Las nie zdradza swoich tajemnic zawsze i każdemu. Wystarczy jednak wykrywacz metalu i odrobina cierpliwości, by zwykły spacer zamienił się w podróż w głąb
historii.Dla członków Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego I Drezdeńskiego Korpusu Pancernego takie miejsca stanowią naturalne środowisko, ale i są w pewien sposób szczególne. Każdy sygnał urządzenia może prowadzić do odkrycia niewielkiego przedmiotu albo czegoś znacznie ważniejszego. Tak było ostatnim, razem, kiedy szef poszukiwaczy udał się do lasu na podstawie prywatnego pozwolenia. Najpierw moneta, później brońPan Krzysztof wykorzystał przerwę w pracy i ruszył do lasu. Początkowo wszystko wyglądało tak, jak podczas wielu wcześniejszych wypraw. Wykrywacz zareagował na niewielki metalowy przedmiot.- Zrobiłem sobie przerwę w pracy i postanowiłem pojechać do lasu w Zawadówce. Miałem swoje indywidualne zgody na prowadzenie poszukiwań, więc mogłem spokojnie sprawdzić teren. Pierwszy sygnał nie zapowiadał niczego wyjątkowego. W ziemi znalazłem niewielką monetę - miedziane pół krajcara. Takie drobne znaleziska zawsze jednak zachęcają, żeby chodzić dalej i dokładniej sprawdzać okolicę. Skoro ziemia oddała jeden przedmiot, być może w pobliżu znajduje się coś jeszcze - relacjonuje Krzysztof Fidler, prezes sawińskiego stowarzyszenia. Intuicja go nie zawiodła. Kolejny sygnał był zdecydowanie mocniejszy. Pod warstwą ziemi znajdowały się większe metalowe przedmioty.- Po chwili trafiłem na depozyt broni. Znajdował się tam pistolet maszynowy PPD-40, poprzednik słynnej „pepeszy” oraz karabin Mosin. Oba przedmioty zachowały się niestety jako destrukty, więc ich stan był daleki od dobrego. Już samo takie znalezisko jest jednak bardzo ciekawe, bo pokazuje, iż ktoś po wojnie zdecydował się ukryć tę broń w lesie. Największą niespodzianką okazała się jednak lufa od niemieckiego karabinu maszynowego MG42. Co ważne, zachowała się w całości, razem z kompletnym, niepołamanym zasobnikiem i uchwytami. To właśnie ten element sprawił, iż znalezisko nabrało wyjątkowego charakteru - mówi
Fidler.Dla poszukiwaczy nie bez znaczenia jest również sposób, w jaki przedmioty zostały ułożone w ziemi. Wszystko wskazuje na to, iż nie był to przypadkowy zbiór porzuconych podczas wojny elementó
w.Czytaj też:Broń zakopana po wojnieStan znaleziska i sposób jego zdeponowania wskazują, iż broń trafiła do ziemi już po zakończeniu działań wojennych. Nie wyglądała na przygotowaną do ponownego wykorzystania.- Prawdopodobnie mamy do czynienia z powojenną zbieraniną, którą ktoś zakopał być może na przełomie lat 50. i 60. To bardzo charakterystyczne dla tamtego okresu. Broń była wcześniej rozebrana. W przypadku lufy MG42 widać, iż została odkręcona od zamka i ułożona pod pewnym kątem. Nie wygląda to więc na schowanie broni z myślą o tym, żeby za jakiś czas wyjąć ją i ponownie wykorzystać - tłumaczy prezes
stowarzyszenia.Dlaczego ktoś zdecydował się zakopać broń, zamiast ją oddać? Odpowiedź kryje się w realiach pierwszych powojennych dekad.- W tamtych czasach ludzie naprawdę bali się mieć taką broń w domu. Trwały masowe akcje demobilizacyjne, a samo posiadanie uzbrojenia mogło wzbudzić podejrzenia i narazić człowieka na poważne konsekwencje. Ktoś, kto miał gdzieś w gospodarstwie karabin czy elementy broni, mógł obawiać się, iż zostanie posądzony o współpracę z partyzantką albo o nielegalne przechowywanie uzbrojenia. Dlatego część osób zamiast zgłaszać takie rzeczy milicji, po prostu wynosiła je do lasu i zakopywała. Po kilkudziesięciu latach takie miejsca stają się dla nas kapsułami czasu - mówi
Fidler.Pozostałości po pistolecie maszynowym PPD-40 oraz Mosinie to praktycznie destrukty. Najlepiej zachowała się oryginalna lufa od słynnego, niemieckiego karabinu maszynowego MG. Tym razem nie było konieczności uruchamiania długotrwałych procedur związanych z zabezpieczeniem współczesnej broni.- Służby oficjalnie uznały odnalezione przedmioty za destrukty, pozbawione cech bojowych. Dzięki temu nie mieliśmy do czynienia z tak rozbudowanymi procedurami policyjnymi, jakie towarzyszyły nam przy zeszłorocznym depozycie broni, który później został przekazany do Muzeum Ziemi Chełmskiej. Oczywiście każde takie znalezisko traktujemy poważnie i postępujemy zgodnie z obowiązującymi zasadami. Dla nas najważniejsze jest zabezpieczenie przedmiotów i ich adekwatne udokumentowanie - podkreś
la.Dalsza część artykułu na kolejnej stronie. Zawadówka wciąż zaskakujeDla miejscowych poszukiwaczy Zawadówka nie jest przypadkowym punktem na mapie. To jeden z najważniejszych terenów ich działalnoś
ci.Okolica kryje ślady różnych epok i wydarzeń. Poszukiwacze interesują się zarówno historią związaną z żołnierzami Tadeusza Kościuszki, jak i wojną obronną z września 1939 roku oraz dziejami I Drezdeńskiego Korpusu Pancernego.Z historią tego miejsca związany jest również płk Eugeniusz Praczuk, ostatni żyjący żołnierz tej jednostki, który przez lata pozostawał ważnym świadkiem historii
regionu.Poszukiwacze już wcześniej trafiali tutaj na niezwykłe przedmioty. Wśród nich znalazły się między innymi unikalny orzeł oraz tarcza z kościuszkowskiego czaka.- Zawadówka jest dla nas zdecydowanie najważniejszym miejscem na mapie poszukiwań. To teren, który ma ogromny potencjał historyczny, ponieważ nakładają się tutaj różne okresy i wydarzenia. Z jednej strony mamy ślady związane z żołnierzami Tadeusza Kościuszki, z drugiej historię wojny obronnej z września 1939 roku, a później dzieje I Drezdeńskiego Korpusu Pancernego. Każda z tych historii zostawiła tutaj swoje ślady - wyjaśnia Krzysztof
Fidler.Jak dodaje, poszukiwacze zajmują się również upamiętnianiem osób związanych z historią regionu.- Wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej czynimy starania, aby godnie upamiętnić bohatera z 1939 roku, który spoczywa w mogile w Malinówce. To pokazuje, iż nasza działalność nie polega tylko na szukaniu przedmiotów. Chcemy przede wszystkim odkrywać i dokumentować historię, a później przekazywać ją mieszkańcom. Przedmioty są ważne, ale jeszcze ważniejsza jest historia ludzi, którzy za nimi stoją - podkreś
la.Zawadówka najwyraźniej nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.- Jestem przekonany, iż ta ziemia jeszcze nie raz nas zaskoczy. Mamy tutaj ogromny obszar do sprawdzenia i wiele miejsc, które wymagają dokładniejszych badań. Dlatego już planujemy kolejny wyjazd w te rejony. Za około trzy tygodnie chcemy ponownie pojawić się w Zawadówce i dokładnie sprawdzić teren. Każda wyprawa jest trochę jak układanie puzzli - pojedynczy przedmiot może wydawać się niepozorny, ale kiedy połączymy go z innymi znaleziskami, zaczyna tworzyć większą historię - zapowiada.„Chcemy stworzyć dom dla naszych znalezisk”Dziś część przedmiotów zabezpieczana jest w warunkach dalekich od muzealnych. Pasjonaci przechowują swoje zbiory między innymi pod ogrodowym zadaszeniem. To właśnie tam część eksponatów oglądał również płk Eugeniusz
Praczuk.Najcenniejsze zabytki trafiają natomiast do profesjonalnych placówek muzealnych, gdzie mogą zostać odpowiednio zabezpieczone i
opracowane.Marzeniem stowarzyszenia jest jednak stworzenie własnej izby pamięci albo niewielkiego muzeum w Sawinie.- Chcemy stworzyć dom dla naszych znalezisk. Miejsce, w którym nie tylko będzie można zobaczyć przedmioty wydobyte z ziemi, ale przede wszystkim poznać historię Sawina i okolicznych miejscowości. Zależy mi na tym, żeby była to żywa opowieść, a nie tylko szklane gabloty i suche podpisy pod eksponatami. Chcemy pokazywać ludzi, wydarzenia i historie, które kryją się za tymi przedmiotami - mówi Krzysztof
Fidler.Rozmowy z samorządem już trwają, ale prezes stowarzyszenia nie zamierza rezygnować z planów.- Rozmawiamy z samorządem i mam nadzieję, iż uda się znaleźć rozwiązanie, które pozwoli stworzyć taką placówkę w Sawinie. Jestem jednak zdeterminowany, żeby ten pomysł zrealizować niezależnie od tego, ile czasu będzie to wymagało. o ile okaże się, iż nie znajdziemy odpowiedniego miejsca czy finansowania w innej formule, jestem gotowy zbudować przestrzeń wystawienniczą choćby na własnej działce. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby te znaleziska nie zniknęły w prywatnych zbiorach i żeby mieszkańcy mogli zobaczyć, jak bogata jest historia naszej ziemi - podkreś
la.Czytaj także:Budowa PSZOK w gminie Wierzbica nabiera tempa. Pierwszy etap prac już odebranyJakiej pomocy potrzebują mieszkańcy? Gmina Wierzbica pyta o zdanie i zaprasza do konsultacjiTo szansa na tańsze nawożenie. Gmina Wierzbica rozdaje osady ściekowe rolnikomCo kryją oświadczenia majątkowe radnych gminy Sawin?