rezydował i rządził miastem w imieniu Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej pułkownik Georges-Jules Blanchard.

Kiedy flagi francuskie zamieniono na polskie, Korfanty ze łzami w oczach telefonował do Warszawy. Jego wypowiedź cytowała Rzeczpospolita: „Serca polskie na Śląsku biją żywo z uniesienia. Wszędzie twarze radosne, wszędzie bramy tryumfalne, tyle kwiatów, zieleni, sztandarów z ptakiem białopiórym”.

Generał Stanisław Szeptycki – Opolanie też go witali

Zadbano bardzo, żeby to wydarzenie nabrało prawdziwie symbolicznego znaczenia. Kiedy o 8.00 oddziały z generałem Stanisławem Szeptyckim na czele dotarły do bramy tryumfalnej ustawionej przy dawnych budkach granicznych, Wojciech Korfanty stał razem z córkami na moście na granicznej dotychczas Brynicy w Szopienicach. Korfanty był obecny przy symbolicznym akcie „rozkucia pruskich kajdan niewoli”.

Dyktator III powstania śląskiego nie pełnił wtedy żadnych funkcji, był jedynie honorowym przewodniczącym prezydium Komitetu Przyjęcia i w takim charakterze witał Szeptyckiego niedługo potem na katowickim rynku. Tytułem ciekawostki warto przypomnieć, iż generała w Szopienicach witali także konsul RP w Opolu Daniel Kęszycki i Jan Karszo-Siedlewski.

Wkraczających do Szopienic żołnierzy witał jako pierwszy wojewoda śląski, Józef Rymer. Mówcę stojącego na trybunie honorowej oddzielał od generała symboliczny łańcuch pomalowany w pruskie barwy – białą i czarną.

Wojewoda Rymer mówił: „Zacny Generale! Armia Polska wstępuje na ziemię górnośląską w miejscu skropionym obficie krwią bohaterów górnośląskich. W tym właśnie miejscu w czasie pierwszego powstania walczyli powstańcy górnośląscy do ostateczności broniąc każdej piędzi ziemi górnośląskiej. W końcu musieli ulec przeważającym i dobrze uzbrojonym oddziałom Grenzschutzu. Tu i ówdzie nazywano ich szaleńcami, bo rzucili się z gołymi pięściami na armaty, ale Polska im tego nie zapomni”.

Na rozkaz Szeptyckiego zabrzmiał „Mazurek Dąbrowskiego”, a także marsz żałobny na cześć tych, którzy oddali życie w powstaniach i „Rota”. Juliusz Chowaniec, powstaniec inwalida symbolicznie rozkuł młotem ogniwa wspomnianego łańcucha. „Pękajcie okowy niewoli – wołał. – Górny Śląsk jest wolny, armio polska wkraczaj nań i połącz go z Polską”. Raz jeszcze zagrano hymn państwowy, a kiedy generał przekroczył granicę na śląskiej ziemi, sześcioletnia dziewczynka wręczyła mu bukiet biało-czerwonych róż.

Profesor Kaczmarek notuje, iż w drodze z Szopienic w stronę Zawodzia przejazdowi polskiego wojska towarzyszył szpaler wiwatujących tłumów. „Nie było ani jednego domu – pisze – ani okna choćby jednego, nie zdobionego w zieleń, orły i chorągiewki czerwono-białe”.

Przed Stanisławem Szeptyckim i Wojskiem Polskim szły banderie włościan, towarzystw zawodowych i stowarzyszeń kulturalnych, a także Związek Hallerczyków, Związek Byłych Marynarzy Powstańców Śląskich, członkowie Towarzystwa Gimnastycznego Sokół i Związku Harcerstwa Polskiego. Bezpośrednio przed generałem Szeptyckim maszerowała kompania honorowa powstańców śląskich. Dowodził nią mjr Jan Ludyga-Laskowski.

Pierwszy ślub po polsku

Rodzice profesor Doroty Simonides, wieloletniej opolskiej posłanki i senatora RP brali ślub właśnie w tym historycznym dniu, 20 czerwca 1922 roku.

– I to było wydarzenie – opowiada pani profesor. – Bo tata był młodym górnikiem, ale i muzykantem. Był więc znany i szanowany, skoro grał na wszystkich odpustach, pogrzebach, urodzinach farorza itd. Mama pracowała na probostwie jako pomoc w kuchni, a potem jako kucharka. Obie rodziny – Badurów i Wróblów – były znane. Tłum gości, około 80 osób pod przewodnictwem muzykantów szedł z Nikiszowca do Janowa, gdzie była gmina, do urzędu stanu cywilnego, a potem do kościoła w Mysłowicach. Mijali napisy „Serdecznie witamy”. Mama myślała, iż to dla nich. Ale okazało się, iż weselny pochód nie skręcił do urzędu, tylko poszedł dalej, w stronę Katowic. Bo ktoś przyniósł wiadomość, iż do Katowic wchodzi Wojsko Polskie. Wszyscy pobiegli je witać. choćby tato i druhny. Zostały tylko dwie z nich i pani młoda w białej sukni, w welonie i w mirtowym wianku. Usiadły na murku przed urzędem i czekały.

