Armia kanadyjska po raz pierwszy od 100 lat opracowała model obrony przed amerykańskim atakiem. Brzmi to jak ponury żart, ale The Globe and Mail donosi, iż dotarł do dwóch wysokiej rangą urzędników, którzy potwierdzają, iż plany są w przygotowaniu. Wojskowi mają wzorować się na taktykach afgańskich partyzantów z lat 80. Eksperci prognozują, iż konwencjonalna obrona upadłaby w tydzień, może choćby w 2 dni.

Fot. Shutterstock
Donald Trump od miesięcy powtarza, iż Kanada powinna stać się 51. stanem USA. Przez długi czas brzmiało to jak kolejny jego ekscentryczny pomysł, coś w stylu zakupu Grenlandii czy przejęcia Kanału Panamskiego. Problem w tym, iż w Ottawie przestali się z tego śmiać. Kanadyjskie Siły Zbrojne właśnie opracowały szczegółowy model teoretycznej inwazji amerykańskiej – coś, czego nie robiono od czasów, gdy o granicy z USA myślano jeszcze jako o potencjalnym froncie wojskowym.
The Globe and Mail dotarł do 2 wysokich rangą urzędników rządowych, którzy potwierdzili istnienie tego modelu. Nie chodzi o realny plan wojskowy z rozkładem jednostek i harmonogramem działań, ale o koncepcyjną ramę teoretyczną – narzędzie do analizy najgorszego możliwego scenariusza. Tym razem jednak najgorszy możliwy scenariusz nie dotyczy Rosji, Chin czy terrorystów. Dotyczy największego sojusznika Kanady od ponad stulecia.
Czy to realne zagrożenie?
Zarówno urzędnicy, jak i eksperci wojskowi podkreślają, iż wydanie przez administrację Trumpa rozkazu inwazji na Kanadę jest mało prawdopodobne. Jednocześnie dodają, iż relacje z amerykańskim wojskiem pozostają pozytywne i oba kraje wciąż współpracują nad uczestnictwem Kanady w nowym systemie obrony kontynentalnej Golden Dome, który ma chronić przed rosyjskimi lub chińskimi pociskami.
Problem w tym, iż Donald Trump uważany jest za nieprzewidywalnego. Jego słowa o Grenlandii, Kanale Panamskim i właśnie Kanadzie nie są już traktowane jako pusta retoryka. Emerytowany generał dywizji David Fraser, były dowódca sił kanadyjskich w Afganistanie, powiedział The Globe and Mail, iż działania Prezydenta USA wobec Grenlandii mają bezpośredni wpływ na scenariusze rozważane przez kanadyjskich planistów wojskowych.
Sam fakt powstania takich analiz pokazuje, jak dramatycznie zmieniła się atmosfera w relacjach między najbliższymi dotąd sojusznikami w Ameryce Północnej. 100 lat temu, podczas ostatniego przygotowywania podobnych planów, świat wyglądał zupełnie inaczej.
Tydzień, może 2 dni do upadku
Wojskowi eksperci nie mają złudzeń. Zakładają, iż amerykańskie siły zbrojne przełamałyby kanadyjską obronę w ciągu tygodnia. jeżeli zdecydowaliby się uderzyć gwałtownie i zdecydowanie, mogłoby to zająć zaledwie 2 dni. Kanada nie dysponuje ani odpowiednią liczbą żołnierzy, ani wystarczającym sprzętem, by odeprzeć konwencjonalny atak największej armii świata. Bilans sił jest tak jednostronny, iż jakiekolwiek porównania wydają się niepoważne.
Właśnie dlatego kanadyjscy planiści wojskowi sięgnęli po rozwiązania niekonwencjonalne. Model zakłada, iż po szybkim przełamaniu tradycyjnej obrony niewielkie oddziały regularne oraz potencjalnie uzbrojeni cywile przeszliby do działań w rozproszeniu. Zasadzki, sabotaż, ataki dronami, taktyka „uderz i uciekaj” – wszystko, co mogłoby sprawić, iż okupacja byłaby dla Amerykanów niewspółmiernie kosztowna.
