Z Bartoszem Niedaszkowskim, fizjoterapeutą, autorem książki „Joga i ajurweda. Podręcznik dla współczesnego człowieka”, rozmawiamy o tym, jak rzetelnie łączyć starożytną mądrość jogi i ajurwedy z nowoczesną fizjoterapią oraz wiedzą medyczną, aby skutecznie dbać o zdrowie.
Bartosz Niedaszkowski
Rozwiń biogramFizjoterapeuta z 30-letnim stażem, autor książki „Joga i ajurweda. Podręcznik dla współczesnego człowieka”. Twórca podejścia Yoga Medica, które łączy tradycyjną jogę z nowoczesną fizjoterapią i wiedzą medyczną. Jego misją jest wprowadzenie jogi do oficjalnego systemu leczenia jako skutecznego narzędzia rehabilitacji narządu ruchu. Założyciel Ośrodka Rehabilitacji Yoga Medica (NZOZ), gdzie wraz z zespołem pomaga pacjentom w walce z bólami kręgosłupa. Współpracował z lekarzami Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy badaniach nad wpływem jogi na układ krążenia. Promuje świadome podejście do zdrowia, oparte na profilaktyce ajurwedyjskiej i naukowo potwierdzonych metodach usprawniania ciała. Więcej na www.yogamedica.pl
(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Joga i ajurweda: co w nich jest mitem, a co naprawdę działa?).
Rafał Górski: Czym są joga i ajurweda i co je łączy?
Bartosz Niedaszkowski: Joga – w moim osobistym ujęciu – to nauka o rozwoju świadomości, dzięki której osiągamy pewne wewnętrzne wyzwolenie od swoich ciężarów osobistych i możemy doświadczać siebie i świata w sposób nieskrępowany.
Posługuję się taką uproszczoną definicją, ponieważ często rozmawiam z osobami, które nie mają wiedzy na temat filozofii jogi, co jest naturalne, dlatego iż nie jest to nauka zakorzeniona w naszym judeochrześcijańskim filozoficznym nurcie, z którego czerpie cała kultura europejska. Oczywiście w źródłowych traktatach o jodze, które ostały się do naszych czasów, znajdziemy bardzo zawiłe definicje. Dlatego sprowadzam to do kwestii rozwoju świadomości.
Jestem na początku swojej przygody z jogą i powiedziałbym, iż joga jest związana raczej z fizycznym rozwojem organizmu niż ze świadomością.
Wycinek całej głębokiej koncepcji jogi trafił na bardzo podatny grunt na Zachodzie i tak jak pan rozumie ją 99,9% osób mających z nią kontakt. Asany, rozumiane jako pozycje jogi i wykonywanie ich utożsamia się z praktyką jogi czy z jogą jako taką, co jest kompletnym nieporozumieniem.
Mówiąc o jodze, używa pan określeń „filozofia” i „nauka”.
Tym, co łączy jogę i ajurwedę, jest Sankhya. To niezwykle starożytna filozofia. W jej ujęciu joga jest nauką o wyzwoleniu, o rozwoju świadomości, a ajurweda to nauka o życiu. Łączy je bardzo głęboka starożytna koncepcja filozoficzna oparta na dualizmie ducha i natury i tego, jak to się nawzajem przenika i przeplata.
Tygodnik Spraw Obywatelskich
Od 2020 roku odkrywamy niewygodne prawdy i nagłaśniamy historie, które mają moc zmieniać Polskę.
Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą
W swojej książce „Joga i ajurweda” pisze pan: „Ajurweda uczy, jak żyć w harmonii z naturą i jej cyklami. Brak tej harmonii prowadzi do nierównowagi, wywołuje ból i choroby.
Naszym naturalnym stanem jest w istocie zdrowie. Ajurweda uczy nas, iż jedynie zrównoważony umysł i zadowolona dusza mogą nam dać prawdziwe zdrowie i szczęście, ponieważ ciało jest podporządkowane umysłowi, a umysł duszy”.
