Pożar w barze Le Constellation w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana prawdopodobnie wywołały zimne ognie przymocowane do butelek alkoholu przeznaczonych na toasty. Incydent ujawnił poważne braki w zabezpieczeniach – lokal mogący pomieścić do 400 osób miał tylko jedno wyjście ewakuacyjne.
Bar należy do pary właścicieli z Korsyki i Lazurowego Wybrzeża, która mieszka w Szwajcarii i prowadzi dwa inne lokale w włoskojęzycznym kantonie Ticino. Jedna z właścicielek była obecna w barze podczas pożaru i doznała urazu ręki. Ogień objął przede wszystkim nisko wiszący sufit.
Jak poinformowały szwajcarskie media, właściciele wyrazili szok i podkreślili, iż lokal działał zgodnie ze standardami. Bar był kontrolowany trzy razy w ciągu ostatnich 10 lat.
Reakcje i wsparcie dla ofiar
Wicepremier Włoch i szef MSZ Antonio Tajani przybył na miejsce tragedii i złożył kwiaty. «Coś nie zadziało», powiedział.
W piątek do Crans-Montana dotarł zespół psychologów kryzysowych z lombardzkiej obrony cywilnej, aby wspierać poszkodowanych i rodziny ofiar. Na miejscu są także psycholodzy z Trydentu-Górnej Adygi.
Kontrowersje wokół lokalu
Le Constellation było jedynym lokalem w okolicy wpuszczającym 16-latków. Obecność jeszcze młodszych osób nie została wykluczona. Bar wcześniej reklamował stosowanie zimnych ogni.
Dyskusja medialna koncentruje się na brakach w zabezpieczeniach, domniemanej przyczynie pożaru oraz obecności bardzo młodych osób w lokalu.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).