The Globe and Mail pisze wprost, iż modele kanadyjskich ekspertów wykorzystują taktykę stosowaną przez afgańskich mudżahedinów podczas inwazji ZSRR w latach 1979-1989. Te same metody były później używane przez talibów w 20-letniej wojnie z USA i sojusznikami, w tym samą Kanadą. W Afganistanie zginęło 158 kanadyjskich żołnierzy, wielu z nich w wyniku ataków improwizowanymi ładunkami wybuchowymi. Teraz Kanada rozważa użycie identycznych metod.
NORAD jako pierwszy znak zagrożenia
Planiści wojskowi widzą w zerwaniu współpracy w ramach NORAD – wspólnego dowództwa obrony powietrznej Ameryki Północnej – pierwszy wyraźny sygnał nadchodzącego zagrożenia. NORAD funkcjonuje od 1958 roku i stanowi fundament wspólnej obrony obu krajów. Gdyby USA zdecydowały się jednostronnie zakończyć tę współpracę, Kanada miałaby maksymalnie 3 miesiące na przygotowanie się do inwazji lądowej i morskiej.
W tym czasie kanadyjskie wojsko musiałoby zorganizować rozmieszczenie sił wzdłuż 8 891-kilometrowej granicy – najdłuższej nieobronionej granicy na świecie. Brzmi to jak zadanie z gatunku niemożliwych, bo właśnie takie jest. Generał Fraser, powiedział The Globe and Mail, iż jest to „nie do pomyślenia”, ale dodał najważniejsze zastrzeżenie: „Jeśli zagrożenie ze strony USA stałoby się realne, kanadyjscy żołnierze zostaliby rozmieszczeni wzdłuż granicy, mimo iż nie istnieje żadna realna możliwość militarnego pokonania Stanów Zjednoczonych przez Kanadę”.
Według scenariusza wojskowego zerwanie umowy o wspólnej obronie mogłoby skłonić Francję lub Wielką Brytanię – oba państwa posiadają broń jądrową – do zapewnienia Kanadzie wsparcia. Fraser poszedł dalej w swoich przewidywaniach: „Wiesz, jeżeli zaatakujesz Kanadę, cały świat będzie cię ścigał, choćby bardziej niż za Grenlandię. Ludzie naprawdę przejmują się losem Kanady, w przeciwieństwie do Wenezueli. Moglibyście zobaczyć niemieckie okręty i brytyjskie samoloty w Kanadzie, by wzmocnić suwerenność kraju”.
400 tys. ochotników w rezerwie
Premier Mark Carney i generał Jennie Carignan, szefowa Sztabu Obrony, zapowiedzieli utworzenie ponad 400-tysięcznej rezerwy ochotników. Pobór do wojska nie jest na razie rozważany, ale w razie okupacji przez USA ci ochotnicy mogliby zostać uzbrojeni i włączeni do działań partyzanckich. To gigantyczna liczba jak na kraj liczący około 40 mln mieszkańców. Dla porównania, regularne kanadyjskie siły zbrojne liczą w tej chwili około 68 tys. żołnierzy służby czynnej.
Fraser uważa, iż Kanada mogłaby wykorzystać drony i broń przeciwpancerną, podobnie jak Ukraina przeciwko Rosji. To porównanie nie jest przypadkowe. Wojna na Ukrainie pokazała, iż mniejszy, słabszy militarnie kraj może zadawać poważne straty silniejszemu agresorowi, jeżeli stosuje odpowiednie taktyki i ma dostęp do nowoczesnego uzbrojenia. Kanadyjscy planiści najwyraźniej wyciągnęli wnioski z tego konfliktu.
Z kolei emerytowany generał Mike Day, były dowódca Kanadyjskich Sił Specjalnych, nazwał inwazję USA na Kanadę czymś „fantastycznym” w sensie nierealnym. Jednocześnie przyznał, iż Kanada nie jest w stanie przeciwstawić się największej armii świata. To dylemat, przed którym stoi wojsko – przygotowywać się na coś, co wydaje się nieprawdopodobne, ale którego konsekwencje byłyby katastrofalne.
Magazyn naukowy The Conversation specjalizujący się w analizie działań partyzanckich pisał w ubiegłym roku, iż wojskowa inwazja na Kanadę „doprowadziłaby raczej do dziesięcioleci gwałtownego oporu, który ostatecznie zniszczyłby USA”. To mrożąca krew w żyłach wizja – dwa kraje, które przez ponad stulecie były najściślejszymi sojusznikami, uwikłane w długoletnią wojnę partyzancką przypominającą Afganistan czy Wietnam.
Trump i retoryka 51. stanu
Donald Trump wielokrotnie w minionym roku mówił o Kanadzie jako o „51. stanie” USA. W ostatnich dniach opublikował w mediach społecznościowych mapę, na której amerykańską flagą oznaczono także Kanadę i Grenlandię. NBC poinformowała w miniony weekend, iż Trump od kilku tygodni skarży się swoim doradcom na podatność Kanady na ataki wrogich USA państw w Arktyce. Steve Bannon, były główny strateg Trumpa, który pozostaje blisko prezydenta, stwierdził, iż Kanada „szybko się zmienia” i staje się „wroga” wobec Stanów Zjednoczonych.
Komentarze Trumpa miały realny wpływ na politykę w Ottawie. Premier Mark Carney wygrał wybory w dużej mierze dzięki krytycznej reakcji społeczeństwa na wypowiedzi prezydenta USA. Kanadyjczycy nie potraktowali słów Trumpa jako żartu. W sondażu ośrodka EKOS 59% Kanadyjczyków stwierdziło, iż choćby przy niewielkich szansach na zwycięstwo Kanada powinna się bronić. To więcej niż połowa społeczeństwa gotowa jest ponieść ofiary w obronie suwerenności kraju.
Podział na partie jest przy tym zaskakujący. Za obroną opowiadają się wyborcy Partii Liberalnej – 73% i lewicowej NDP – 78%. choćby wśród wyborców Bloc Quebecois, partii skoncentrowanej na interesach Quebecu, przeważają zwolennicy obrony – 46% przy 31% przeciwnych. Kanadyjczycy najwyraźniej wzięli sobie do serca słowa Trumpa.
Co to oznacza dla czytelnika
Jeśli obserwujesz politykę międzynarodową, warto zwrócić uwagę na to, jak zmieniają się relacje w Ameryce Północnej. Retoryka Trumpa wobec Kanady to nie tylko ciekawostka medialna – ma realne konsekwencje dla bezpieczeństwa całego regionu. jeżeli lider największego mocarstwa militarnego świata mówi o aneksji sojuszniczego kraju, choćby teoretyczne scenariusze stają się nagle aktualne.
Dla Polski sprawa kanadyjska ma znaczenie przede wszystkim jako przykład, jak gwałtownie mogą się zmieniać sojusze i jak nieprzewidywalny może być Trump. jeżeli jest gotów rozważać scenariusze wobec Kanady – kraju będącego członkiem NATO i jednego z najstarszych sojuszników USA – to żadne państwo nie może czuć się całkowicie bezpieczne.
Warto też obserwować, jak Kanada radzi sobie z dywersyfikacją swoich relacji międzynarodowych. Premier Carney niedawno odwiedził Chiny i wynegocjował obniżenie ceł. To sygnał, iż Ottawa szuka alternatyw dla nadmiernej zależności od USA. Polska stoi przed podobnymi wyzwaniami w kontekście relacji z różnymi partnerami międzynarodowymi.
Jeśli jesteś ekspertem od bezpieczeństwa lub po prostu interesuje cię geopolityka, sprawa kanadyjskiego planu obronnego to fascynujące studium przypadku. Pokazuje, jak małe i średnie państwa muszą myśleć o obronie przed nieporównywalnie silniejszym agresorem. Lekcje z Afganistanu, Wietnamu i w tej chwili Ukrainy stają się nagle aktualne dla stabilnego, spokojnego kraju G7.
Przede wszystkim jednak warto pamiętać, iż mówimy na razie o analizach teoretycznych, nie o realnych planach wojny. Ale sam fakt, iż takie analizy powstały po raz pierwszy od stulecia, mówi wszystko o tym, jak bardzo zmieniła się sytuacja w ciągu ostatnich miesięcy. Świat stał się miejscem, w którym choćby najbliżsi sojusznicy muszą rozważać najgorsze możliwe scenariusze.