To nie jest tylko nauka o życiu, bo wiele osób, czytając o ajurwedzie w internecie, może odnieść wrażenie, iż jest to po prostu medycyna. Oczywiście medycyna również, dlatego iż ta koncepcja medyczna rozwijała się w oparciu o szerokie humanistyczne podejście, iż człowiek jest częścią natury, wszechświata i aby żyć zdrowo, musi wiedzieć, jak to wszystko funkcjonuje. I o tym właśnie jest ajurweda.
Jeśli już coś nie działa i stan prakriti [wrodzony, indywidualny wzorzec zdrowia, który nie zmienia się przez całe życie – przyp. red.] jest zaburzony, to mamy do czynienia ze stanem vikriti, czyli stanem zaburzenia tej natury, i wtedy wchodzą działania stricte medyczne. Mówimy tu o starożytnej medycynie, której możliwości były ograniczone w porównaniu do medycyny współczesnej, niemniej była medycyną. Więc częścią systemu ajurwedy jest także medycyna.
Nawet Światowa Organizacja Zdrowia przez długi czas zalecała stosowanie zasad ajurwedy wszędzie tam, gdzie dostęp do medycyny konwencjonalnej jest niemożliwy.
„Wykonywania mostków nie widzi się powszechnie na Zachodzie. Być może naprawdę wynika to z przekładania w naszej kulturze pozorów nad treść, skoro w innych częściach świata mostek jest szanowany jako jedno z najważniejszych ćwiczeń fizycznych – na Dalekim Wschodzie jest uznawany za »króla« ćwiczeń. (…) W jodze roi się od ćwiczeń typu mostka – od asan podstawowych po wysoce zaawansowane, w których stopy opierają się aż na głowie. Indyjscy propagatorzy kultury fizycznej traktują mostek z ogromną powagą, ponieważ ich wiedza o roli kręgosłupa jest o całe tysiąclecia starsza od naszej. W medycynie ajurwedycznej (starożytnej indyjskiej filozofii zdrowia) kręgosłup ma tak wielkie znaczenie, iż przypisuje mu się wręcz tajemne, magiczne moce”, napisał Paul Wade „Trener” w książce „Skazany na trening. Zaprawa więzienna”. Ta uwaga zbiega się z tym, co pan mówi, iż te wielowymiarowe nauki i starożytna wiedza zostały bardzo mocno okrojone pod potrzeby zachodniego konsumenta.
Zdecydowanie tak. Uważam, iż mamy aktualnie do czynienia z macdonaldyzacją jogi.
Jest to oczywiście pejoratywny termin, dlatego iż głębia systemu, bo joga jest systemem opartym na głębokiej filozoficznej prawdzie, została bardzo mocno okrojona i spłycona. Jednak dzięki temu więcej ludzi się nią zainteresowało, stała się bardziej popularna i przystępna. Każdy, kto rozpocznie swoją przygodę z jogą, może zweryfikować własnym doświadczeniem to, co powiedziałem.
Zacznie rozumieć, szukać, uczyć się, czytać, doświadczać i praktykować więcej. I będzie musiał dostrzec, iż to, co zobaczył, to było źdźbło trawy na nieskończonej łące obfitości.
Jeden z moich nauczycieli jogi powiedział, iż joga bez oddechu to jest fitness.
Docelowo tak, ale nie na początku. W moim podejściu do przekazywania jogi w sposób anatomiczny zakładam, iż ktoś, kto rozpoczyna kontakt z jogą poprzez ćwiczenia, czyli poprzez asany konkretnie, nie jest w stanie wykonywać tych ćwiczeń razem z oddechem. Joga jest praktyką uważności, a częścią tego procesu jest zwrócenie uwagi na oddech, jednak na samym początku oddech nie jest najważniejszy.
Co więcej, oddech w asanach stanowi wyłącznie uzupełnienie, jest tak zwanym facylitatorem, mówiąc językiem fizjoterapii, czyli ułatwiaczem. W procesie facylitacji wspomaga pewne ruchy, ale nie jest wcale najważniejszy. Jest najważniejszy w pranayamie, czyli w takiej dziedzinie jogi, która następuje po udoskonaleniu asan i która skupia się już na oddechu.