– Mama śmiała się potem, iż dostała dodatkowy czas do namysłu – kontynuuje opowieść pani profesor. – Urzędnik stanu cywilnego – formalnie jeszcze pruski – zamknął drzwi i też pobiegł witać żołnierzy. Ślub odbył się po jakiejś godzinie. Był to pierwszy w Janowie ślub po polsku, co potwierdza dokument z pieczęcią. Przechowywany w domu jak relikwia. A ojciec miał zawsze żal do Piłsudskiego, iż ruszył na Kijów, a nie walczył o Śląsk.

Na okazję tego, iż generał Stanisław Szeptycki wkraczał do Katowic, na terenie miasta stanęły bramy triumfalne. Ta stanęła w Królewskiej Hucie. Fot. NAC

Na katowickim Rynku Polacy demonstrowali swą radość. Żołnierze przeszli pod kolejną tryumfalną bramą ozdobioną godłem, biało-czerwonymi flagami oraz napisem: „Niech żyje Polska! Niech żyje Górny Śląsk”.

Szeptycki jechał z olbrzymim bukietem w ręku. A i jego konia już na granicy udekorowano wielkim wieńcem. Generał, odpowiadając na powitania, wzniósł okrzyk na cześć ludu śląskiego. Przed siedzącym na wierzchowcu dowódcą przedefilowały najpierw oddziały Wojska Polskiego, a za nimi powstańcy. „Począwszy od młodzieńców – cytuje relację z epoki profesor Kaczmarek – którym się zaledwie wąs wysypywać zaczyna, a skończywszy na mężach siwowłosych, a choćby i starcach”.

– Gości dziwiły w Katowicach niemieckie nazwy ulic i takie same w większości szyldy sklepów. Polskie wojsko w rogatywkach ciągnęło przez Ring, przez Kaiser Wilhelm Strasse i Friedrich Strasse, by wziąć udział w mszy polowej – notują autorzy książki „Korfanty silna bestia” Józef Krzyk i Barbara Szmatloch. Historia biegła w tamtym czasie tak prędko, iż nazw nie zdążono jeszcze zmienić. choćby uroczysty bankiet, który Związek Oficerów Rezerwy urządził na cześć generała Szeptyckiego odbył się wieczorem w Reichshalle.

W tym samym tomie czytamy, iż owej mszy przewodniczył proboszcz kościoła Mariackiego w Katowicach, ks. Teodor Kubina. W latach walk o przynależność Górnego Śląska był jednym z czołowych działaczy ruchu polskiego (niedługo potem, bo w grudniu 1925, został mianowany biskupem nowo powołanej diecezji częstochowskiej i pełnił ten urząd aż do śmierci w roku 1951). Liturgia została odprawiona na stopniach teatru. Dzisiaj na jego frontonie upamiętniony jest jego patron, Stanisław Wyspiański. Wówczas zdobił go napis: „Deutschem Wort, Deutscher Art”. (Niemieckiemu słowu, niemieckiej sztuce).

Bierzesz bogactwa, weź skarby moralne

Po uroczystym odśpiewaniu „Ciebie Boże wielbimy”, głos zabrał Wojciech Korfanty. Był przepasany girlandą kwiatów.

– Przybyłaś do nas Polsko! – wołał. – Z sercem przepełnionym czcią nabożną witamy Cię Matko Ojczyzno! Znękani straszną wojną światową błagamy cię, zapewnij nam i daj nam pokój, bo my wszyscy jesteśmy ludźmi dobrej woli. Wierna swym tradycjom wolnościowym przyjmij wszystkich mieszkańców jako dzieci swoje. Bez względu na różnice języka i wiary. Bierzesz we władanie niezmierne bogactwa naszej ziemi. Ale weź także skarby moralne, które naród śląski zrodził podczas walk o swe wyzwolenie (…) Nie żałujemy trudów, prześladowań, ani przelanej krwi, bo dziś jesteśmy panami tej ziemi i wolnymi obywatelami Rzeczpospolitej.

Równie mocno co polscy mieszkańcy Śląska, reagowały na wydarzenia z 20 czerwca polskie media.

„Niesłychany entuzyazm na Górnym Śląsku. Wojska nasze wkroczyły tryumfalnie wśród powodzi kwiatów i sztandarów” – donosił na gorąco „Ilustrowany Kuryer Codzienny”. „Polska zyskała połać kraju najbogatszą, posiadającą potężne pokłady węgla, rudy cynkowe i ołowiane, sól, siarkę, bardzo poważną produkcyę surowca żelaza […]. Nasz stan gospodarczy znacznie się podniesie, bilans handlowy się poprawi” – komentowała gazeta.

Wraz Polakami żołnierzy Szeptyckiego witali także katowiccy Niemcy. Po polsku przemawiał burmistrz Alfons Górnik.

– Dzielni polscy żołnierze! Pokażcie, iż karne Wojsko Polskie jest murem ochronnym dla obywateli miłujących pracę, dla obywateli lojalnych i spokojnych. Powiedzcie światu, iż Polska jest krajem praworządnym! Niech żyje Polska i Górny Śląsk – mówił.

Po niemiecku przewodniczący rady miejskiej, Max Reichelt.

„Niemcy na polskim Śląsku chcą dać państwu polskiemu, co mu się należy – zadeklarował – Chcą być lojalnymi obywatelami tego państwa. jeżeli choćby nie mogą świętować ze względu na zmianę władzy państwowej, jak ich polscy współobywatele, to jednak we wkraczających wojskach polskich widzą swych obrońców i strażników porządku w kraju i tego, co ze względu na bratobójczą walkę zostało zniszczone”.

Generał odpowiedział krótkimi wystąpieniami w obu językach.

Po przemówieniach powstańcy z powiatu katowickiego wręczyli generałowi miecz stalowy o wadze 10 kg i długości 1,8 m.

Tłum delegatów i mieszkańców oczekuje na katowickim Rynku na przemarsz Wojska Polskiego, na czele którego kroczył generał Stanisław Szeptycki. Na pierwszym planie Wojciech Korfanty w rozmowie z fotografem. Fot. NAC

Witający polskich żołnierzy reprezentanci mniejszości niemieckiej zachowywali się z godnością, co podkreślają świadkowie epoki. Ci z nich, którzy byli biedniejsi i mieli mniej do stracenia, opuścili Katowice wcześniej. Zostały te osoby, które jeszcze regulowały swoje sprawy lub uznały, iż będą żyć jako mniejszość, która ma zagwarantowane prawa na mocy konwencji genewskiej.

Konwencja genewska o Górnym Śląsku podpisana w Genewie 15 maja 1922 roku regulowała kwestie z zakresu gospodarki i ochrony praw mniejszości na obszarze plebiscytowym. To był bardzo obszerny i szczegółowy dokument – obejmował ponad 600 artykułów. Zbudowano go na zasadzie, która wynikała z braku zaufania do drugiej strony. Próbowano w niej przewidywać wszelkie niebezpieczeństwa i problemy, jakie mogą się zdarzyć. Trzeba przyznać, iż przygotowanie tego, by mniejszości po obu stronach granicy mogły działać, było dość dobre. Choć lepiej na tym wychodziła ludność niemiecka na terenie województwa śląskiego.

Generał Stanisław Szeptycki w Katowicach. Przejmowanie Śląska to był proces

Uważa się czasem, iż fakt, iż to generał Stanisław Szeptycki reprezentował Polskę 20 czerwca 1922, był nagrodą za jego wkład w przygotowanie III powstania śląskiego. Nie bez znaczenia było i to, iż jako oficer wywodzący się z armii austro-węgierskiej był niemieckojęzyczny. Mógł więc na powitanie przez mniejszość niemiecką w języku tej mniejszości bez problemu odpowiedzieć.

Warto pamiętać, iż wejście Szeptyckiego i jego żołnierzy na Śląsk, powitanie w Szopienicach choć urosło na polskim Śląsku do legendy, a w naszych czasach do rangi święta, przypadło mniej więcej w środku procesu przejmowania części Śląska dla Polski.

Kiedy już zostało rozstrzygnięte, jak ma wyglądać podział obszaru plebiscytowego między Polskę i Niemcy, rozpoczęły się prace nad budową przekazywania przez sprzymierzonych adekwatnych obszarów obu krajom. Odbywało się to niemal analogicznie. Teren, który wcześniej formalnie należał do Niemiec, był teraz zajęty przez wojska rozjemcze, okupacyjne. Nie było na nim armii niemieckiej ani wyższych urzędników niemieckich. Strona niemiecka wracała na swoje tereny, strona polska obejmowała te, które dostała.

Rozmowy na ten temat toczyły się od maja 1922 roku w Opolu z udziałem zespołów negocjacyjnych z Polski, Niemiec i Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej. Po miesiącu prac ustalono program obejmowania obszaru plebiscytowego i opisano go w specjalnym dokumencie. Był on podzielony na sześć etapów, sześć stref od połowy czerwca do pierwszej dekady lipca.

Przekazanie składało się zawsze z pięciu części: rozwiązanie policji plebiscytowej (APO) i straży gminnych, przybycie policji (odpowiednio polskiej lub niemieckiej), uroczyste przekazanie administracji, wymaszerowanie oddziałów koalicyjnych, a ostatnim punktem było wejście polskiego lub niemieckiego wojska.

To, jak generał Stanisław Szeptycki wkroczył, było najbardziej wizualne, ale trzeba było przekazać sądownictwo, rozstrzygnąć, jak będą funkcjonować dworce celne, odprawy paszportowe, ruch kolejowy itd.

Jako pierwszą strefę Polska zajęła Katowice i powiat katowicki. Niemcy w tym samym czasie objęli na powrót Kluczbork i Głogówek. Ostatnią strefą zajętą przez Polskę był Rybnik, przez Niemcy – Gliwice, Bytom i Racibórz.

Opole Niemcy obejmowali od 5 do 10 lipca 1922. Najpierw musiała miasto opuścić, wieńcząc swą misję, Komisja Międzysojusznicza.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału