Gm. Dubienka. To pole bitwy nie przestaje zaskakiwać. Badacze i detektoryści jego historię piszą od nowa.

supertydzien.pl 1 godzina temu
Dla nas drobnostka, a dla badaczy gratka„Co zgubili żołnierze pod Dubienką” - takie pytanie pojawiło się w jednym z ostatnich postów, jakie zostały opublikowane na profilu lubelskiego konserwatora zabytków. Świadectwo tamtych trudnych dla Polski dni mogą stanowić bowiem nie tylko militaria, ale też przedmioty, jakie żołnierze zwyczajnie gubili w ferworze walki. -Do tej pory do naszych zasobów trafiały przede wszystkim pociski, elementy wyposażenia wojskowego lub fragmenty galanterii mundurowej. Dzięki tym przedmiotom byliśmy w stanie określić rozkład pola bitwy, zasięg walk a także odtworzyć możliwy przebieg walk. W ostatnim czasie zaczęły się jednak pojawiać znaleziska o zgoła innych charakterze – zauważa kierownik chełmskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie Paweł Wira.Przeciętny obserwator działań, jakie podejmują na co dzień pasjonaci poszukiwań i wspierający ich merytoryczną wiedzą badacze, mógłby stwierdzić „Cóż znaczy te parę monet i guzik”. Specjaliści uważają jednak, iż dzięki tego rodzaju odkryciom można spojrzeć na wydarzenia sprzed ponad 230 lat z zupełnie innej perspektywy. Jakiej?- Okazuje się, iż równie istotne, co ruchy poszczególnych formacji wojskowych oraz przebieg walk, są także losy poszczególnych żołnierzy. Znaleźli się niewątpliwie w tragicznych okolicznościach. I warto, jak sądzę, badać bitwę także pod tym kątem. Obu odkryć dokonał eksplorator Dominik Stanikowski, stale współpracujący z zespołem badawczym profesjonalnych archeologów - pod kierunkiem magistra Marcina Piotrowskiego – wyjaśnił nam kierownik Wira.Zespół monet, który został wydobyty na otwartym polu, z dala od zabudowań wsi Uhańka, odnaleziono pod koniec ubiegłego roku. Kilka z nich było ze sobą zlepionych i zachowanych w dosyć złym stanie. Monety, już w tym roku, poddano profesjonalnej konserwacji. - Ostatecznie udało się ustalić (choć pełna identyfikacja numizmatyczna depozytu przez cały czas trwa), iż zespół składał się z 12 miedzianych monet z końca XVIII wieku. Wśród nich znajdowały się głównie krajcary lub inne emisje z Cesarstwa Austriackiego, a także, co szczególnie istotne, dwie monety oznaczone napisem „1 GROSSVS POL”. Wybijane były w Wiedniu, dla potrzeb utraconej w pierwszym rozbiorze wschodniej Galicji i Lodomerii. Monety zostały wprowadzone do obiegu w 1794 roku, czyli roku wybuchu powstania kościuszkowskiego – podkreśla Wira. Monety bite pod zaboramiWspomniane okazy są zresztą najmłodsze w całym zespole. Monety te, chociaż bite po stronie austriackiej, swobodnie docierały na południowo-wschodnie rubieże upadającej Rzeczypospolitej jeszcze przed ostatnim rozbiorem. -Siła nabywcza zarówno obu groszy, jak i pozostałych umieszczonych w depozycie monet nie była duża. Były to drobne pieniądze obiegowe używane do codziennych zakupów. Przypomnijmy, iż za dwa–trzy grosze można było wówczas kupić bochenek chleba lub porcję piwa w karczmie, natomiast za jeden grosz – jedno jajko. Dla porównania około 10–11 groszy polskich wynosił miesięczny żołd kantonisty (czyli poborowego) pod koniec epoki stanisławowskiej – przypomina specjalista.W zespole nie było żadnych rosyjskich monet, co może sugerować, iż należały one do żołnierza armii koronnej. Utracił on swoje oszczędności w czasie drugiej bitwy pod Dubienką, która rozegrała się tutaj 4 czerwca 1794 roku. - Wskazuje na to również lokalizacja odkrycia. Pokrywa się z przekazami źródłowymi oraz wynikami wcześniej prowadzonych badań archeologicznych. Właśnie w rejonie odkrycia skarbu broniły się, a następnie wycofywały z pola bitwy jednostki polskie. Co istotne, nierozproszony zespół monet został odnaleziony w miejscu, w którym najprawdopodobniej został utracony. prawdopodobnie zgubił pieniądze żołnierz biorący udział w akcji bojowej. Najpewniej były przechowywane w nietrwałym opakowaniu (na przykład w sakiewce lub niewielkim woreczku), które nie zachowało się do naszych czasów – podejrzewa Wira.Niektórzy nie wytrzymywali....Zdaniem badaczy wszystkie dotychczasowe ustalenia pozwalają sądzić, iż do walk w rejonie Uchańki dochodziło nie tylko w 1792, ale również w 1794 roku – w czasie powstania kościuszkowskiego. W innej gminnej miejscowości – Starosielu – pan Dominik pozyskał także mosiężny guzik regimentowy oznaczony numerem „4”. - To bardzo charakterystyczny element mundurów polskich epoki stanisławowskiej. W Starosielu funkcjonował przez krótki czas, bo zaledwie jeden czy dwa dni, polski obóz wojskowy. Istotne jest jednak to, iż miejsce odkrycia mundurowego guzika dzieliło od obozu około 1,5-2 km. W tamtym czasie teren porastał gęsty las, a w pobliżu przebiegała słabo pilnowana granica austriacka. Być może znalezisko to wiąże się z aktem dezercji któregoś z polskich żołnierzy. Sądząc po guziku, musiał służyć w IV Regimencie Pieszym Buławy Wielkiej. Dezercje stanowiły wówczas w ramii koronnej poważny problem. Wielu żołnierzy wywodziło się ze środowisk wiejskich. Do wojska wcielani byli przymusowo i nie mieli poczucia, iż wiążą ich z ojczyzną silne więzi. Gdy nadarzała się dobra okazja – uciekali – wyjaśnia kierownik delegatury lubelskiego urzędu.Okazuje się więc, iż niewielkie przedmioty kryją o wiele więcej tajemnic niż mogłoby się wydawać. Na pole bitwy żołnierze zabierali ze sobą nie tylko potrzebne oporządzenie, ale również oszczędności. Nierzadko również strach, który w kluczowych momentach okazywał się być silniejszy niż zobowiązania wobec upadającego państwa. Czytaj także:Gm. Dubienka. Chcą poukładać gminną przestrzeń. Prace planistyczne ruszyły pełną parąPowiat chełmski. Pamięć – tak, ale na odpowiednim poziomie. Czy dr hab. Sabina Bober przekroczyła granice?Region. Stawić się trzeba, ale nie trzeba iść w kamasze. Wojskowe Centrum Rekrutacji w Chełmie prowadzi kwalifikację wojskowąGm. Dubienka. Upamiętnią Tadeusza Kościuszkę. W Dubience stanie pomnik według koncepcji prof. Mariana Koniecznego
Idź do oryginalnego materiału