Natomiast w asanach nie. I ja też chciałbym pokazać, iż joga jest naprawdę czymś bardzo głębokim, ale w praktyce sprowadza się do prostych rzeczy. I nie komplikujmy niepotrzebnie, bo na przykład o ile ktoś rozpoczyna ćwiczenia, to najpierw musi poczuć swoje ciało i dopiero wtedy oddech można jeszcze doszlifować w asanach, aby stał się on facylitatorem. Ale to nie jest najważniejsze na początku.
Pierwszy raz zetknąłem się z jogą w połowie lat 90. i wtedy uważałem, iż to po prostu nie dla mnie. Przez kolejne lata byłem aktywny fizycznie, biegałem, pływałem, robiłem pompki. Rozciąganie było tylko dodatkiem do treningu. Po 30 latach takiej kultury fizycznej widzę jednak, iż źle traktowałem swoje ciało i jak bardzo jestem pospinany, sztywny i „suchy”. Cieszę się, iż ciało dało mi w końcu potężny sygnał, by zwrócić się ku starożytnej wiedzy, bo to pozwala na powolne odzyskiwanie pełnej sprawności oraz zdrowia fizycznego i duchowego. To się chyba zgadza ze słowami Bhagavad Gity, jednej ze świętych ksiąg hinduizmu, według której „Ten, kto posiada umiar w swoich zwyczajach jedzenia, spania, pracy i wypoczynku, ten poprzez praktykę jogi może zlikwidować wszelkie fizyczne cierpienia”.
Tak, joga to medium, które daje ciału ogromną świadomość. Dzięki temu zyskują na niej wszyscy, także osoby, które na co dzień są aktywne sportowo.
Co było dla pana najmocniejszym impulsem do napisania książki?
Wdzięczność. Autentyczna, głęboka wdzięczność płynąca z najgłębszych zakamarków mojego bytu. Najpierw była joga. Rozpocząłem praktykę po wypadku samochodowym w latach 90. i bardzo mi to pomogło. Już wcześniej interesowałem się ajurwedą, miałem pierwsze podręczniki, pisane przez lekarzy ajurwedyjskich, i czytałem je z zapartym tchem.
I w pewnym momencie utknąłem w mojej praktyce, na każdym poziomie, fizycznym i duchowym. Ciężko było mi osiągać to, co sobie zamierzyłem. I wtedy poznałem dwóch lekarzy. Jeden był lekarzem medycyny konwencjonalnej, ale z ogromną świadomością medycyny naturalnej, w tym ajurwedy. Bardzo mi pomógł, bo otworzył mi oczy i powiedział, co robię źle. Dał też pierwsze wskazówki. Ale miałem ogromne szczęście, ponieważ trafiłem na doktora Partapa Chauhana, który został moim guru od ajurwedy. Przekaz, który otrzymałem od niego, był piorunująco skuteczny. Był czysty, nieskażony żadną współczesną modą.
To był game changer, dzięki temu sharmonizowałem praktykę asan, pranajamę medytację z rozkładem dnia. Pozbyłem się też różnego rodzaju dolegliwości.
I z poczucia wdzięczności i misji powstała ta książka. Chciałem się podzielić z Polakami tym, co według mnie każdy, kto praktykuje jogę, powinien zaczerpnąć z ajurwedy.
Książka ukazała się w 2006 roku, a wtedy w Polsce ludzie praktykujący jogę praktycznie nic nie wiedzieli o ajurwedzie.
Jakie błędne wyobrażenia o jodze i ajurwedzie spotyka pan najczęściej?
Jeśli chodzi o jogę, to najczęściej powtarza się stwierdzenie, iż to albo jakaś forma gimnastyki, aktywności ruchowej, albo jakaś wyrafinowana forma medytacji. A tak naprawdę nie jest ani tym, ani tym.
Natomiast co do ajurwedy, to nie wiem. Nie widzę jakiegoś zwiększonego zainteresowania kwestią ajurwedy jako nauki o tym, jak żyć zdrowo, w harmonii ze swoim ciałem, ze środowiskiem, i jak naturalnie leczyć się czy wspomagać leczenie, jeżeli poważniejsze problemy doskwierają.
Oczywiście ta świadomość wśród osób, które praktykują jogę, zdecydowanie się zwiększyła, ale ciężko mi określić, jakie błędne wyobrażenia przeciętny Polak czy Polka mają na temat ajurwedy.
O ajurwedzie adekwatnie nic nie wiedziałem do momentu, kiedy zacząłem czytać pana książkę. A z drugiej strony mówi pan, iż Światowa Organizacja Zdrowia zalecała podejście ajurwedyczne wszędzie tam, gdzie nie ma infrastruktury i pieniędzy na medycynę, co oznacza, iż może być bardzo skuteczne, kiedy wszystko inne zawodzi.
Jest jeszcze coś bardzo istotnego z punktu widzenia wspierania ajurwedy na naszym polskim gruncie. Nasza medycyna, tak zwana medycyna alopatyczna, którą znamy wszyscy z przychodni i szpitali, jest może nie w pełni doskonała, ale skutecznie radzi sobie w stanach nagłych, w stanach zagrożenia życia, w których niezbędna jest interwencja medyczna z wykorzystaniem współczesnej diagnostyki i instrumentarium stricte medycznego. Ratuje ludziom życie, przedłuża je i wspaniale, iż mamy do niej dostęp.
Niemniej cały czas w kwestiach codziennej obsługi organizmu w sposób zgodny z jego prawdziwymi potrzebami widzę ogromne braki. Ajurweda wychodzi naprzeciw, bo mówi, co robić, żeby zachować zdrowie. Więc to jest wspaniałe.
Łączy pan starożytną wiedzę jogiczną z doświadczeniem fizjoterapeuty. W jakich momentach te dwa światy najmocniej się uzupełniają, a w jakich wchodzą ze sobą w napięcie?
Jeżeli znamy oba systemy i swoje kompetencje, to dość sprawnie zarówno lekarz, którym nie jestem, jak i fizjoterapeuta, którym jestem, może zaadaptować je do swojej codziennej praktyki, w relacjach, komunikacji i pracy z pacjentem. Punktem zbieżnym jest człowiek, istota czująca i doświadczająca świata poprzez wszystkie swoje zmysły. Według mnie mocny punkt styczności jest tam, gdzie joga pojawia się ze swoimi technikami fizycznymi, czyli asanami, z pranayamą, czyli technikami oddechowymi, czy z głęboką relaksacją. Z punktu widzenia fizjoterapeuty to wszystko są narzędzia pracy tak naprawdę. Ja nad tym pracuję już wiele lat.
Natomiast napięcie pojawia się według mnie wtedy, gdy mamy do czynienia z człowiekiem z chorobą lub dysfunkcją. Joga jest dla osób zdrowych. Mówię o klasycznej jodze, nie o jodze, którą ja się zajmuję, czyli takiej, która leczy w oparciu o fizjoterapię jako dziedzinę medycyny. To napięcie rodzi się, moim zdaniem, za każdym razem, gdy jogi uczone są osoby zdrowe, ale w sposób niezgodny z anatomią człowieka i bez znajomości fizjologii, czyli tego, jak nasze ciało działa.
Ja leczę pacjentów. Część z nich to są pacjenci, którzy doznali urazów w wyniku błędnie wykonywanych ćwiczeń jogi. Podkreślam: to nie joga jest zła, tylko sposób jej uczenia.
Czym się kierować, kiedy wybieramy szkołę jogi albo zaczynamy jogę ćwiczyć?
To bardzo trudny i kontrowersyjny temat. Kocham jogę i poprzez poważne, medyczne podejście pragnę z całego serca uznania dla jogi. Ale żeby tak się stało, żeby nie była postrzegana jako szarlataneria, gdzie ludzie wykręcają sobie kręgosłupy, uszkadzają łąkotki i nadgarstki, to przede wszystkim instruktorzy i nauczyciele jogi powinni podejść bardziej poważnie do tego tematu.
