Kanclerz Niemiec powiela sowiecką wersję historii

patrzymy.pl 2 dni temu

Dwie daty, które pamięta prawie każdy Polak to 1410 i 1 września 1939 roku. Bitwa pod Grunwaldem to symbol dawnej polskiej potęgi, natomiast wybuch II Wojny Światowej to traumatyczne doświadczenie związane z niemieckim barbarzyństwem i sześcioma milionami polskich ofiar. Wiadomo nie od dziś, iż historię piszą zwycięzcy, a przegrani tworzą alternatywną rzeczywistość i takie procesy mają miejsce od wielu lat, ale kanclerz Niemiec postanowił otworzyć nowy rozdział historii, nie mający z historią nic wspólnego.

Do tej pory główny spór historyczny dotyczy daty zakończenia II Wojny Światowej, adekwatna data to 8 maja 1945 roku, ale z politycznych powodów ZSRR przedłużył wojnę o jeden dzień i dniem zwycięstwa ogłosił 9 maja. Jednak wokół daty wybuchu wojny też pojawiły się manipulacje i znów ZSRR stał za kłamliwą propagandą, która zamiast 1939 roku wskazywała 1941 rok, bo wtedy Niemcy napadły na ZSRR. W Polsce to kłamstwo się nie przyjęło i choćby w czasie PRL-u wszystkie dzieci uczyły się na pamięć tylko i wyłącznie jednej prawdziwej daty – 1 września 1939 roku. Dlatego też niemałe zdziwienie wywołały w Polsce słowa kanclerza Niemiec Friedricha Merza, który najwyraźniej uwierzył w sowiecką propagandę i jednocześnie nie zna historii własnego kraju, odpowiedzialnego za wybuch II Wojny Światowej i miliony ofiar.

Podczas wystąpienia na kongresie CDU w Stuttgarcie, z ust kanclerza Friedricha Merza padły następujące słowa: „wojna na Ukrainie będzie niedługo trwać już cztery lata, czyli dłużej niż II wojna światowa”. Kontekst tej kuriozalnej wypowiedzi jest jednoznaczny, Friedrich Merz poszedł po śladach sowieckiej wersji historii i bardzo ciężko to racjonalnie wytłumaczyć. Kto jak kto, ale Niemiec i w dodatku kanclerz powinien wiedzieć, kiedy wybuchła II Wojna Światowa i z całą pewnością wie, ale najwyraźniej jest to kolejna próba pomniejszania skali odpowiedzialności za największe w dziejach ludzkości barbarzyństwo. Od wielu lat Niemcy przerzucają całą winę na nazistów, jakby to byli przybysze z kosmosu, teraz kanclerzowi „niechcący” się wyrwało, iż Polska to niemieckie ziemie odzyskane, a wojna zaczęła się w 1941 roku.

Po licznych protestach polskich polityków i historyków, do skandalicznych słów kanclerza musiał się odnieść niemiecki ambasador Miguel Berger, ale jego „wyjaśnienia” na portalu X tylko utwierdzają w przekonaniu, iż Niemcy traktują Polskę jak swoje terytorium:

Trzymajmy się faktów: Kanclerz mówił o Rosji jako o sąsiedzie Europy, a nie Niemiec. Niczego nie wymazał z II wojny światowej, po prostu pomylił porównanie z długością wojny ze Związkiem Radzieckim.

Pomyłki się zdarzają, ale trudno uwierzyć, iż w tym przypadku nie mamy do czynienia z pomyłką freudowską, co oznacza, iż kanclerz Friedrich Merz powiedział dokładnie tak, jak myśli. W Niemczech trwa proces lub raczej proceder polegający na wybielaniu niemieckich zbrodni, cudowna przemiana Niemców w nazistów to tylko jeden z elementów. Coraz częściej i głośniej mówi się o bohaterskich żołnierzach Wehrmachtu, czego doskonałym przykładem jest serial „Nasze matki, nasi ojcowie”. Jednocześnie rozmaite ośrodki propagandowe, nie tylko niemieckie, usiłują wcisnąć Polsce niemieckie obozy koncentracyjne pod „geograficzną” nazwą „polskie obozy koncentracyjne”. Tylko zdecydowanym i głośnym sprzeciwem, podpartym historycznymi faktami, może z tymi kłamstwami walczyć, na każdym kroku należy przypominać, iż od 1 września 1939 roku do 8 maja 1945 roku Niemcy byli sprawcami największej zbrodni ludobójstwa.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału