
Państwowy Instytut Badawczy NASK wywołał dyskusję publikacją dotyczącą dezinformacji na temat osób LGBTQ+. Instytut zakwalifikował twierdzenie, iż „istnieją tylko dwie płcie”, jako przykład przekazu opartego na uproszczonym rozumieniu płci. Stanowisko ostro skrytykował publicysta Łukasz Warzecha.
Na stronie NASK napisano, iż stwierdzenie o istnieniu wyłącznie dwóch płci „często opiera się na wąskim, uproszczonym, binarnym poglądzie na płeć”, podczas gdy współczesne badania przedstawiają tę kwestię jako bardziej złożoną.
Instytut wskazuje między innymi na osoby interpłciowe, które mogą urodzić się z cechami płciowymi – dotyczącymi m.in. chromosomów, gonad lub narządów płciowych – nieodpowiadającymi typowym definicjom męskiego albo żeńskiego ciała.
NASK rozróżnia również płeć biologiczną, określaną po angielsku jako „sex”, od płci społeczno-kulturowej – „gender”. Pierwsza obejmuje biologiczne i fizjologiczne cechy człowieka, m.in. chromosomy, hormony i narządy rozrodcze. Druga odnosi się do społecznie kształtowanych norm, ról i cech przypisywanych kobietom i mężczyznom.
Publikację NASK ostro skrytykował publicysta „Do Rzeczy” Łukasz Warzecha. Jego zdaniem stanowisko państwowego instytutu jest przykładem podporządkowania instytucji publicznych określonej ideologii.
– Nie twierdzi tak jakaś lewicowa jaczejka, tylko państwowy NASK – napisał na platformie X.
Warzecha połączył sprawę również z szerszą dyskusją o wolności słowa w internecie. Jego zdaniem sposób definiowania dezinformacji przez państwowe instytucje pokazuje zagrożenia związane ze stosowaniem unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA).
Spór dotyczy więc nie tylko samego rozumienia pojęcia płci, ale również pytania, gdzie przebiega granica między zwalczaniem dezinformacji a kwalifikowaniem jako dezinformacji twierdzeń będących przedmiotem sporów społecznych i politycznych.