Nie może być tak, drodzy nauczyciele i instruktorzy, iż nie znacie anatomii, biomechaniki, patofizjologii podstawowych zjawisk, z którymi trafiają do was wasi uczniowie.
Najlepiej byłoby dostać przynajmniej jakąś ekspertyzę od fizjoterapeuty, który powie, co możemy robić na jodze, a na co trzeba uważać. Trzeba by porozmawiać ze swoim lekarzem, zwłaszcza o ile występują jakieś schorzenia, na przykład nadciśnienie tętnicze, które pojawia się u coraz młodszych osób. To jest taka idealna sytuacja. Oczywiście trzeba szukać szkoły jogi, w której pracują rozsądni ludzie.
Jak to sprawdzić? Trzeba zobaczyć, popytać trochę. Opowiem historię, żeby podsumować trochę z humorem tę sytuację. Znam wielu Hindusów. Jeden z nich powiedział mi, iż jeżeli chce pójść na jogę, to zawsze wybiera zajęcia dla kobiet w ciąży, ponieważ one są prowadzone jak należy: powoli, spokojnie, z przepływem, z taką łagodnością w tym wszystkim, z oddechem, o czym pan mówił wcześniej. I na to zwracałbym uwagę.
Dieta Dobrych Produktów. Wizja świata bez aptek Karolina Pawlik, Rafał Górski
Jakie trzy zmiany w codziennym życiu uważa pan za najbardziej realistyczne i skuteczne dla zwykłego człowieka, który chce zacząć stosować jogę i ajurwedę?
Po pierwsze, ćwiczenia jogi. Po drugie, zindywidualizowanie diety, w czym pomaga ajurweda, która daje doskonałe wskazówki, co, jak, kiedy i ile jeść. I po trzecie, uważność w myśleniu i doświadczaniu emocji, bo zarówno joga, jak i ajurweda mówią, iż to bardzo ważne, czym karmimy swój umysł.
Swoim pacjentom mówię: „Pamiętaj, iż dwie rzeczy w życiu liczą się na koniec: to, czy ćwiczyłeś, i to, czy żyłeś w zgodzie ze sobą”. Od tego zależy, czy na koniec widzimy w lustrze kogoś, kogo szanujemy, a najlepiej lubimy.
Dobra, zdrowa aktywność ruchowa jest w stanie czynić cuda, a im dłużej ćwiczymy i im jesteśmy starsi, tym większą ma to dla nas wartość. Widzę, z jakim trudem poruszają się osoby starsze, i jako fizjoterapeuta mogę powiedzieć, iż zdecydowanej większości tych problemów można by zapobiec, gdybyśmy się ruszali, odżywiali i myśleli w odpowiedni sposób. To są najważniejsze rzeczy, bardzo proste do zastosowania.
Czy istnieje różnica między praktyką a ćwiczeniem jogi?
Zacznę może od wyjaśnienia, czym jest praktyka, a czym ćwiczenie.
Praktyka jogi to stosowanie w codziennym życiu wszystkich zasad jogi. To jest nie tylko wykonywanie pewnych praktyk zaleconych przez swojego mistrza, ale również życie zgodnie z tymi zasadami.
Jeżeli podporządkujemy nasze życie tej praktyce albo przynajmniej stanowi ona integralną część naszego życia, to wtedy, moim zdaniem, możemy mówić, iż praktykujemy jogę.
To jest rzadkość w dzisiejszych czasach i większość osób, które mają styczność z jakimś wycinkiem jogi, z wykonywaniem asan w szkołach jogi czy w domu, po prostu wykonuje ćwiczenia i według mnie ćwiczy jogę. I nie widzę w tym nic złego.
Często można spotkać stwierdzenie, iż jak ktoś praktykuje, to robi coś lepszego niż ten, kto ćwiczy. Kiedyś opublikowałem jakiś post fizjologiczno-anatomiczny związany z jogą i napisałem „ćwiczymy”. Wylał się na mnie za to hejt, bo jogę „się praktykuje”.
Ktoś, kto to napisał, naprawdę musiał mieć ego jak stąd do San Diego, co jest zaprzeczeniem jogi, swoją drogą.
Natomiast większość ludzi ćwiczy. Ćwiczy jogę, asany i wspaniale, proszę państwa. Ćwiczcie jogę, im więcej i dokładniej, zgodnie z anatomią, fizjologią, ze wskazaniami fizjoterapeutycznymi, tym lepiej dla was. Ćwiczcie jogę. Nie ma w tym nic złego.
W zasadzie wszyscy moi pacjenci, z wyjątkiem kilku, ćwiczą jogę. Dzięki temu czują się wspaniale, leczą trudne problemy zdrowotne, i to jest fantastyczne.
Jakiego ważnego pytania nikt panu jeszcze nie zadał w tematach, o których rozmawiamy, i jaka jest na nie odpowiedź?
Jak to się dzieje, iż joga wykonywana w szkołach jogi może uszkadzać, a ja tą samą jogą, a czasem choćby tymi samymi asanami, leczę te osoby, które się uszkodziły?
Otóż po pierwsze, joga musi być wykonywana zgodnie z anatomią i fizjologią. Trzeba pamiętać, iż asany, czyli pozycje jogi, nie były przekazywane przez tysiące lat z nauczyciela na ucznia w taki sposób, iż przestrzegano wszystkich zasad współczesnej anatomii i fizjologii. Ćwiczenia były dostosowywane do każdego z uczniów, bardzo indywidualizowane.
Poza tym, mimo tego, iż jogini dysponowali intuicyjnym wglądem w funkcjonowanie ciała człowieka, nie wiedzieli od strony anatomii prawidłowej tego wszystkiego, co wiemy dzisiaj. Jak patrzymy na starożytne rysunki asan, jak czytamy opisy pewnych rzeczy technicznych w „Hatha Yoga Pradipika”, jednym z najważniejszych traktatów o jodze, to nie ma tam opisu bardzo szczegółowych technik, są tylko ogólne wytyczne. Stąd moje pytanie: to czym w takim razie należałoby się kierować, żeby doprecyzowywać te techniki, skoro są podane tylko ogólne zarysy, wzorce ćwiczeń i pozycji? Odpowiedź jest prosta: anatomią i fizjologią. Wiedza o tym, co ciało może zrobić w danej konfiguracji, a czego nie może, jest decydująca. Brak tej wiedzy to może powodować uszkodzenia.
Niektóre asany są tak bardzo złożone, iż wymagają naprawdę głębokiej wiedzy, którą nabywa się w toku specjalistycznych kursów, na przykład osteopatycznych czy terapii manualnej.
Dopiero znajomość tych wszystkich procesów i zasad pozwala zrozumieć, co tam naprawdę zachodzi w ćwiczeniach.
Uważam, iż joga to idealna specjalizacja dla fizjoterapeuty. Dopiero wtedy może w trudnych przypadkach rzeczywiście leczyć ludzi, a nie uszkadzać. Kiedy przychodzi do mnie pacjent z dyskopatią, którą nabył w wyniku ćwiczeń jogi, to ja leczę ją od strony fizjoterapeutycznej. Postępuję z nią zgodnie z algorytmami fizjoterapeutycznymi, ale stosując jogę. A tą samą jogą pacjent się uszkadza.
Jakim jednym zdaniem zachęciłby mnie pan do praktykowania, ćwiczenia jogi?
Zacznij ćwiczyć już teraz, bo nie wiesz, czy jest jakieś jutro.
Dziękuję za rozmowę.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!








![Macierewicz na celowniku prokuratury. Chodzi o włamanie i kradzież [WIDEO]](https://shareinfo.pl/wp-content/uploads/2023/01/macierewicz.jpg)
